
W styczniu 2024 r. Joanna Kurska zapowiedziała, że pozwie TVP za kłamstwa w sprawie jej zarobków. – Pozywam Telewizję Polską za kłamstwo, że pobierałam pensję w wysokości 117 tys. zł miesięcznie. Tusk dyszy obsesyjną żądzą zemsty na moim mężu za telewizję 2016-2022, kiedy piękna i silna TVP wygrywała walkę o dusze Polaków. W ramach politycznej zemsty nowa ekipa, wiedząc, że nie można przypisać nam żadnych nadużyć, choć bardzo by tego chcieli, postanowiła zohydzić nas w oczach społeczeństwa. W tym celu posuwa się do oszczerstw – stwierdziła Kurska, która pełniła funkcję szefowej "Pytania na śniadanie".
Jak dodała, jej najwyższe wynagrodzenie nie przekraczało 32 tys. zł miesięcznie. We wtorek (14 lipca) Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości powództwo Joanny Kurskiej. Domagała się ona przeprosin oraz 100 tys. zł zadośćuczynienia od spółki i szefa redakcji serwisu informacyjnego "19.30" Pawła Płuski.
To skandaliczna decyzja sądu . Sędzia stanęła po stronie kłamstwa. TVP nigdy nie przedstawiła dowodów na to, że zarabiałam rzekome 117 tys. zł miesięcznie. Nie mogli przedstawić, bo tyle nie zarabiałam i nigdy na moje konto nie wpłynęła taka pensja. Obrzydliwa, polityczna, kłamliwa decyzja – skomentowała w rozmowie z branżowym serwisem press.pl Kurska.
Kurska pokazała przelewy. "Dowody są w tej sprawie oczywiste"
Joanna Kurska zmieściła 15 lipca w sowich mediach społecznościowych wyciągi z konta, na których widać kwoty wynagrodzenia wypłacanego jej przez Telewizję Polską.
"Oto moje miesięczne wynagrodzenie, przykładowe za październik 2022. Byłam wtedy szefową Pytania na Śniadanie. Tak wygląda prawda o moich "miesięcznych zarobkach 117 tysięcy". Zarabiałam dwadzieścia kilka tysięcy zł na rękę w miesiącu. To miała rozstrzygnąć sędzia: czy zarabiałam 117 tysięcy czy nie. Dowody są w tej sprawie oczywiste. Macie je przed oczyma. Sąd który ma bronić prawdy i sprawiedliwości wybrał KŁAMSTWO SĄDOWE i brednie o "rzędzie wielkości". To też oszustwo, bo 117 tysięcy to zupełnie inny rząd wielkości niż 24 tysiące. Taradajczyk zagrała w orkiestrze kłamców z TVP i innych mediów powielających ten hejt. Nie dostała od TVP w likwidacji żadnego dowodu, żadnego przelewu na 117 tys. zł miesięcznie A on byłby kluczowym dowodem. Gdyby był Chcę zobaczyć rzekome przelewy. Zaczynam odliczanie" – napisała.
Zwróciła się też do wszystkich mediów powielających informację o ponad 100 tys., które miała otrzymywać miesięcznie, żeby pokazały, choć jeden przelew na taką kwotę. "Tego wymaga elementarna uczciwość dziennikarska" – zaznaczyła.
Kurska uderzyła też w decyzję sądu.
"Osobnym problemem jest poziom merytoryczny sądu. Uzasadnienie wyroku według Taradajczyk brzmi: "W ocenie sądu tutaj chodziło o pewien rząd wielkości a nie o konkretną kwotę, rzeczywiście w programie zostało to wskazane o pensje, pensje. Żeby to było wskazane, że to jest miesięczny konkretny przychód". Przecież to język z Dnia Świra" – oceniła.
"A tymczasem w TVP w likwidacji oglądalność szoruje po dnie a koszty wynagrodzeń w 2025 wzrosły z 685,75 do 732,38 mln zł. W ramach likwidacji kupiono właśnie 110 samochodów za ponad 20 milionów zł. Likwidacja jest pozorna. Czyli oczywisty kryminał. Złodziejstwo trwa w najlepsze. Odcinek programu Sekielskiego kosztuje 300 tys. zł z oglądalnością 150 tys. widzów. Orkiestra gra. Sygut? Pluska? Zieliński? Uśmiechnijcie się brygada! Jaka piękna lodowa góra przed wami. Widzicie?" – zakończyła swój wpis.