Sąd Okręgowy w Warszawie podjął w poniedziałek decyzję o nieuwzględnianiu wniosku prokuratury o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania Zbigniewa Ziobry. Opinia publiczna – zarówno ta popierająca rząd, jak i ta mu przeciwna – zinterpretuje decyzję sądu jako klęskę koalicji rządzącej. I dziś dla wielu Polaków rząd wygląda jak "banda fujar" - pisze dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Jak przekazała rzeczniczka sądu, powodem było to, że prokuratura nie wykazała, że Ziobro znajduje się na terytorium Unii Europejskiej, lub że zamierza tam podróżować. Ziobro od utraty władzy na Węgrzech przez chroniącego go Viktora Orbána przebywa najpewniej w Stanach, skąd udziela się komentatorsko w prawicowych mediach. Jakie mogą być polityczne skutki decyzji sądu?
Wideo z Warszawy. Zaskakujący widok na Wiśle
Okazali się fujarami?
Bez wątpienia jest to problem dla rządu, a zwłaszcza ministra sprawiedliwości, Waldemara Żurka. Opinia publiczna – zarówno ta popierająca rząd, jak i ta mu przeciwna – zinterpretuje decyzję sądu jako klęskę koalicji rządzącej. Ziobro, pomyśli sobie teraz wielu wyborców, po prostu przechytrzył cały polski wymiar sprawiedliwości. Po wyborach w 2023 r. były minister kpił z obietnic rozliczeń z PiS, mówiąc pod adresem obecnej koalicji "mam nadzieję, że nie okażecie się fujarami". I dziś dla wielu Polaków rząd faktycznie wygląda jak "banda fujar".
Prokuratura chce postawić Ziobrze 26 zarzutów, głównie związanych z tym, co działo się z Funduszem Sprawiedliwości. Rząd zrobił wszystko by podbić nadzieję opinii publicznej na to, że w tej sprawie dojdzie w końcu do realnego rozliczenia jednego z najważniejszych polityków obozu PiS. Ziobro uciekł jednak na Węgry, gdzie dostaje azyl polityczny i w ten sposób po raz pierwszy zakpił sobie z rządu.
Nadzieje na rozliczenia odżywają, gdy Orbán traci władzę, a nowy węgierski premier Péter Magyar zapowiada, że nie będzie chronił zbiegów z PiS. Po stronie rządowej znów podkręcane są nadzieje, że Ziobro będzie w końcu musiał odpowiedzieć za swoje czyny; media spekulują, gdzie przed polskim prokuratorem ucieknie Ziobro, wskazując na ogół kraje rządzone przez ponure, antyzachodnie reżimy, takie jak Białoruś. Zanim w Budapeszcie zmienił się rząd Ziobro przedostał się jednak do Stanów, skąd ściągnąć go do Polski będzie bardzo trudno – tym bardziej, że ma się cieszyć wsparciem wysokich czynników w trumpowskim Departamencie Stanu.
To najgorszy moment, by przypomnieć, że rozliczenia nie idą
Decyzja Sądu Okręgowego z poniedziałku przypomina opinii publicznej całą tę historię. I to momencie, gdy rząd zmagający się z kryzysem wywołanym przez aferę szpitalną ostatnie czego potrzebuje, to tego, by przypominać jego wyborcom, że obiecane rozliczenia z PiS nie idą i przynajmniej w przypadku Ziobry nic nie wskazuje, by zaczęły iść.
Ministerstwo Sprawiedliwości skutecznie uzyskało od nowego rządu Węgier cofnięcie Ziobrze azylu politycznego, co daje mu podstawę prawną, by przekonywać Amerykanów, że Ziobro przebywa na terytorium Stanów nielegalnie. Jeśli jednak, jak wszystko wskazuje, Ziobro faktycznie ma ochronę polityczną najwyższych czynników amerykańskich, to te wysiłki raczej nie zdadzą się na wiele.
Zarówno afera szpitalna, jak i niemożliwość rozliczenia Ziobry prowokują do podobnych pytań: czy rząd panuje nad tym, co dzieje się w kraju? Ziobro miał czas uciec do Stanów, korzystając z ciągle ważnego azylu na Węgrzech, bo sędzia Joanna Grabowska przez kilka miesięcy nie podejmowała decyzji o wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania, czekając na rozpatrzenie zażalenia obrońców Ziobry na decyzję wyrażającą zgodę na aresztowanie byłego lidera Suwerennej Polski.
Grabowska została w końcu w czerwcu wyłączona ze sprawy. Ziobro przebywał już wtedy w Stanach jako "korespondent" Telewizji Republika – w oświadczeniu majątkowym za rok 2024 Grabowska wykazała, że posiada akcje tej stacji.
Biorąc to wszystko pod uwagę, uzasadnienie, że nie można wydać ENA, bo Ziobro nie przebywa w Unii Europejskiej, brzmi szczególnie absurdalnie – nie wyjechałby z Unii, gdyby sąd zadziałał wcześniej. Ziobro jest też ciągle posłem wybranym z jednego z państw Unii, posiada na jej terenie nieruchomości, pewnie będzie chciał wrócić do polskiej lub europejskiej polityki – wszystko to czyni wydanie ENA zasadne, bo istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że Ziobro pojawi się w jednym z państw w Unii.
To, co stało się w sprawie ENA, sprowokuje zapewne dwie interpretacje w przestrzeni publicznej. Pierwsza będzie mówić, że prokuratura nie ma po prostu dobrych papierów na Ziobrę i cała sprawa jest dęta – w ten sposób będzie to starał się przedstawić sam Ziobro i cały propagandowy aparat PiS mimo tego, że decyzja z poniedziałku w żaden sposób nie odnosiła się merytorycznie do zarzutów wobec Ziobry. Druga, że cała sytuacja pokazuje, iż polski system sprawiedliwości ciągle znajduje się pod głębokim wpływem Ziobry i jego ludzi albo asekuruje się na wypadek powrotu PiS do władzy. Żadna z tych interpretacji nie jest korzystna dla rządu Tuska.
Ziobro kompromituje także siebie
Ani Ziobro ani jego partia nie powinni jednak otwierać szampanów. Wszystkie ucieczki Ziobry, wszystkie sztuczki jakie były lider Suwerennej Polski i jego prawnicy stosują w starciu z polskim wymiarem sprawiedliwości ośmieszają nie tylko rząd i resort sprawiedliwości, ale także samego Ziobrę i jego partię. Były minister sprawiedliwości i prokurator generalny – w dodatku najdłużej sprawujący ten urząd w historii III RP – uciekający przed wymiarem sprawiedliwości demokratycznego państwa prawa to po prostu kuriozum.
Trudno sobie wyobrazić, by zza oceanu Ziobro wrócił do naprawdę wielkiej polityki i funkcji, jaką pełnił przed wyborami w 2023 r. Jak Ziobro miałby jako prokurator generalny walczyć z przestępczością, gdy sam postawił się ponad prawem i uciekł przed zarzutami, zamiast bronić swojej niewinności w sądzie?
Także dla prawicowego elektoratu to, co Ziobro robił w ostatnich miesiącach, może okazać się dyskwalifikujące – a już wcześniej poza twardym elektoratem PiS był skrajnie niepopularnym, budzącym rekordową nieufność politykiem. Byłoby zaskakujące, gdyby po tym wszystkim, co pokazał Ziobro, koalicjanci PiS – a nic nie wskazuje, by partia miała szanse rządzić sama – zgodzili się na Ziobrę jako ministra. Nie wiadomo zresztą, jak z wygnania w Stanach Ziobro miałby prowadzić kampanię wyborczą. Jego ewentualna obecność na listach PiS będzie dla partii wyłącznie obciążeniem.
Nawet gdyby Ziobro nie uciekł przed zarzutami najpierw nad Dunaj a potem za ocean, to jego rolę w polskiej polityce należałoby ocenić zdecydowanie negatywnie.
Jako minister sprawiedliwości w rządach Marcinkiewicza, Kaczyńskiego, Szydło i Morawieckiego ponosił klęskę za klęską nawet na gruncie celów, jakie sam sobie stawiał. Nic też nie wyszło z planów przejęcia przywództwa na prawicy po Kaczyńskim i nic już nie wyjdzie. Dziś Ziobro pilnie pracuje, by ostatni rozdział w jego politycznej biografii dało się zakwalifikować wyłącznie jako polityczną groteskę.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu "Filmweb". Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości