
Pod koniec maja w okolicach Johannesbergu w Bawarii rodzina z trójką dzieci wybrała się na spacer do lasu. Dzieci w wieku od siedmiu do dziesięciu lat zaczęły kopać w ziemi i natrafiły na starą plastikową torbę. Jak się później okazało, to właśnie w niej ukryty był słoik z zakrętką, przypominający naczynia używane dawniej do przetworów.
Wewnątrz znajdowało się około 60 złotych pierścionków, a także inne ozdoby, takie jak bransoletki i naszyjniki. Całość biżuterii wykonana była głównie z 14-karatowego złota. Ekspertka oszacowała wartość materialną znaleziska na 10 000 do 20 000 euro.
Poszukiwania właścicieli i pierwsze tropy
Policja natychmiast rozpoczęła śledztwo, próbując ustalić, do kogo mogła należeć zakopana biżuteria. Funkcjonariusze podjęli próbę kontaktu z dawnymi właścicielami firmy, której nazwa widnieje na plastikowej torbie. Firma ta już nie istnieje. Sprawdzali też tropy wśród lokalnych jubilerów, a także skierowali zapytania do szpitali i zarządców cmentarzy. Skontaktowali się również z lokalnymi lożami wolnomularskimi, ponieważ wiele ozdób nosi charakterystyczne symbole tego stowarzyszenia.
To właśnie symbole wolnomularskie są jednym z najbardziej zagadkowych elementów tego znaleziska . Jeden z pierścionków zdobi znak cyrkla i kątomierza, inne przedmioty również mają powiązania z lożą wolnomularską.
Wśród kosztowności znajduje się także kilka obrączek ślubnych z wygrawerowanymi datami. Najstarsza pochodzi z 1921 roku, a najmłodsza z 1955. Zdaniem śledczych, słoik prawdopodobnie został zakopany w lesie w latach 80. lub 90. XX wieku.
Około 60 złotych pierścionków zakopanych w słoiku w lesie – czegoś takiego nie widujemy codziennie – przyznał rzecznik policji Philipp Hümmer.
Hipotezy i możliwe scenariusze
Pochodzenie biżuterii pozostaje tajemnicą . Policja nie wyklucza, że może ona pochodzić z kradzieży lub włamania, choć jak dotąd nie znaleziono zgłoszeń, które pasowałyby do charakteru znaleziska. Rozważana jest również możliwość, że biżuteria została ukryta przez członka loży wolnomularskiej w czasach, gdy stowarzyszenie było zakazane, jednak pojawienie się ozdób z lat 50. XX wieku osłabia tę teorię.
Równolegle badana jest hipoteza, że kosztowności mogły pochodzić z grobów lub zostały sprzedane przez rodzinę, a następnie trafiły w ręce kogoś, kto zdecydował się je ukryć. Prowadzimy śledztwo we wszystkich kierunkach – podkreśla Hümmer.
Mimo szeroko zakrojonego śledztwa, po ponad miesiącu od odkrycia, nie udało się ustalić, kto jest prawowitym właścicielem złotych ozdób. Tajemnica słoika pełnego złota, zakopanego przed laty w leśnej ziemi, wciąż czeka na wyjaśnienie.