RAK
    Te silniki to absolutne pancerne hity. Robią po 700 tys. km bez remontu

    Te silniki to absolutne pancerne hity. Robią po 700 tys. km bez remontu

    280 odsłon
    Te silniki to absolutne pancerne hity. Robią po 700 tys. km bez remontu

    Te silniki Toyoty to absolutne pancerne hity Materiały prasowe Toyota Gdy rozmawiam ze znajomymi o autach, które przetrwają przysłowiowy koniec świata, pada jedno słowo: Toyota. I nie ma w tym ani grama przesady. Japończycy przez lata wyrobili sobie opinię marki, która potrafi projektować niezawodne silniki. Odporne na gigantyczne przebiegi, ciężkie katowanie w terenie i fantazję domowych tunerów. Oto 10 jednostek, które potwierdzają tę tezę.

    Prześwietliłem 10 jednostek, które zbudowały tę pękatą od sukcesów legendę. Wiele z nich znalazło się pod maską modeli, których nie sprzedawano w naszym kraju, ale wiem, że jest wielu pasjonatów, którzy sprowadzają, szczególnie te większe lub sportowe Toyoty z zagranicy i dla nich ta lista może się przydać. Zaczynamy od największego "szoku" ostatnich lat.

    G16E-GTS: trzy cylindry, z których wyciśnięto kosmos

    Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym maleństwie, które wylądowało w GR Yarisie , myślałem, że ktoś tu sobie żartuje. 1.6 litra i zaledwie trzy cylindry? Prawda jest jednak taka, że to absolutny potwór.

    Ten silnik turbodoładowany generuje do 300 KM, ma wtrysk D-4ST, natrysk oleju na denka tłoków i kręci się powyżej 7000 obr./min. Reakcja na gaz? Natychmiastowa. Minusy są dość oczywiste, czyli wysokie wysilenie i mniejsza tolerancja na słabej jakości paliwo. To zupełnie inna liga niż stare, leniwe V-ósemki.

    1HD-FTE: niezniszczalny diesel na koniec świata

    Jeśli miałbym jechać autem w środek afrykańskiego buszu, pod maską chciałbym mieć właśnie to. Mowa o 4,2-litrowym, rzędowym dieslu. Ten sześciocylindrowy turbodiesel trafiał do ciężkich wozów pokroju Land Cruisera .

    Posiada żeliwny blok, w zależności od wersji generuje do 204 KM, a 430 Nm momentu obrotowego ciągnie niczym lokomotywa. Długa żywotność i terenowa elastyczność to jego asy w rękawie. Wady? Wymiary, potężna waga i spalanie, które nie ma nic wspólnego z miejskimi oszczędnościami.

    2UZ-FE: żeliwny wół roboczy dla największych

    To nie jest jednostka, którą będziesz wykręcał czasy na torze. Ten 4,7-litrowy silnik V8 stworzono dla potężnych SUV-ów. Żeliwny blok, układ DOHC i moc dobijająca do 271 KM.

    Ogłoszenia z Lexusem LX470 czy Land Cruiserem 100 i ich przebiegi na poziomie 500-700 tysięcy kilometrów po prostu nie robią na nikim wrażenia. Serio, ten motor potrafi przeżyć blachę w samochodzie. Z minusów muszę wymienić głównie fakt, że zużycie paliwa zrujnuje wasz portfel, a obsługa paska rozrządu wymaga regularności.

    2GR-FE: uniwersalne V6, które pokochał nawet Lotus

    Wyobraźcie sobie konstrukcję, która idealnie pasuje do leniwej Toyoty Camry, ale ma w sobie taki potencjał, że Lotus z pocałowaniem ręki pcha ją do swoich aut sportowych.

    Takie właśnie jest 3,5-litrowe, wolnossące V6. Aluminiowy blok, podwójny system VVT-i i blisko 300 KM. Wysoka kultura pracy oraz rozrząd na łańcuchu sprawiają, że to jedna z najrozsądniejszych opcji z tamtych lat. Niestety, jeśli macie auto z silnikiem zamontowanym poprzecznie, dostęp do jego tylnej części potrafi doprowadzić do szału.

    8AR-FTS: nowoczesne 2.0 Turbo dla wygodnickich

    Dla fanów młodszych roczników przygotowano świetnego, 2-litrowego czterocylindrowca z rodziny AR. Ten silnik benzynowy z turbo trafiał m.in. do Lexusa NX200t czy IS300.

    Oferuje przyjemne 235 KM, bardzo szybko wkręca się na obroty i wybitnie dobrze dogaduje się z automatami. Niestety, wyższa technologia oznacza też wyższe koszty: skomplikowany wtrysk i ogromna wrażliwość na to, jakiego oleju używacie. Tutaj nie ma miejsca na kompromisy podczas serwisu.

    3UR-FE: gigantyczne V8 dla wybranych

    Dawno żadne V8 nie sprawiało takiego wrażenia czystej, nieskrępowanej siły. 5,7-litrowe bydlę to serce takich krążowników jak Toyota Tundra czy Sequoia.

    Generuje do 386 KM i monstrualne 544 Nm, dostępne od samego dołu. Płynność, z jaką to wielkie V8 oddaje moc, po prostu uzależnia. Minus? Ekonomia nie istnieje. Ten sprzęt wypije wszystko, co mu wlejecie.

    7M-GTE: uturbiona szóstka z trudnym charakterem

    Cofnijmy się w czasie, wprost do Supry MK3. 3-litrowa, rzędowa i doładowana "szóstka" o mocy 232 KM zgromadziła przez lata fanatyczne grono odbiorców. To rewelacyjna baza dla tunerów, ale kryje w sobie mroczną tajemnicę.

    Największa z nich? Nagminne problemy z uszczelką pod głowicą. Ale uwierzcie mi, jak już to wzmocnicie, ten rzędowy silnik da wam tyle radości, że zapomnicie o fakturach z warsztatu.

    2TR-FE: do bólu prosty i skuteczny

    Ten czterocylindrowiec to esencja inżynieryjnej przewidywalności. 2,7 litra pojemności i niecałe 160 KM mocy. Trafiał pod maskę wołów roboczych pokroju Hiluxa. Zero bajerów, siadasz, jedziesz i wiesz, że zawsze dojedziesz.

    Najtrwalsze konstrukcje Toyoty słyną z tego, że wybaczają naprawdę sporo złego traktowania i 2TR-FE idealnie się w to wpisuje. Mankamentem jest skromna moc – przy załadowanym po dach pickupie potrafi dostać zadyszki.

    3S-GTE: rajdowy duch w pigułce

    Kto pamięta Celicę GT-Four na odcinkach specjalnych, ten wie, o czym mówię. To 2-litrowy, doładowany silnik, który japoński producent składał przez ponad dwie dekady. Żeliwny blok pozwala wykrzesać z niego grubo ponad 500 koni!

    Wymaga to odpowiedniego zaplecza i worka pieniędzy, ale potencjał tuningowy tej jednostki zapisał się na kartach historii. Rajdowa bestia zaklęta w czterech cylindrach.

    2JZ-GE: wolnossąca ikona na sam koniec

    Na deser zostawiłem absolutnego klasyka. I tak, to wersja bez turbosprężarki kultowego 2JZ, ale nie ujmuje to jej niczego z bycia legendą. Żeliwny blok, 3.0 litra, rzędowy układ i moc ponad 200 KM. Ta pancerna konstrukcja napędzała choćby Lexusa GS300.

    Cechuje ją bezproblemowa obsługa i świetna dostępność części. Wielu fanów traktuje ją dziś jako wymarzoną bazę do uturbienia. Co z wadami? Głównie spore gabaryty i gigantyczny apetyt na Pb95.

    Prawda jest taka, że wszystkie te motory łączy jedno. Japończycy doskonale wiedzieli, gdzie dać żeliwo, a gdzie rzucić więcej aluminium, by auto służyło latami. Choć dzisiejsze konstrukcje Toyoty różnią się od starych klocków z lat 90., wciąż prezentują poziom trwałości, o którym wielu europejskich rywali może tylko pomarzyć.

    Czytaj cały artykuł u źródła — NaTemat.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era