
Rolki i relacje zagranicznych i polskich turystów zachwyconych dyskotekami na Rynku Głównym zalewają media społecznościowe. Pełno przy nich komentarzy o wspaniałej międzypokoleniowej zabawie przy muzyce - bez podtekstów. Wielu internautów twierdzi, że dyskoteki organizowane codziennie w najważniejszym miejscu małopolskiej stolicy to świetna reklama Krakowa, a człowiekowi, który je organizuje – Stanisławowi Kułachowi – należy się medal. Cieszą się na najnowszą inicjatywę – „największe wesele”. Impreza z poczęstunkiem i dyskoteką ma się odbyć już w najbliższą niedzielę. Do zabawy na Rynku Głównym zaprasza na filmikach „para młoda”.
Niewiele osób zna jednak drugą stronę tej opowieści. Dotyczy ona dwóch aspektów – sprzeciwu miasta i części mieszkańców wobec nadużywania prawa, a także działalności Kałucha.
Miasto nalega na zmianę przepisów
Przez miesiące miasto tłumaczyło, że w sprawie głośnych dyskotek, na którym padają okrzyki, że wojny nie ma , nie może z imprezami nic zrobić. Urzędnicy wskazywali, że wydarzenia są zgłaszane jako zgromadzenia publiczne. Dzięki temu jego organizator nie musi uzyskiwać zgody na jego przeprowadzenie. Wraz z „weselem” miarka się jednak przebrała.
W komunikacie dostępnym na oficjalnej stronie internetowej miasta czytamy, że zgłoszenie imprezy jako zgromadzenie publiczne jest „nadużyciem przepisów”. Zdaniem urzędników organizator wykorzystuje Prawo o zgromadzeniach „do organizowania imprez o charakterze rozrywkowym wykorzystujących nagłośnienie i zakłócających spokój mieszkańców – przede wszystkim Dzielnicy I Stare Miasto oraz osób przebywających na Rynku Głównym”.
„Miasto sprzeciwia się takim praktykom i prowadzi działania, które mają ograniczyć negatywny wpływ tych wydarzeń” – zaznaczono. Wcześniej Kraków informował, że dyskotekę, która odbyła się 15 lipca obserwowali strażnicy miejscy i w związku z naruszeniem zasad parku kulturowego Stare Miasto „trwają czynności wyjaśniające prowadzone przez policję”.
Kraków apeluje też o do mieszkańców i turystów, aby nie brali udziału w imprezie. „ Służby na bieżąco monitorują przebieg tego typu zgromadzeń, a także interweniują w przypadkach naruszania przepisów ” – zaznaczono.
Miasto przypomniało też, że wystosowało apele do Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zmianę przepisów, który mogłyby ograniczyć nadużywanie przepisów.
Jednym z przeciwników dyskotek jest członek Nowej Nadziei Sławomira Mentzena – Konrad Krajewski, którego najnowszy komunikat miasta ucieszył. „Codziennie od 20:00 do 1:00 w nocy na płycie Rynku trwał absurdalny proceder. Osoba o mocno poszlakowanej opinii urządzała tam sobie głośne dyskoteki pod pretekstem... ‘zgromadzeń publicznych’. Absurd sytuacji potęguje fakt, że w trakcie tych wydarzeń sam organizator w tym roku został już kilka razy pobity ” - czytamy w jego wpisie.
„Dziś mogę oficjalnie ogłosić sukces! Wielkie podziękowania dla Urzędu Miasta, który przychylił się do mojej interpretacji przepisów i ostatecznie zdelegalizował to zgromadzenie” – dodaje działacz. Jego zdaniem współpraca to dowód na to, że „różnice politycznie nie mogą być przeszkodą w działaniu na rzecz porządku w mieście”.
Co wiadomo o organizatorze dyskotek?
Dołączający do zabawy na Rynku Głównym znają prowadzącego imprezy jako DJ-a Staszka – to pseudonim Stanisława Kułacha , mężczyzny który w 2024 roku kandydował na burmistrza Nowego i prowadził kancelarię prawną. Na jego profilach w mediach społecznościowych nie brakuje antyukraińskich treści.
Co ważne, jednym z argumentów przemawiających za organizacją dyskotek była chęć zagłuszenia Ukraińców, którzy od początku wojny gromadzili się przy pomniku Adama Mickiewicza, by okazać wsparcie walczącym na froncie . Pojawiali się na rynku z flagami i śpiewali patriotyczne piosenki. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” zapewniał jednak, że nie ma nic przeciwko Ukraińcom, a jedynie przeciwko banderowcom.
Jeśli stoją na Rynku i nawołują, że mamy iść na wojnę i walczyć za inny kraj, to ja się na to nie zgadzam. Jestem przeciwko szerzeniu banderyzmu, nie chciałem, żeby był propagowany na rynku. My przynosimy pozytywną energię – zapewniał, dodając, że sam pomagał Ukraińcom na początku wojny.
Dyskoteki to nie jedyne wydarzenia, które miały zablokować demonstracje ukraińskie na Rynku Głównym. Już wiosną ubiegłego roku grupa związana ze Stowarzyszeniem Małopolski Bunt organizowała demonstracje przeciwko „ukrainizacji Polski” i „ukrainizacji Krakowa”.