
Screenshot
Zagrał bardzo dobry sezon, a Charlotte Hornets od początku stycznia byli jedną z najlepszych drużyn w całej NBA. Wydawało się, że Szerszenie pójdą śladami Detroit Pistons czy Oklahoma City Thunder, którzy z bardzo słabej drużyny szybko wykonali dwa duże kroki – najpierw awansowali do play-offów, a potem byli już w czołówce swojej konferencji. Tymczasem władze Hornets stwierdziły, że oddadzą swoją gwiazdę, lidera drużyny do Minnesota Timberwolves! Teraz LaMelo Ball będzie grał razem z Anthonym Edwardsem! Kibice Wolves są w szoku, a wszyscy interesujący się NBA zastanawiają się po co tworzyć taki duet? A może trzeba zapytać: co wiedzą Wolves czego my nie wiemy?
Dla przypomnienia, Wolves wykonali w ostatnich dniach dwa duże transfery.
Najpierw praktycznie za darmo oddali Juliusa Randle’a do Brooklyn Nets . W tej samej trójstronnej wymianie Chicago Bulls dostali z Nets Nicka Claxtona . Wszystko po to, aby zmniejszyć swoje zobowiązania finansowe wobec zawodników, czyli zaoszczędzić kasę w salary cap.
Następnie pozyskali z Charlotte Hornets LaMelo Balla i Josha Greena . W zamian Hornets otrzymali Naza Reida , niechroniony wybór pierwszej rundy draftu 2033, trzy prawa do zamiany wyborów oraz trzy wybory drugiej rundy.
Po transferze LaMelo Balla dostałem wiele wiadomości od znajomych i fanów NBA , a wszyscy chcieli wiedzieć po co? Dlaczego? Czy to ma sens? Nie chcę tego transferu oceniać na gorąco, bo próbuję go najpierw zrozumieć.
Efektem tej próby jest poniższy artykuł, w którym mogą się pojawić tezy ze sobą sprzeczne lub opinie z którymi się nie nie zgadzam, ale skupiłem się na pokazaniu perspektywy tej wymiany z różnych stron, a jak wiadomo „ punkt widzenia zależy od punktu siedzenia „.
Polecamy: 420 modeli butów AIR JORDAN w nowej promocji – sprawdź tutaj .
Wolves mieli problem z rozegraniem
To jest pierwszy argument od którego wychodzą analitycy mówiąc o motywacji Wolves . Minnesota była mocna fizycznie, doświadczona i miała Anthony’ego Edwardsa , ale w najważniejszych momentach pojawiał się problem kto ma prowadzić grę? Teoretycznie mógłby to robić Edwars , ale wtedy traciłby niepotrzebnie energię, a potrzebna była jego zdolność do zdobywania punktów.
Mike Conley był ważnym graczem, ale jest już na innym etapie kariery. Ayo Dosunmu , który przyszedł Chicago, a teraz podpisał pięcioletnią umowę z Wolves wartą 112 milionów dolarów, może bronić, biegać i atakować obręcz, ale nie jest klasycznym rozgrywającym. Ma tylko 193cm wzrostu, ale bardziej dwójką, podobnie jak Edawrds .
Wolves zaproponowali Dosunmu bardzo dobry jak na jego wartość kontrakt. Ich motywacją był też oczywiście fakt, że Donte DiVincenzo zerwał ścięgno Achillesa i raczej na pewno straci cały przyszły sezon.
Oddanie Randle’a było zabiegiem czysto finansowym, ale po podpisaniu Dosunmu nikt nie spodziewał się oddania drugiego podkoszowego, czyli Naza Reida . Z mocnej ekipy, której pierwsza piątka pewnie wyglądałaby tak: Gobert , Randle , McDaniels , Edwards , Dosunmu oraz rezerwowy Reid , który często grał też na centrze, mamy zespół z centrem i czterema graczami obwodowymi. Co prawda McDaniels ma 206cm wzrostu i mógłby grać na czwórce, ale to jest dobra taktyka na konkretne zespoły i odpowiednie sytuacje. Jego nominalna pozycja to niski skrzydłowy, a prawda jest taka, że jego największym potencjałem jest to, że poza bardzo dobrą grą w ataku, może też bronić najlepszych obwodowych rywali.
Do tego trzeba dodać, że przecież Wolves mieli też Bonesa Hylanda , który wejdzie za chwilę na rynek wolnych agentów, a który wydawało się, że ma potencjał na bycie graczem rotacji na obwodzie, ale nie przebił się, kiedy dużo grał DiVincenzo .
Jak więc rozumieć tę strategię? Wolves pozbyli się dwóch graczy podkoszowych, a pozyskali rozgrywającego!? W dodatku bardzo specyficznego!
Koszmar i tragedia?
Pierwsze reakcje kibiców i dziennikarzy były w większości jednoznaczne. Mało kto uznał to za rozwiązanie problemów Wolves . Ciekawą perspektywę przedstawił jednak Tim Legler , były zawodnik NBA, a dzisiaj komentator i analityk. – Nie poszedłem od razu w narrację: „O mój Boże, to będzie katastrofa”. Słyszałem, że wiele osób tak na to zareagowało, ale ja niekoniecznie tak uważam. Może oni będą mieli rację, przekonamy się z czasem. Ja patrzę na to tak, że ten zespół nie miał już poczucia, że może się dalej rozwijać. To była drużyna, która dwa razy z rzędu doszła do finału konferencji. W poprzednim sezonie mieli problemy z kontuzjami, także w play-offach, i to w pewnym sensie wszystko wykoleiło. Ale było czuć, że potrzebują czegoś świeżego. I właśnie tym jest ten ruch.
Czyli władze Wolves mogły uznać, że w tym układzie wyżej nie zajdą. Zwłaszcza, że Spurs grają piątką, w której jest jeden center i czterech obwodowych. Ale Thunder grali na dwóch środkowych w wyjściowym składzie, więc teoria, że najlepsze zespoły na Zachodzie wychodzą w ustawieniu 4-1 nie jest prawdziwe.
Ball to nie jest klasyczna jedynka
Oczywiście, że Edwards jest najgroźniejszy, kiedy ma czas wykreować dla siebie odpowiednią sytuację lub jak ktoś wykreuje jego. Wolves potrzebowali rozgrywającego, ale ten ruch z Ballem wydaje się jeszcze bardziej kontrowersyjny, niż oddanie „pół królestwa” za Goberta .
Miniony sezon pokazał, że Edwards tracił za dużo czasu, kiedy musiał grać indywidualnie i odpowiadał za ustawianie akcji. Wydawałoby się jednak, że właściwym kierunkiem powinno być znalezienie młodeszej wersji Conleya – klasycznego rozgrywającego, który w DNA ma podawanie i ustawianie ataku.
Tymczasem Wolves poszli na całość i wzięli LaMelo Balla ! Ball ma 24 lata i sześć sezonów za sobą. Był debiutantem sezonu w 2021 roku, raz zagrał w Meczu Gwiazd. Dwa sezony temu rzucał średnio 25 punktów, ale trafiał tylko 40% rzutów z gry (34% za 3). W minionym sezonie miał średnią 20 punktów na mecz, a do tego siedem asyst i blisko pięć zbiórek. Skuteczność z gry miał podobną, ale trójkę poprawił – 37%.
Jego dużym problemem jest fakt, że o ile w minionym sezonie zagrał w 72 meczach, to w trzech wcześniej: 47, 22 i 36. Opuścił więc 105 z 246 spotkań w przeciągu trzech lat.
W sumie Ball zagrał 303 mecze w NBA i żadnego w play-offach… Jego atutem jest to, że jest wysoki, bo ma 201cm wzrostu.
To jednak są tylko suche fakty. W jego przypadku najważniejszy jest styl gry i to jak zachowuje się na boisku. Przez lata największym zarzutem wobec niego było to, że nie myślał drużynie, ale o swoich statystykach. W ataku często podejmował dużo odważnych kontrowersyjnych decyzji. Po prostu palił racę z dziewiątego metra w kontrze, albo kiedy na zegarze zostało 15 sekund, to zamiast wykreować dobrą pozycję do rzutu dla siebie, czy dla jednego z partnerów, to uznał, że walnie se tróję z jednej nóżki . Jest gwiazdą mediów społecznościowych, dzieciaki go uwielbiają, ale do tej pory nie był traktowany poważnie przez media i kibiców innych drużyn. Jego piętą achillesową jest obrona. Ma dobre warunki fizyczne, ale często wygląda jakby odpuszczał, nie skupiał się nad defensywą, bo po co?
Tutaj też warto przytoczyć słowa Leglera o Ballu . – Z LaMelo Ballem będą rzeczy, z którymi trzeba będzie żyć. Mówiłem o tym w trakcie sezonu. Tamten zespół znalazł swój rytm, a w jego grze było coś niezwykle efektownego. Oglądało się go świetnie. Ale jeśli jesteś kibicem jego drużyny, niektóre wieczory mogą być frustrujące. Jednocześnie nie da się zaprzeczyć temu, co on potrafi zrobić z piłką. Temu, jak przyspiesza grę, w jakim tempie gra, jak potrafi nieść zespół ofensywnie, kiedy złapie rytm. Potrafi też świetnie dzielić się piłką.
Duet wybuchowy
To się skończy, albo sukcesem, albo sromotną klęską. Przypomina mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy Dejounte Murray był podekscytowany przeprowadzką do Atlanty i współną grą z Trae Youngiem . Mieli siać postrach na Wschodzie, a Murray miał pomóc ukryć Younga w obronie. Oczywiście nic z tego nie wyszło. W 2023 roku Hawks nie zagrali nawet w play-offach, a w 2024 odpadli w pierwszej rundzie z Celtics . Dziś obu ich w Atlancie już nie ma.
Anthony Edwards to jedna z największych gwiazd NBA młodego pokolenia. Za kilka lat będzie zapewne jedną z twarzy ligi. Wolves muszą zadbać o to, aby był zadowolony. Ale skąd pomysł na to, że to właśnie zaangażowanie LaMelo Balla jest najlepszym rozwiązaniem?
Tim Legler zwraca też uwagę na charakter obu zawodników, na ich ego. – Te osobowości, różnice między nimi i potencjalny konflikt między Anthonym Edwardsem a LaMelo Ballem, na to nie jestem w stanie odpowiedzieć już teraz. Musimy zobaczyć, jak to się rozwinie. Ich gra będzie miała określony styl i będzie w tym element, który ułatwi życie Edwardsowi. W to naprawdę wierzę. I myślę, że to jest bardzo ważne dla kibiców Timberwolves – uważa Legler .
W niektórych analizach pada stwierdzenie, że Wolves potrzebowali kogoś kto zmieni geometrię ataku, czyli kogoś, kto potrafi podać, rzucić, przyspieszyć, znaleźć wysokiego nad obręczą i zagrać coś niestandardowego. Minnesota kupiła więc talent, który potrafi zmienić rytm meczu, ale czy LaMelo daje też coś ważniejszego, czyli umiejętność wygrywania?
Ball może odblokować Edwardsa bez piłki
To chyba jest najważniejszy argument, jaki trzeba wziąć pod uwagę przy ocenie tego transferu. Edwards jest tak dobry z piłką, że czasem zapomina się, jak groźny może być bez niej. Jeśli LaMelo będzie prowadził część akcji, to Ant może częściej dostawać piłkę po zasłonie czy po ścięciu pod kosz.
Edwards jako zawodnik, który dostaje piłkę już po stworzeniu przewagi, może być jeszcze trudniejszy do zatrzymania niż Edwards , który wszystko musi zaczynać sam. To jest prawda, że to może dać Minnesocie zupełnie nowy wymiar.
Podobnego zdania jest Tim Legler . – Ball sprawi, że praca Anthony’ego Edwardsa będzie dużo łatwiejsza niż wcześniej. I z tego punktu widzenia kibice Minnesoty powinni być na to otwarci. Powinni dać temu szansę. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Moim zdaniem będą grali często trzema obrońcami. To będzie coś innego. Być może przesuną Jadena McDanielsa na czwórkę i będą grali z Gobertem. To prawdopodobnie będzie ich najlepsze ustawienie.
Legler dodał też bardzo ważne zdanie: Bardzo mnie ciekawi, jak to ostatecznie wpłynie na Anthony’ego Edwardsa, bo uważam, że są w tym rzeczy, które mogą mu bardzo pomóc. Może być świeższy. Nie będzie musiał tak często sam tworzyć ataku jako inicjator akcji na początku posiadania. Duża część tego może teraz trafić na barki LaMelo Balla. Edwards może częściej być egzekutorem, zawodnikiem kończącym akcje. I moim zdaniem to będzie dla niego lepsza rola. Ale musi być gotowy oddać część kontroli nad inicjowaniem gry. Szczególnie kiedy Timberwolves grali w play-offach albo w decydujących momentach meczów, wyglądało to tak, jakby wszystko było na jego barkach. Jakby to on musiał stworzyć cały atak. Albo był ten zestaw posiadań, w których po prostu dawali piłkę Randle’owi i pozwalali mu grać. W play-offach czasami trudno było na to patrzeć. Teraz Edwards też musi być gotowy to zaakceptować. Jeśli będzie mógł częściej grać bez piłki, przebiec przez zasłony, dostać piłkę w drugiej części posiadania, to ostatecznie mu pomoże. Myślę, że pomoże mu zachować świeżość i zdrowie.
LaMelo nie będzie już liderem
Ciekawe jak będzie się zachowywał Ball wiedząc, że nie jest już najważniejszym graczem zespołu? W Wolves będzie numerem 2. W Charlotte był twarzą całego projektu i mógł robić co chciał. Teraz jego rola zmienia się diametralnie.
Spotkałem się z opiniami, które mówią, że to będzie lepsze dla samego koszykarza, ale wydaje mi się, że to tylko opinia analityczna, która nie uwzględnia charakteru i przyzwyczajeń oraz osobowości zawodnika.
Tutaj też warto przytoczyć opinię Tima Leglera . – LaMelo Ball jest bardzo dynamicznym zawodnikiem. Dla fanów Wolves, którzy może nie oglądali Hornets, nie znają go dobrze albo słyszą nazwisko Ball i od razu mają negatywne skojarzenia, ten facet potrafi na boisku naprawdę dużo. Będą mecze, w których nie będzie trafiał, a mimo to dalej będzie rzucał za trzy. I to będzie doprowadzało was do szału. Komentowałem chyba w zeszłym sezonie mecz, w którym miał 0/10 i dalej rzucał. Tak, to się będzie zdarzało. Ale trzeba docenić go za to, co robi dobrze. Za tempo, za podania, za fantazję w grze. To bardzo efektowny zawodnik. Potrafi też zdobyć 15 punktów w jednej kwarcie. Naprawdę potrafi zrobić to łatwo, bo rzuca z daleka, nie potrzebuje dużo czasu, żeby oddać rzut, ma nietypową mechanikę, ale piłka wpada. Jest też dobrym finisherem. Będzie miał więcej strat, niż byście chcieli. Odda cztery, pięć wątpliwych rzutów w meczu, po których człowiek zapyta: czy naprawdę tego teraz potrzebowaliśmy? Ale będzie też wiele wieczorów, kiedy wszystko zadziała. Wtedy będzie bardzo efektowny i będzie napędzał atak.
– Nie bez powodu Charlotte skończyli sezon z bilansem 28–10. Oczywiście, Kon Knueppel miał świetny debiutancki sezon, byli Bridges, Brandon Miller, mieli fajny trzon, Diabaté idealnie pasował do pick-and-rolla w środku. Ale nic z tego nie działałoby bez tego, co robił LaMelo Ball i bez tempa, które stworzył dla tej drużyny. To on stworzył tempo. To on tworzył wiele rzutów za trzy. Hornets byli bardzo groźnym zespołem z dystansu. Potrafili cię po prostu zastrzelić. Przez ostatnie dwa miesiące sezonu byli momentami niemal nie do zatrzymania. Wygrali pierwszy mecz play-in, choć później źle się to skończyło, bo Orlando ich rozbiło. Magic zagrali bardzo fizycznie, zmusili ich do gry na swoich warunkach i całkowicie wybili ich z rytmu. Ale nie można ignorować bilansu 29–11 w ostatnich 40 meczach, wliczając play-in. Duża część tego była stworzona przez LaMelo Balla. I on będzie tworzył podobne rzeczy w Minnesocie – uważa Legler .
Brak doświadczenia w play-offach
To może być najmocniejszy argument przeciwko tej wymianie. Nawet jeśli ktoś uważa, że LaMelo ma ogromny talent, to nie wiemy, jak jego styl gry przełoży się na najważniejszy moment sezonu, czyli play-offy. Nie oceniałbym tego transferu po pierwszych miesiącach, bo na pewno przyniesie masę efektownych zagrań.
Wolves to jednak nie była drużyna, która dryfowała po dnie tabeli i chciała coś zmienić i stwierdziła, że przynajmniej będzie efektownie i to im wystarczy. To jest zespół, który naprawdę liczy na sukces, na awans do wielkiego finału NBA. Mają Edwardsa , który ma ogromny potencjał i muszą go próbować wykorzystywać na różne sposoby, bo nigdy nie wiedzą ile czasu im zostało. Play-offy to zupełnie inna koszykówka. Ant to wie, ale LaMelo jeszcze nie.
Najbardziej niedoceniany duet? Ball i Gobert
Wszyscy będą mówić o duecie LaMelo–Edwards . I słusznie, ale zwróćcie uwagę, że może się stworzyć zupełnie nowy, równie ciekawy duet LaMelo–Gobert .
Gobert ma swoje ograniczenia w ataku, bo sam nie stworzy sobie okazji do rzutu, nie rozciągnie gry, nie będzie grał jak nowoczesny center z kozłem i podaniem. Ale jeśli dostanie piłkę wysoko, blisko obręczy, w odpowiednim momencie, to nadal może dawać łatwe punkty i być trudnym do zatrzymania.
LaMelo potrafi takie piłki dostarczać. Potrafi zagrać lob, znaleźć rolującego centra i przyspieszyć zanim obrona zdąży się ustawić. Oczywiście nie zrobi z Goberta nagle gwiazdy ofensywy, ale może sprawić, że Wolves łatwiej zaakceptują jego ograniczenia po tej stronie parkietu i będą potrafili lepiej wykorzystywać jego atuty.
Wolves poszli na całość
Dużo tym ryzykują. Zwłaszcza, że oddali Reida , który był ulubieńcem publiczności, bo samo odejście Juliusa Randle’a było odebrane jako ruch finansowy. Jak porządkowanie budżetu i miejsce dla kogoś innego. Nikt się jednak nie spodziewał zawodnikiem na którego postawią będzie LaMelo Ball !
Być może władze Wolves stwierdziły, że w przewidywalnej grze nie przeskoczą Spurs czy Thunder , dlatego zostaną drużyną bardziej nieprzewidywalną, trudniejszą do ogrania, bo skupioną na graczach obwodowych.
Teoretycznie można też powiedzieć, że Wolves rozwiązali jeden problem, ale stworzyli sobie drugi, bo na pozycjach podkoszowych mają tylko Goberta i przydałby im się jeszcze jeden zawodnik na pozycji numer 4.
– Teraz to musi zadziałać. Ci zawodnicy muszą do siebie pasować. Musi być wzajemny szacunek. Chris Finch musi złapać kontakt z LaMelo Ballem. To wszystko jest ważne. Ale mówienie, że to nie może działać, moim zdaniem trochę zaniża ocenę LaMelo Balla, jego talentu i wpływu na innych zawodników. Tempo, które tworzy, jego podania i szybkie pchanie piłki do przodu potrafią kompletnie cofnąć obronę rywala. To ułatwia grę ludziom wokół niego – uważa Legler i dodaje, że nie można też zrzucać teraz wszystkiego na Balla. – Żeby ten zespół zadziałał, muszą wydarzyć się też inne rzeczy. Patrzę na Terrence’a Shannona Jr. i to był ogólnie rozczarowujący rok. Wiem, że miał kontuzję, ale zakończenie sezonu było rozczarowujące. On musi się rozwinąć. To jest dla nich krytyczne. Miał przejąć miejsce po Nickeilu Alexandrze-Walkerze i jeszcze tego nie zrobił. To będzie dla nich bardzo ważne. Niektórzy młodzi zawodnicy mogą musieć grać już teraz. Dopiero co wybrali zawodnika uważanego za jednego z najlepszych strzelców w drafcie, spadł niżej, wielu widziało go pod koniec pierwszej rundy, a trafił do drugiej. Tacy zawodnicy mogą potrzebować minut już w tym sezonie jako 19-latkowie i mogą musieć coś dać tej drużynie. Ale patrząc na potencjalną pierwszą piątkę: Ball, Edwards, Dosunmu, McDaniels i Gobert, to może być naprawdę dobry atak. Zobaczymy, dokąd to pójdzie.
Dlaczego Hornets pozbyli sę swojej gwiazdy?
Najprostsza odpowiedź jest taka, że Hornets sprzedali LaMelo wtedy, gdy jego wartość była wysoka. Po dobrym sezonie, kiedy był zdrowy i w momencie, kiedy można było jeszcze mówić o nim jako o wyjątkowym talencie.
Jeśli klub miał jakiekolwiek wątpliwości, to właśnie to jest ten moment, kiedy należało działać, bo najgorsze co można zrobić zarządzając klubem NBA , to przegapić właściwy moment. Najpierw trzymasz zawodnika, bo jeszcze zobaczymy , a potem przychodzi kontuzja, albo gorszy sezon i jego kontrakt zaczyna być dużym obciążeniem. Na koniec rynek daje połowę tego, co proponował wcześniej i sam już nie wiesz, co masz robić (trochę takim przykładem są Bucks , którzy za długo zwlekali z transferem Giannisa , bo rok temu czy nawet dwa, mogli za niego otrzymać dużo więcej).
Hornets mieli swoje powody, aby stwierdzić, że chcą budować zespół nie wokół Balla , ale wokół Millera i Knueppela .
Oddanie LaMelo oznacza, że większa odpowiedzialność spada na Brandona Millera i Kona Knueppela . Z Ballem na parkiecie wszystko kręciło się wokół niego. Inni zawodnicy często kończyli akcje, ale rzadko je budowali, bo za to odpowiadał LaMelo .
Bez Balla , ale z Cobym Whitem na rozegraniu Charlotte będą zupełnie inną drużyną – bardziej poukładaną, prostszą, mniej nieprzewidywalną, ale też popełniającą mniej błędów. Będą też mogli sprawdzić czy Miller jest kimś więcej niż tylko świetnym skrzydłowym obok rozgrywającego i czy Knueppel potrafi tworzyć, a nie tylko kończyć.
W niedzielę dowiedzieliśmy się też, że Hornets pożegnali się z drugim liderem zespołu – Milesem Bridgesem . Bridges trafi do Phoenix Suns . wzamian za Graysona Allena i Royce’a O’Neale’a. Odejście Bridgesa pokazuje też, że duże nadzieje Charlotte wiążą z Nazem Reidem . Spore znaczenie mieć tu opinia o Reidzie , która mówi, że jest to zawodnik niezwykle lubiany przez kolegów z drużyny i kibiców, ciężko pracujący i wspierający młodszych graczy.
Picki i swapy to zakład przeciwko przyszłości Wolves
Na dziś duet Edwards–Ball wygląda ekscytująco. Obaj są młodzi, utalentowani i mogą stworzyć ofensywę, która będzie koszmarem dla rywali. Pamiętajmy jednak, że w NBA kilka lat to wieczność. Nie wiadomo, czy Ball będzie zdrowy. Nie wiadomo, czy dopasuje się do roli numer dwa. Nie wiadomo, jak Wolves poradzą sobie finansowo. Nie wiadomo, czy brak głębi pod koszem nie powróci w najgorszym momencie.
Hornets dostali aktywa, które są zakładem przeciwko temu projektowi. Jeśli Minnesota