
0:00
Ukraiński przedsiębiorca i specjalista od dronów w czerwcu 2026 po raz pierwszy jednoznacznie potwierdził, że dwa lata temu użyte eksperymentalnie drony bojowe sterowane od początku do końca przez AI zabiły rosyjskich żołnierzy. Czy to nowa jakość?
Paweł Jędral
„The New Scientist” 10 czerwca opublikował tekst „W pełni autonomiczne drony zabiły po raz pierwszy człowieka”. Autor powołuje się na Aleksandra Kochanowskiego, prezesa firmy dronowej Aero Center, który na konferencji w Ambasadzie Ukrainy w Londynie opowiadał o przeprowadzonym dwa lata temu teście. Dziesięć w pełni autonomicznych dronów „Terminator” miało zaatakować ludzkie cele w okolicach Bachmutu i Czasiw Jaru.
Dostały polecenie lotu w stronę linii frontu, pokonania 3-5 kilometrów i przełączenia się w „tryb terminatora”, czyli proces, w którym model AI szuka i atakuje samodzielnie cele: ludzi, budynki, pojazdy.
„Po prostu je wystrzeliliśmy i wiedzieliśmy, że wszystko, co będzie się znajdowało w tym obszarze, będzie martwe” – powiedział Kochanowski „The New Scientist”. Jednostka wystrzeliwująca drony nie miała, kontroli, informacji zwrotnej, ani kontaktu z nimi. „Drony samodzielnie zabijały wszystko, co widziały”.
Ponieważ nie było sposobu, by ustalić, co zautomatyzowane drony „widziały” ani jakie cele obrały, po zakończeniu testu wysłano w ten rejon drony pilotowane przez ludzi. Według Kochanowskiego ofiarami było „kilku żołnierzy i jedna ciężarówka”. Choć nie istnieje nagranie pokazujące, jak zautomatyzowane drony atakują te cele, uznano, że to właśnie one je zniszczyły.
Kochanowski nie był osobiście obecny podczas testu. Ukraińskie Ministerstwo Obrony ani MSZ nie odpowiedziało na pytania dotyczące tego testu, ani stanowiska w sprawie użycia w pełni autonomicznej broni.
Burza po prezentacji
Po publikacji „The New Scientist” tematem zajęły się media. Pojawiły się komentarze, że doszło do jakościowego przełomu. Także w Polsce odnotowano tę informację – „Tygodnik Powszechny” poświęcił jej kilka dni temu aż trzy teksty.
Sztuczna inteligencja jest dziś powszechnie wykorzystywana przez armie na całym świecie. Pomaga wybierać cele z ogromnych zbiorów danych wywiadowczych i automatyzuje niektóre funkcje uzbrojenia. Jednak na którymś etapie procesu zwykle o tym, co zaatakować, decyduje człowiek.
Jeszcze w lutym 2024 pisałem o udokumentowanym eksperymentalnym wykorzystaniu AI w broni dronowej. Wtedy mówiono o wykorzystywaniu jej na końcowym etapie ataku: pilot miałby wybrać obszar i cel lub grupę celów – jednak sztuczna inteligencja miała sfinalizować atak i przejąć kontrolę nad końcową, podatną na zagłuszanie i walkę radioelektroniczną fazę uderzenia.
Również izraelskie systemy Lavender, Hasbora czy Where’s Daddy, które Izraelczycy wykorzystywali do identyfikowania i atakowania celów oraz osób, które ich zdaniem miałyby być związane z Hamasem, posiadały element ludzki. Co prawda oficerowie mieli często sekundy na zatwierdzenie lub odrzucenie proponowanych celów, które system wyświetlał im w dużej ilości – jednak przynajmniej formalnie o ataku decydował człowiek.
Kwestia odpowiedzialności
Obecność człowieka powoduje, że to operator jest odpowiedzialny za ewentualne naruszenie prawa międzynarodowego, błędy czy zbrodnie wojenne. Gdy człowieka nie ma, do odpowiedzialności można próbować pociągać dowódców jednostki, ich przełożonych czy polityków odpowiedzialnych za wdrożenie niedoskonałego systemu. Stąd paradoksalnie – obecność człowieka chroni struktury wojskowe przed odpowiedzialnością za zbrodnie wojenne.
Prawo międzynarodowe wymaga, by już na etapie tworzenia czy nabywania nowej broni sprawdzać, czy jej użycie nie prowadziłoby do naruszenia prawa. Gdyby państwo dopuściło do użycia system, którego skutków nie daje się wystarczająco przewidzieć i który np. w efekcie nie rozróżnia stron walczących od niewalczących (cywilów, medyków, poddających się i bezbronnych żołnierzy), odpowiedzialność za to może sięgać także osób, które jego użycie nakazały, ułatwiły albo zatwierdziły.
Stanowisko Kochanowskiego jest dotychczas najbardziej jednoznacznym dowodem na to, że na polu bitwy mogło dojść do śmierci spowodowanej wyłącznie działaniem AI. Silna reakcja mediów wydaje się więc wynikać w dwóch obaw:
jeszcze głębszej dehumanizacji wojny, w której nie da się nawet wskazać osoby odpowiedzialnej za śmierć zabitego celu,
oraz możliwego naruszenia prawa.
Według źródeł z firm obronnych, które wypowiadały się podczas konferencji w ambasadzie, ukraiński rząd obecnie zakazuje systemowego używania AI na końcowym etapie przechwytywania celów.