
Władysław Kosiniak-Kamysz był w czerwcu pytany na konferencji prasowej o ewentualne przekazanie Ukrainie polskich samolotów MiG-29 . – Mamy prawo oczekiwać, że dając MiG-i oczekujemy zdolności i umiejętności dronowych. MiG-i za drony, ta oferta jest aktualna. Jeżeli będzie odpowiedź pozytywna, to możemy wrócić do dyskusji. Jeżeli nie ma odpowiedzi pozytywnej, tutaj jest tylko oczekiwanie jednokierunkowe, no to temat został zamknięty – mówił szef MON.
Kulisy sprawy ujawnił Onet. W ostatnich miesiącach w Polsce pojawiały się ukraińskie delegacje, które miały ocenić stan 14 poradzieckich myśliwców. Maszyny nie były jednak od lat modernizowane, bo wojsko zastępowało je coraz bardziej nowoczesnym sprzętem. Eksperci z Ukrainy mieli ocenić, że MiG-i są mocno wysłużone i zużyte. Ich zastrzeżenia budził zwłaszcza zły stan podwozia tych maszyn. Ukraińcy zaznaczyli, że przyjmą myśliwce, ale jeśli Polska je wyremontuje i zmodernizuje.
MiG-i dla Ukrainy za technologię dronową. Ujawniono kulisy rozmów Polski z Kijowem
Ogromne koszty tego przedsięwzięcia miałby ponieść nasz kraj. W zamian Ukraińcy nic nie zaoferowali. Polska miała w trakcie negocjacji nie potrafić sprecyzować, czego oczekuje w zamian. – Technologie dronowe to na tyle pojemne hasło, że można tam wrzucić wszystko. Problem w tym, że MON nie potrafił rozmawiać o konkretach, więc Ukraińcy się wycofali. To jest festiwal niekompetencji. Niestety po obu stronach weszła polityka, która dużo psuje – ujawnił rozmówca.
– Rząd i MON są obecnie tak spięte, że nawet jeśli dany sprzęt nie jest nam potrzebny i lepiej go przekazać Ukrainie, to i tak nie zrobią tego za darmo. Problem w tym, że MON nie wie, czego chce w zakresie technologii dronowych, a przez to nie potrafi rozmawiać ze stroną ukraińską. Wiem tylko, że znacznie lepiej z tą współpracą radzą sobie polskie spółki – komentował były wojskowy współpracujący z ukraińską armią. Ministerstwu Obrony narodowej zarzucił, że „nie wie, co się dzieje”.