
Strefa kibica zorganizowana na czas mistrzostw świata tuż przed Kapitolem w Waszyngtonie od początku wzbudzała zainteresowanie nie tylko fanów futbolu, ale także obserwatorów sceny politycznej. FIFA, we współpracy z organizacją Freedom 250, stworzyła miejsce, które miało być świętem sportu i okazją do wspólnego przeżywania emocji.
Freedom 250 to inicjatywa, która miała m.in. przygotować obchody 250. rocznicy ogłoszenia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Jednak, jak ujawnia „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, wydarzenia organizowane przez Freedom 250 mają przede wszystkim reprezentować światopogląd środowiska skupionego wokół Trumpa i „wyświadczyć przysługę przyjaciołom obecnego władcy Białego Domu”.
Współpraca FIFA z tą organizacją została przez Gianniego Infantino określona jako „wyjątkowe partnerstwo”.
Rejestracja cyfrowa – prezent o wielkiej wartości dla kampanii wyborczej
Kluczowym elementem, który wzbudził niepokój, jest mechanizm rejestracji do strefy kibica. Każdy, kto chce wejść na teren fan zone przed Kapitolem, musi przejść przez proces cyfrowej rejestracji, obsługiwany przez firmę Campaign Nucleus . To przedsiębiorstwo należy do Brada Parscale’a – stratega cyfrowego Donalda Trumpa, który odpowiadał za kampanie wyborcze w latach 2016 i 2020.
Dane osobowe kibiców, takie jak imię, nazwisko, adres e-mail czy numer telefonu, trafiają do systemu Campaign Nucleus. Jak podkreśla „FAZ”, zapisy dotyczące ochrony danych na stronie firmy nie ograniczają możliwości ich wykorzystania w celach kampanii politycznej. W praktyce oznacza to, że każdy kibic, który zarejestrował się w strefie FIFA, mógł nieświadomie przekazać swoje dane sztabowi Trumpa, co w okresie intensywnej kampanii wyborczej ma niebagatelne znaczenie.
FIFA pod ostrzałem
Sprawa wywołała ogromne kontrowersje w środowisku piłkarskim i politycznym. FIFA, jako organizacja deklarująca neutralność polityczną, znalazła się w ogniu krytyki. Nick McGeehan, założyciel organizacji Fair Square, określił działania FIFA jako „kolejne bezczelne złamanie reguł”. Przypomniał również, że już wcześniej zaskarżył Gianniego Infantino do komisji etyki FIFA w związku z przyznaniem Donaldowi Trumpowi tzw. „Pokojowej Nagrody FIFA”.
Na tym jednak nie koniec problemów. Demokraci w Izbie Reprezentantów przedstawili raport, w którym oskarżyli Freedom 250 o działania mogące nosić znamiona oszustwa finansowego.
To nie jedyny przypadek, gdy działania FIFA budzą wątpliwości co do jej niezależności. Na początku lipca szerokim echem odbiła się decyzja o dopuszczeniu do gry amerykańskiego napastnika Folarina Baloguna, który mimo czerwonej kartki mógł wystąpić w meczu 1/8 finału mistrzostw świata z Belgią. Według doniesień medialnych, w sprawę osobiście zaangażował się Donald Trump, który miał interweniować u Gianniego Infantino. Kilka godzin przed meczem prezydent USA potwierdził, że rozmawiał na ten temat z szefem FIFA.
Decyzja ta wywołała oburzenie wśród kibiców i ekspertów piłkarskich, którzy uznali ją za ukłon w stronę gospodarzy mundialu i kolejny dowód na polityczne naciski w światowej piłce. W opinii wielu obserwatorów, takie działania podważają wiarygodność turnieju i zaufanie do FIFA jako organizacji stojącej na straży sportowej rywalizacji.
FIFA milczy
FIFA nie udzieliła dotąd szczegółowych odpowiedzi na pytania dotyczące współpracy z Campaign Nucleus i przekazywania danych kibiców. Również firma obsługująca rejestrację ograniczyła się do ogólnikowego oświadczenia, zapewniając o poważnym traktowaniu ochrony danych i przestrzeganiu obowiązujących przepisów.
Brak transparentności i niejasności wokół współpracy FIFA z politycznym zapleczem Donalda Trumpa sprawiają, że sprawa nabiera coraz większego rozgłosu. W obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich w USA i rosnącej roli danych w nowoczesnych kampaniach politycznych, pytania o granice między sportem a polityką stają się coraz bardziej palące.