
Ukryła na dnie torby i przemyciła na plażę - to nie opis przestępczego procederu, a sytuacji we Włoszech. Kobieta na czas wypoczynku nad wodą przyniosła dla siebie i dzieci kanapki. Potem poradziła synowi, by zjadł blisko morza, z dala od wścibskich spojrzeń. Dziecko zostało jednak przyłapane. Włochy na nowo rozgrzewa spór wokół zakazu wnoszenia swojego jedzenia na plaże przy prywatnych ośrodkach.
Pixabay Nowy punkt zapalny konfliktu wokół prywatnych ośrodków wypoczynkowych, dominujących na znacznej części włoskiego wybrzeża . Chodzi o "pranzo al sacco", czyli suchy prowiant - opisuje dziennik "The Guardian".
Spór zaognił się po sytuacji, jaka miała miejsce w miniony weekend w Vieste - miasteczku na półwyspie Gargano w Apulii .
Włochy: Kobieta wniosła na plażę kanapki dla siebie i dzieci. Została upomniana
Jak opisuje Luca Pernice, dziennikarz "Corriere della Sera", który akurat przebywał na tej samej plaży, wyjaśnił, że kobieta o imieniu Rosaria ukryła na dnie torby i przemyciła do jednego z ośrodków przygotowane w domu kanapki dla siebie i dwojga swoich dzieci . Potem plażowiczka zapłaciła za miejsce na leżakach oraz wypożyczyła parasol.
Kiedy nadeszła pora lunchu, poradziła swojemu głodnemu synowi, by zjadł kanapki blisko morza, z dala od wścibskich spojrzeń personelu. Chłopiec został przyłapany, a Rosarii przypomniano, że w ośrodku obowiązuje zakaz spożywania własnych posiłków .
"Będę robić, co chcę". Zakaz oburza Włochów
"The Guardian" zwraca uwagę, że we Włoszech nie ma przepisów zabraniających gościom prywatnych ośrodków wnoszenia własnego jedzenia i napojów, jednak - jak to miało miejsce w Vieste - właściciele czasami ustalają własne zasady .
Zapłaciłam 850 euro za cały sezon i wydaję pieniądze w barze - na kawę, lody, granitę - mówi w rozmowie z dziennikiem Beatrice Bordo, która wypożyczyła dwa leżaki i parasol na cały sezon wypoczynku w Montalto di Castro.
Nie mogą więc oczekiwać, że będę wydawać nawet 50 euro dziennie na posiłki w ich restauracji. To nie jest obowiązek. Mogą robić, co chcą w swoim ośrodku, ale ja będę robić, co chcę pod moim parasolem - oburza się plażowiczka.
"Szkodzi wizerunkowi" kontra "wygórowany koszt". Wojna o prowiant plażowiczów
Głos w sprawie zabrał Nicola Ragno, prezes lokalnego oddziału Assoturismo, stowarzyszenia koncesjonariuszy plażowych. Twierdzi on, że przynoszenie własnego prowiantu "szkodzi wizerunkowi" ośrodków , bo wielu plażowiczów nie ogranicza się tylko do skromnej kanapki.
Do debaty włączył się również Antonio Decaro, prezydent Apulii. "Nikt nie może wam zabronić spożywania na plaży jedzenia przyniesionego z domu" - pisze samorządowiec na Facebooku, przypominając o obowiązujących przepisach. "Koszt leżaków i parasoli jest już i tak wygórowany. Morze jest dobrem wspólnym i nie może stać się luksusem" - dodaje.
Prywatne plaże we Włoszech stanowią - w zależności od regionu - od około 20 na Sardynii do 70 proc. w regionie Emilia-Romania i Liguria .
Od lat ruch Mare Libero walczy o wykupienie plaż z rąk prywatnych oraz o to, by plaże publiczne były odpowiednio utrzymywane przez lokalne służby. - W tym właśnie tkwi problem - komentuje Beatrice Bordo, wskazując na plażę nieopodal. - Nie jest ona dobrze utrzymana i brakuje jej udogodnień. Dopóki więc sytuacja w tym zakresie się nie zmieni, zostanę tutaj - mówi o plaży przy prywatnym ośrodku.