
0:00
„Nie mamy po prostu wyjścia” – odpowiedział Jarosław Kaczyński na pytanie, czy wyrzuci Morawieckiego i jego ludzi. Czyżby rozłam był przesądzony?
Agata Szczęśniak
Za każdym razem, gdy ktoś ogłasza koniec konfliktu w PiS, pokrywka się podnosi i znów coś kipi. Całkiem niedawno, w kwietniu, Mateusz Morawiecki spektakularnie wygrał potyczkę z Przemysławem Czarnkiem i Jarosławem Kaczyńskim. Godzili się przy owocach i ciasteczkach.
Teraz jednak Kaczyński chce likwidacji stowarzyszenia Morawieckiego Rozwój Plus, które jeszcze trzy miesiące temu sam zaakceptował. PiS ma już nie mieć dwóch płuc: płuca Czarnka i płuca Morawieckiego. „Ta idea się nie sprawdziła” – przyznaje Jacek Sasin.
W czwartek wieczorem głos w końcu zabrał Jarosław Kaczyński. Na pytanie Kanału TAK, czy dojdzie do rozłamu w jego partii, odpowiedział bez ogródek: „Nie mamy po prostu wyjścia”.
Mówił też: „To nie zależy ode mnie. My nikogo nie wyrzucamy. My domagamy się tylko najbardziej elementarnej lojalności wobec partii”. Czy to oznacza, że Kaczyński właśnie żegna się ze swoim dawnym ulubieńcem, dwukrotnym premierem?
Byłoby to polityczne trzęsienie ziemi. Ale mimo zdawałoby się jednoznacznych słów prezesa, niektórzy wciąż w to wątpią.
Posłuchałam nie tylko polityków PiS, ale też sprzyjających PiS-owi mediów. O tym, że PiS faktycznie jest na krawędzi rozpadu, świadczy to, że te media, które raczej starają się konflikty zagłaskiwać lub wręcz je przemilczać, tym razem poświęcają im wiele czasu i uwagi. Opisują i doradzają, a nawet pozwalają na kłótnie polityków rywalizujących frakcji na oczach widzów.
Morawiecki twierdzi, że konfliktu nie wywołał on, ale „wąska grupa intrygantów”. Dać się wyrzucić — to kluczowe w tej sytuacji. Kaczyński robi jednak wiele, by nie dać Morawieckiemu tego marketingowego zysku, którym byłaby dla bardziej umiarkowanych wyborców aureola wyrzuconego przez Kaczyńskiego.