
Gospodarstwa regeneracyjne objęte badaniem EARA osiągały średnio tylko o 2 proc. niższy plon liczony w kilokaloriach i białku, ale zużywały o 61 proc. mniej syntetycznego azotu i o 75 proc. mniej pestycydów.
Według autorów raportu marża brutto z hektara była w tych gospodarstwach o 20 proc. wyższa niż w systemach konwencjonalnych.
Wysokie ceny nawozów i dyskusja o WPR po 2027 roku mogą zwiększyć znaczenie systemów, które ograniczają zależność gospodarstw od zewnętrznych nakładów.
Kryzys nawozowy pokazał słaby punkt produkcji
Ostatnie lata bardzo wyraźnie pokazały, jak mocno rolnictwo jest uzależnione od energii, logistyki i dostaw nawozów. Najpierw pandemia, później wojna w Ukrainie i problemy z dostępem do taniego gazu, a następnie zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz ponownie podbiły znaczenie kosztów produkcji. Przez cieśninę przed konfliktem przechodziła około jedna trzecia globalnego handlu mocznikiem i prawie połowa morskiego handlu siarką, która jest ważnym surowcem w produkcji nawozów. Reuters wskazywał, że po zawarciu porozumienia część transportów zaczęła wracać, ale przepływy nadal nie osiągały poziomu sprzed konfliktu. Dla gospodarstwa oznacza to jedno: nawet bardzo dobry plon może nie wystarczyć, jeśli zostanie wyprodukowany przy zbyt wysokich kosztach. Cena nawozu, paliwa, środków ochrony roślin i finansowania coraz częściej decyduje o tym, czy dany sezon kończy się realnym zyskiem. Dlatego w dyskusji o rolnictwie regeneracyjnym coraz mocniej wybrzmiewa nie tylko wątek środowiskowy, ale przede wszystkim ekonomiczny.