
Choć wojny XXI wieku kojarzą się z dronami i cyfrowymi systemami walki, to wciąż opierają się przede wszystkim na sile ognia, której podstawą jest nitroceluloza, znana także jako bawełna strzelnicza. Ten łatwopalny związek chemiczny, otrzymywany z włókien bawełny, jest niezbędny do produkcji niemal każdej współczesnej amunicji.
Działa jak materiał pędny, gdy zmieszana z kwasem, wywołuje gwałtowną eksplozję, niezbędną do wystrzelenia pocisków artyleryjskich.
Jak informuje „The Wall Street Journal”, największym problemem dla państw Sojuszu Północnoatlantyckiego są ograniczone zasoby tzw. linterów – krótkich włókien bawełny, które pozostają na nasionach po oddzieleniu głównych włókien. W Stanach Zjednoczonych większość linterów pochodzi z krajowej produkcji, jednak Pentagon chce znacząco zwiększyć ich ilość i zdolności przetwórcze. W Europie sytuacja jest trudniejsza – kontynent od lat polega na dostawach z Chin, zarówno surowca, jak i gotowej nitrocelulozy.
W Stanach Zjednoczonych głównym producentem nitrocelulozy jest zakład w Wirginii, a w Europie kilka mniejszych fabryk, m.in. w Bergerac we Francji, gdzie niedawno wznowiono produkcję.
Przemysł zbrojeniowy szuka alternatyw – jednym z rozwiązań jest produkcja nitrocelulozy z masy drzewnej. Takie próby podejmowane są m.in. w Finlandii i Szwecji, gdzie wykorzystuje się drewno z lokalnych lasów. Jednak proces ten jest wciąż na wczesnym etapie i nie zaspokaja rosnącego zapotrzebowania.
W obliczu skomplikowanej i napiętej sytuacji geopolitycznej, gdy po jednej stronie mamy NATO z najbliższymi partnerami, a z drugiej blok Chin, Rosji i Korei Północnej, który rzuca wyzwanie Zachodowi, uzależnienie od Pekinu w kwestii produkcji broni wydaje się szaleństwem.
Dekady zaniedbań przemysłu zbrojeniowego w Europie, związane z pozimnowojennym rozluźnieniem najjaskrawiej widać, gdy spojrzymy także na produkcję trotylu - materiału wybuchowego do pocisków artyleryjskich. Na Starym Kontynencie istnieje jedna fabryka TNT - są to Zakłady Chemiczne Nitro-Chem S.A. w Bydgoszczy.
Europa skazana na współpracę
Produkcja jednej sztuki amunicji 155 mm wymaga komponentów z kilku krajów. Przedstawiciele branży, z którymi rozmawiał „WSJ” podkreślają, że pełna samowystarczalność nie jest możliwa – konieczna jest współpraca i akceptacja wzajemnych zależności. Europejskie firmy inwestują w nowe linie produkcyjne, a Polska buduje nową fabrykę nitrocelulozy. Niemiecki koncern Rheinmetall przekształca cywilny zakład w wojskowy, a francuska firma Eurenco prowadzi pilotażowy projekt wykorzystania odpadów tekstylnych .
Rosja również jest uzależniona od dostaw nitrocelulozy z Chin, co Stany Zjednoczone próbują ograniczać poprzez sankcje wobec chińskich firm. Przedstawiciele przemysłu zbrojeniowego podkreślają, że bez długoterminowych kontraktów i inwestycji nie uda się zwiększyć produkcji i zabezpieczyć łańcuchów dostaw na wypadek konfliktu.
Wojna o surowce do produkcji amunicji trwa. Bawełna, dotąd kojarzona z przemysłem tekstylnym, staje się kluczowym elementem bezpieczeństwa militarnego. Państwa NATO intensyfikują wysiłki, by uniezależnić się od zagranicznych dostawców i zabezpieczyć własne łańcuchy dostaw – bo bez bawełny nie będzie czym strzelać.