
Sporo przestrzeni, duża moc, błyskawiczne ładowanie baterii, a wszystko przy bogatym wyposażeniu w standardzie. Przejechaliśmy około 1000 kilometrów Xpengiem G6 Peformance. Jak chiński elektryk wypada na polskich drogach i z jakimi kompromisami trzeba się liczyć?
W pełni elektryczne samochody do niedawna kojarzyły się przede wszystkim z Teslą. Sytuacja zmienia się jednak błyskawicznie i dominacja firmy Elona Muska to dziś już przeszłość. Od zeszłego roku oficjalnie numerem jeden na rynku tzw. BEV, czyli elektrycznych samochodów na baterie, bez uwzględnienia m.in. hybryd, jest chiński BYD. Producent ten sprzedał 2,26 mln pojazdów, notując wzrost o 28%, a sprzedaż Tesli spadła o 9%, do 1,64 mln sztuk.
Skok do pierwszej dziesiątki
Patrząc na globalne zestawienie, hegemonia chińskich producentów nie podlega dziś dyskusji. Z dziesięciu pierwszych miejsc aż sześć zajęły marki z Państwa Środka. A jedną z najszybciej rosnących jest Xpeng, który uplasował się na 9. pozycji po skoku sprzedaży o ponad 120%.
W zeszłym roku zaledwie co dziesiąte auto z około 420 tysięcy wyprodukowanych przez Xpenga trafiło na rynek zagraniczny. Globalna ekspansja jednak przyspiesza i dziś ta młoda, stworzona dekadę temu marka jest już obecna w 60 krajach, w Europie zaznaczyła swoją obecność m.in. poprzez rozpoczęcie produkcji w austriackim Grazu. W Polsce jest od roku, sprowadzona przez Inchcape, dealera BMW, próbując odebrać klientów nie tylko Tesli, ale też tradycyjnym producentom z segmentu premium.
fot. TGS / Bankier.pl Czy warto się zainteresować chińską marką? Sprawdziliśmy, biorąc na redakcyjny test Xpenga G6 w najmocniejszej, flagowej wersji Performance z napędem na cztery koła, i w wydaniu po niewielkim faceliftingu, jaki model przeszedł kilka miesięcy temu.
Konkurent najpopularniejszego elektryka na świecie
Xpeng niemal od początku istnienia jest porównywany z firmą Elona Muska. Powstał jako startup produkujący elektryki i mocno skupia się na technologii, rozwijając system jazdy autonomicznej, ale też m.in. pojazdy latające czy roboty humanoidalne. Natomiast kolejne modele jego aut przypominają największe hity amerykańskiego giganta. Nie inaczej jest z Xpengiem G6, który uchodzi za odpowiednik Tesli Y, wciąż najpopularniejszego ze wszystkich elektryków na świecie.
Xpeng G6 ma wymiary bardzo podobne jak Tesla Y – 4,76 m długości, 1,92 m szerokości i 1,65 m wysokości oraz 2,89 m rozstawu osi. Jeśli chodzi o wygląd, nazwijmy go zachowawczym. Jednym połączenie sylwetki SUV-a i coupe z łagodnie opadającym tyłem się spodoba, inni uznają takie kształty za nudne. O gustach trudno dyskutować.
fot. TGS / Bankier.pl Wnętrze prezentuje się efektownie, choć znaczenie mógł mieć fakt, że nasza wersja miała jasną tapicerkę. Widać i czuć pod palcami, że mamy do czynienia z materiałami i tworzywami dobrej jakości, spasowanie elementów nie budzi zastrzeżeń. Komfortowo podróżuje się i na przednich, i na tylnych fotelach. Choć o ile podgrzewane są wszystkie, o tyle z wentylacji i masażu skorzystają tylko kierowca i pasażer z przodu.
Cztery przyciski, by rządzić wszystkimi
We wnętrzu, podobnie jak w autach Tesli, dominuje minimalizm. Na środku konsoli widzimy ogromny, ponad 15-calowy wyświetlacz, z którego sterujemy większością systemów w samochodzie. Kierowca ma do dyspozycji drugi, mniejszy ekran. Nie uświadczymy zbyt wielu gałek czy przycisków, na przykład dedykowanych do regulacji lusterek – trzeba najpierw wywołać odpowiednią funkcję z systemu, a potem ustawić je za pomocą guzików na kierownicy.
fot. TGS / Bankier.pl Tymi samymi przyciskami na kierownicy, którymi przed chwilą ustawialiśmy lewe lusterko, teraz regulujemy temperaturę i prędkość nawiewu. Ale tylko do momentu, gdy nie załączymy tempomatu.
Nietypowych rozwiązań wspomaganych technologią znajdziemy w aucie więcej. Jak choćby lusterko wsteczne, którego możemy używać na dwa sposoby – albo jak klasyczne lusterko, albo po przełączeniu oglądać wyświetlony obraz z kamery z tyłu auta. To drugie rozwiązanie dobrze sprawdza się przy podróżowaniu np. po zachodzie słońca.
fot. TGS / Bankier.pl Kamer jest kilkanaście. Pozwalają oglądać samochód w widoku 360 stopni, obserwować otoczenie z każdej strony, a nawet drogę pod autem. Przy zakrętach widzimy z kamery bocznej obszar martwego pola. System dzięki kamerom analizuje, co się dzieje wokół auta, i wyświetla nam sylwetki pojazdów i osób na ekranie.
Gdyby nie ten dźwięk dla przechodniów...
Sam system jest bardzo responsywny i logicznie poukładany. Znajdziemy też w nim szereg aplikacji zapewniających rozrywkę – z YouTube czy Spotify na czele. Przetestowaliśmy z powodzeniem także połączenie z Android Auto.
fot. TGS / Bankier.pl Wnętrze, wyposażenie i funkcje samochodu potwierdzają aspiracje Xpenga do segmentu premium. Ale kilka minusów się znalazło.
Rozumiemy minimalizm, jednak schowek przed pasażerem powinien być. Brakuje również frunka, czyli małego bagażnika pod maską auta, np. na kable do ładowania.
System auta jest świetny, ale bardzo rozbudowanego menu, z długimi opisami, nie obsłużymy po polsku, naszego języka nie ma, choć zapowiadano go już na zeszły rok. Dla części kierowców będzie to bariera.
Jest pewna niekonsekwencja na przykład w tym, że drzwi od środka otwieramy przyciskiem, a klapkę portu ładowania elektronicznie funkcją z systemu, ale już kolumnę kierownicy musimy regulować manualnie, ciągnąc za tradycyjną wajchę.
Miejsca na tylnej kanapie jest ogrom, ale przydałby się dla pasażerów z tyłu też panel do sterowania nawiewami i trzecia strefa klimatyzacji.
I na koniec system ostrzegania pieszych, aktywny do 30 km/h. Wydaje się, że wydawane przezeń dźwięki bardziej słyszy kierowca niż pieszy, a ponadto z trzech dźwięków do wyboru tylko jeden jest w miarę akceptowalny dla ucha.
fot. TGS / Bankier.pl Jeśli chodzi o jazdę, od początku czuć, że wersja Performance dysponuje ogromnym zapasem mocy – auto rozpędza się do setki w 4 sekundy, wyprzedzanie innych samochodów odbywa się błyskawicznie. Jednak Xpeng nie jest autem sportowym. Zawieszenie zestrojono z naciskiem na komfort, w trakcie prowadzenia raczej odpoczywamy, niż czujemy emocje.
fot. TGS / Bankier.pl Aby odpocząć bardziej, śmiało możemy zdać się na system półautonomicznej jazdy, czyli aktywny tempomat wraz asystentem utrzymywania pasa ruchu, który działa pewnie i płynnie. W trakcie testu sprawdził się zarówno w pełzających miejskich korkach, jak i na autostradzie. Xpeng G6 potrafi wyręczyć również kierowcę podczas parkowania.
Kilkanaście minut i jedziemy dalej
Asem w rękawie Xpenga, który daje mu w tym aspekcie wyraźną przewagę nad Teslą Y, jest architektura ładowania 800V. W testowanej przez nas wersji samochodu, wyposażonej w powiększoną baterię, umożliwia ona ładowanie nawet z mocą 451 kW.
fot. TGS / Bankier.pl Podczas testu sprawdziliśmy ładowanie na szybkich stacjach o mocy 300 kW. Wynik? Xpeng G6 bez problemu potrafi wykorzystać pełną moc takiej ładowarki, choć gdy bateria się zapełnia, tempo pobierania energii stopniowo spada. Niemniej uzupełnienie energii od około 10% do 80% zajmuje rzeczywiście zaledwie kilkanaście minut.
Odłożyliśmy na bok normy WLTP, według których samochód ma zasięg do 550 km, i sprawdziliśmy, ile prądu Xpeng G6 Performance zużywa faktycznie. Warto zaznaczyć, że nasze testy przypadły na ostatni szczyt upałów. Klimatyzacja miała co robić, co podnosiło apetyt na prąd.
Jak na ciężkie auto (ok. 2,2 tony) z napędem na cztery koła, wyniki okazały się zadowalające, zużycie na 100 km wynosiło:
miasto (również korki): 15–17 kWh,
drogi krajowe (około 90 km/h): 20–22 kWh,
autostrada (130-140 km/h): 24–26 kWh.
Przekłada to się na zasięg rzędu od 450-500 km przy jeździe po mieście do około 350 km na autostradzie. To zasięg zadowalający, a szybkie ładowanie pozwoli nam szybko wrócić na trasę.
Warto przy tym jednak zwrócić uwagę na koszty – ładowanie bez wykupionego abonamentu na szybkich ładowarkach może uderzyć po kieszeni. Kilowatogodzina może kosztować nawet około 3,5 zł, co przekłada się na ok. 88 zł na 100 km. Z drugiej strony ładowanie w taryfie nocnej w domu to w przypadku Xpenga jazda za kilkanaście złotych na 100 km.
fot. TGS / Bankier.pl Wypada wspomnieć o bezpieczeństwie. W teście Euro NCAP Xpeng G6 został oceniony na maksymalne 5 gwiazdek.
Ile zapłacimy za Xpenga G6?
Chińskie auto oferowane jest w trzech wariantach napędowych. Zgodnie z aktualnym cennikiem podstawowe ceny wynoszą:
RWD Air Standard Range – 194 900 zł,
RWD Long Range Pro – 223 900 zł,
AWD Performance Pro – wersja testowana - 247 900 zł.
Xpenga G6 zapewne kupimy jednak taniej niż w cenniku. Firma informuje aktualnie o możliwości otrzymania dopłaty aż do 30 tys. zł przy zakupie albo 15 tys. przy leasingu 103%. Te opcje są jednak możliwe do sprawdzania dopiero po kontakcie z wybranym dealerem.
fot. TGS / Bankier.pl Pierwsza, bazowa wersja dysponuje napędem na tylne koła, mocą 252 koni mechanicznych oraz akumulatorem o pojemności 68,5 kWh, który można ładować z mocą maksymalną 382 kW. W wersji Long Range dostajemy większą moc 296 KM, większy akumulator 80,8 kWh i większą moc ładowania 451 kW. Ostatnia, testowana przez nas Performance, zapewnia natomiast dodatkowo napęd na cztery koła i moc 487 KM przy momencie obrotowym 660 niutonometrów.
Naszym zdaniem największy sens ma wersja Long Range ze względu na większy akumulator i zasięg oraz nieco większą moc auta. Wersja Performance ma jeszcze więcej koni, ale w praktyce rzadko nadarzy się okazja wcisnąć gaz do podłogi. Co istotne i co odróżnia większość chińskich producentów od ich europejskich czy azjatyckich konkurentów, w każdej z wersji opisane wyżej wyposażenie i funkcje są w standardzie. Dopłacimy tylko wtedy, gdy wybierzemy lakier metalizowany, hak holowniczy, większe 20-calowe felgi (w wersji Performance są już na aucie) lub dostępny w przypadku wersji Performance pakiet black edition.
fot. TGS / Bankier.pl Porównując z aktualnym cennikiem Tesli Y, jej podstawową wersję, która na papierze prezentuje się słabiej od bazowej wersji Xpenga G6, możemy mieć w garażu za minimum 189 990 zł. Na drugim końcu skali jest Tesla Y Performance, która teoretycznie jest mocniejsza i szybsza od Xpenga G6 Performance, z ceną startującą od 274 990 zł.
O ile za Teslą przemawiają bardziej dopracowane systemy czy dłuższa historia na rynku, co być może będzie skutkować wolniejszą utratą wartości, to wśród plusów Xpenga G6 zapewne znajdzie się komfort czy szybsza od Tesli architektura ładowania. Na razie klienci na świecie cztery razy częściej wybierają auta Tesli niż Xpenga, ale zobaczymy, jak to będzie w przyszłości.