W sobotę obchodzona była 83. rocznica zbrodni wołyńskiej . W "Faktach po Faktach" w TVN24 profesor Grzegorz Motyka - dyrektor Wojskowego Biura Historycznego i członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - był pytany, co chciałby, aby każdy dorosły Polak wiedział o tamtych wydarzeniach.
Nawrocki: nie zgadzamy się na to, aby zapomnieć
Następnie historyk był pytany, co musiało się wydarzyć i co było motywem dopuszczenia się wobec polskiej ludności cywilnej tak okrutnej zbrodni. - OUN [Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów - red.] i UPA należeli do rodziny radykalnego nacjonalizmu (...). W ich światopoglądzie była wizja państwa monoetnicznego, w której nie ma możliwości, by współgospodarzyły inne narody, a w dodatku Polaków traktowali jako śmiertelnych wrogów - wrogów numer dwa po Sowietach - powiedział historyk.
Jak wskazał, formacje te sądziły, że "tego typu brutalne metody zniwelują relacje sił, bo wiedzieli, że Polska i Polacy są silniejsi". - Uważali, że przeprowadzenie tak okrutnej czystki etnicznej w czasie wojny zapewnia im lepsze pozycje do rozmów pokojowych po drugiej wojnie światowej - dodał Motyka.
Przełom w relacjach polsko-ukraińskich?
Profesor zaznaczył, że jest rozżalony faktem, że Wołodymyr Zełenski podpisał dekret nadający ukraińskiej jednostce wojskowej honorową nazwę "Bohaterów UPA" . - Swoją decyzją sprawił, że temat wrócił i doszło do zderzenia polskiej i ukraińskiej polityki historycznej - powiedział.
W sobotę Donald Tusk zapowiedział, że w Warszawie stanie Mur Pamięci z nazwiskami wszystkich zidentyfikowanych ofiar wojen XX wieku w Ukrainie , w tym zbrodni wołyńskiej.
Motyka dodał, że "najlepsze, co mogłoby się teraz wydarzyć, jeśli obie strony chcą deeskalacji, to wstrzymać oddech i zacząć rozmawiać na temat tego, jak wyjść z tego spiętrzenia problemów".