Według doniesień medialnych Dawid Kacprzyk miał w ciągu zaledwie 125 dni wykazać 732 godziny świadczeń, pracując w Szpitalu Bródnowskim. Tylko w marcu miało to być ponad 290 godzin. Były radny KO miał pracować jednocześnie w czterech miejscach, w tym koordynować SOR Szpitala Południowego w Warszawie i SOR Szpitala Bródnowskiego, w którym pełnił funkcję zastępcy koordynatora SOR - na podstawie umowy zawartej 5 lutego na okres trzech miesięcy, a później przedłużonej do końca czerwca.
"Rzeczpospolita" w piątek przytacza historię zatrudnienia Kacprzyka właśnie w Szpitalu Bródnowskim. Dziennik cytuje informację prasową przygotowaną przez Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego po sesji Sejmiku, w której można przeczytać, że "2 lutego 2026 r. część lekarzy niespodziewanie przerwała pracę, narażając ciągłość świadczeń".
Riposta Hołowni. Tak odpowiedział w Sejmie posłowi. Jest nagranie
"Dyrektor ds. medycznych i koordynatorzy poszczególnych oddziałów przeprowadzili liczne rozmowy telefoniczne i konsultacje z lekarzami z innych szpitali na terenie województwa mazowieckiego, zwracając się z prośbą o wsparcie w organizacji nowego zespołu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. W trybie pilnym skompletowano nowy zespół, zawierając umowę m.in. z lek. Dawidem Kacprzykiem" - dodano.
W piśmie z 30 stycznia 2026 r., do którego dotarł dziennik, ówczesny koordynator SOR Szpitala Bródnowskiego Marek Marecki przekazał prezes zarządu placówki Teresie Bogiel, że po konsultacji z zespołem lekarskim SOR podjęto decyzję, że od godz. 8:00 2 lutego 2026 r. "lekarze nie podejmują się dalszej opieki nad pacjentami oddziału". Jak podkreślono w treści dokumentu: "Ta dramatyczna dla nas decyzja podyktowana jest permanentnym poczuciem zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów, jak również lekarzy za nich odpowiedzialnych. Wynika to z nieograniczonego napływu pacjentów do SOR i licznych ograniczeń w ich przyjmowaniu do oddziałów po diagnostyce i leczeniu w Oddziale Ratunkowym".
Lekarz dodał, że medycy nie rezygnują z pracy, lecz oczekują "konstruktywnych decyzji popartych faktami, które nie będą martwym zapisem w dokumentach", a pismo kończy się prośbą o "zapewnienie ciągłości opieki nad chorymi".
W efekcie 2 lutego na SOR-ze Szpitala Bródnowskiego częściowo brakowało obsady - w kolejne dni na zmiany dzienne i nocne nie stawiali się niektórzy z lekarzy. Wszystkie z tych osób - w sumie 8 - straciły pracę. Według placówki część poprzedniego zespołu SOR - 17 osób - przyszło wówczas do pracy zgodnie z umową i nadal pracuje.
"To jest człowiek, który miał mnóstwo kontaktów politycznych i nie tylko"
Jak podaje "Rz", konflikt, do którego doszło między członkami Zespołu SOR a zarządem Szpitala Bródnowskiego otworzył Kacprzykowi drogę do pracy w placówce. W ostatnich dniach portal zero.pl przekazywał, że 28-latek oprócz współpracy ze szpitalami Południowym i Bródnowskim chciał też kierować SOR-em w Szpitalu Wolskim, jednak ostatecznie do tego nie doszło. Dodatkowo, według "Rz", sondował też możliwość pracy na SOR Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie.
Według ustaleń "Rzeczpospolitej" młody medyk do Szpitala Bródnowskiego miał przyjść "z plikiem 40 CV na start", a zarząd skorzystał z sieci jego kontaktów. "Ruszyła 'spółdzielnia pracy' Dawida Kacprzyka" - czytamy.
"Rz" podaje, że do końca tygodnia szpital ma zakończyć sprawdzanie grafików Kacprzyka "pod kątem ewentualnej bilokacji".
Dziennikarską przygodę zaczynała w studenckim radiu UJOT FM, później związana z Interią. Lubi patrzeć na świat przez obiektyw aparatu.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości