Redaktor naczelny Faktu
W rozmowie z "Faktem" wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ostro ocenia decyzję prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącą programu SAFE, mówi o zagrożeniu ze strony Rosji, dalszym wsparciu dla Ukrainy, rozbudowie Tarczy Wschód, planach zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce oraz sporach politycznych wokół bezpieczeństwa i obronności kraju.
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz rzuca wyzwanie prezesowi NBP i prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. W wywiadzie dla "Faktu" mówi o ustawie rządowej, która ma umożliwić wykorzystanie zysków z rezerw złota NBP na inwestycje w bezpieczeństwo państwa. — Idea jest na stole. Mówimy "sprawdzam" prezesowi Adamowi Glapińskiemu — podkreśla lider ludowców.
Michał Wodziński: Panie ministrze, jaka atmosfera panowała za kulisami ostatniego szczytu NATO w Ankarze? Czy strona rządowa unikała się mocno z przedstawicielami Pałacu Prezydenckiego? A może to właśnie oni unikali państwa na korytarzach? Mam wrażenie, że pana relacje z prezydentem Karolem Nawrockim ostatnio bardzo mocno się ochłodziły.
Władysław Kosiniak-Kamysz: Mieliśmy dobre spotkanie przed samym szczytem, w oczekiwaniu na przybycie prezydenta Donalda Trumpa. Mieliśmy okazję z panem prezydentem Karolem Nawrockim porozmawiać. Myślę, że pomimo różnic, które są ewidentnie między nami — ja jestem za programem SAFE, pan prezydent go nie podpisał — potrafimy współpracować tam, kiedy jest taka konieczność, kiedy trzeba, kiedy mamy wspólne stanowisko i je prezentować na zewnątrz. Tego oczekują również nasi sojusznicy, żeby nie było takiego dualizmu w polskich wypowiedziach. Tego nie było, ja ten szczyt i współpracę na szczycie oceniam dobrze.
Skoro wspomniał pan o programie SAFE i braku akceptacji ze strony prezydenta, w wywiadzie dla TVN24 powiedział pan kilka dni temu: prezydent zdradził polski mundur. To są mocne słowa. Nie utrudniają wam one przyszłości i w ogóle współpracy?
To są słowa prawdziwe, więc tę prawdę też przedstawiciele Pałacu Prezydenckiego muszą przyjąć. Szczególnie ci, co doradzali prezydentowi, żeby nie podpisywał największego programu zbrojeniowego realizowanego w najkrótszym czasie — 63 umowy, 120 mld zł, kolejne umowy, choćby na samoloty do tankowania i transportu już czekają. Zwiększamy tutaj możliwości operacyjne Wojska Polskiego i nie bycie za tym, to jest zdradzenie munduru. Tu nie ma co owijać w bawełnę. Tak po prostu jest. Prezydent, myślę, żałuje tej decyzji, bo już do inwestycji w przemysł zbrojeniowy SAFE trochę się zaczyna przekonywać.
Ale tych słów, jak rozumiem, pan nie żałuje. Czy w kwestii obronności i patrzenia na wspólnego wroga zagrożenie płynące ze Wschodu jest tutaj, między panem i prezydentem jednak jednomyślność? Potraficie mówić jednym głosem i współpracować?
Myślę, że tak. Tak powinno być. Nie wiem, czy tak samo postrzegamy strategię bezpieczeństwa państwa polskiego. Ja jestem za tym, żeby Ukrainę wspierać. Im bardziej Ukraina będzie zużywać Federację Rosyjską, tym dla Polski lepiej. Ale to, że naszym wrogiem i zagrożeniem dla całego Sojuszu jest Federacja Rosyjska, to myślę, że pod tym i prezydent Nawrocki, i mam nadzieję, większość polityków, a przez to większość społeczeństwa, może się podpisać, bo taka jest prawda.
A czy dopuszcza pan taką sytuację, w której to Pałac Prezydencki w sposób strukturalny, ustawowy przejmuje współodpowiedzialność za to, jaki i ile polskiego sprzętu wojskowego jest przekazywany za granicę?
Nie ma kompletnie takiej potrzeby. My bierzemy za to pełną odpowiedzialność. Prezydent ma swoje kompetencje określone w konstytucji. Nie będzie tutaj żadnych zmian w tym zakresie. Nie przyjmiemy żadnego takiego rozwiązania, ponieważ takie rozwiązanie nie jest konieczne. To jeden i drugi rząd, poprzednicy nasi i my uchwałami Rady Ministrów podejmowaliśmy decyzję o przekazywaniu sprzętu. I wtedy prezydent Duda nie protestował, jak tych dotacji było 10 razy więcej, niż jest teraz, więc nie sądzę, żeby była jakakolwiek potrzeba. Bierzemy za to pełną odpowiedzialność.
Dlaczego tych dotacji za kadencji prezydenta Andrzeja Dudy było dużo więcej niż teraz? Wysyłanie sprzętu na wschód nie jest już modne, nie jest potrzebne?
Takie były możliwości i zawsze granicą pomocy jest własne bezpieczeństwo. To jest tak, jak ratownik podchodzi do jakiegoś wypadku. Jest osoba, która potrzebuje pomocy, to ratownik musi najpierw stworzyć bezpieczne warunki do udzielenia tej pomocy. My jako ratownicy możemy pomagać tylko do momentu, kiedy to nie zagraża naszemu bezpieczeństwu. Ja tę granicę jasno i wyraźnie wytyczyłem.
Ten sprzęt, który jest możliwy, będziemy zawsze przekazywać. Będziemy uczestniczyć również w inicjatywach sojuszniczych, takich jak inicjatywa amunicyjna czy inicjatywa PURL — amerykański sprzęt za europejskie pieniądze. To bardzo promuje prezydent Trump. Myślę, że nasi oponenci z PiS-u nie będą mieli nic przeciwko tym inicjatywom. Jak są możliwości czy finansowe, czy strukturalne, ta pomoc będzie nadal udzielana, ale wszystko w ramach tego, co jest możliwe.
Polska żyła jednak przez kilka dni dość głośnym konfliktem, różnicą zdań między wami w zakresie tego, kto wiedział i nie wiedział o przekazywaniu Ukrainie rakiet do systemu Patriot. Pana zdanie w tej sprawie znamy. Rozumiem, że ono się nie zmienia, ale czy jeżeli chodzi o tę sprawę, pan ma jakiś żal, pretensje do prezydenta, że wykorzystał ten temat do ataku na pana?
To nie chodzi o moje zdanie, bo to nie jest moja opinia. To są fakty. Jesteśmy w "Fakcie", więc mówimy o faktach. A fakty są takie, że prezydent był informowany oczywiście o tej donacji. Nie miał wpływu na nią, bo nie on podejmuje decyzje, ale i sekretarz generalny NATO i ja i notatki, które o tym świadczą, przekazywane informacje na Komitecie Bezpieczeństwa i notatki, które trafiły do szefa Kancelarii Prezydenta RP i zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego o tym najlepiej świadczą. Zresztą w żadnym tweecie prezydenta ani jego współpracowników nie ma zanegowania, że o czymś nie wiedzieli.
Nie ma potwierdzenia, ale milczenie czy takie przeinaczanie w tej sprawie to tak naprawdę jest potwierdzenie. Ja nie upieram się, że pan prezydent brał jakąkolwiek odpowiedzialność na siebie. Nie ma w tej sprawie decyzyjności. To nie on podejmuje te decyzje. Taka jest konstytucja, takie są ustawy w Polsce, ale ja ze staranności zawsze będę prezydenta informował o ważnych wydarzeniach.