RAK
    Kokaina, beton i Adriatyk. Jak pieniądze zmieniają albańskie wybrzeże

    Kokaina, beton i Adriatyk. Jak pieniądze zmieniają albańskie wybrzeże

    1673 odsłon
    Kokaina, beton i Adriatyk. Jak pieniądze zmieniają albańskie wybrzeże

    Albania chce zostać nową Chorwacją. Chce przyciągać miliony turystów, zagraniczny kapitał i stać się częścią europejskiego gospodarczego centrum. Jednak historia ostatnich dekad pokazuje, że pieniądze zmieniają krajobraz szybciej niż instytucje. A nad Adriatykiem, między betonem nowych hoteli a wodą starych zatok, trwa walka o to, jak ma wyglądać przyszłość kraju.

    Świt nad Wlorą przychodzi spokojnie. Na promenadzie pojawiają się pierwsi biegacze, w kawiarniach zaczyna pachnieć kawą, a rybacy wracający z morza wyciągają sieci na brzeg. Kilkaset metrów dalej krajobraz wygląda już zupełnie inaczej. Za ogrodzeniami nowych inwestycji pracują koparki, ciężarówki dowożą beton, a kolejne apartamentowce wyrastają tam, gdzie jeszcze niedawno znajdowały się niewielkie pensjonaty i puste działki.

    Od Durrës na północy po Sarandę na południu wybrzeże zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Luksusowe hotele, prywatne wille i zamknięte osiedla mają przyciągnąć turystów, którzy przez lata wybierali Chorwację, Grecję albo Czarnogórę. Kraj, który jeszcze niedawno pozostawał na marginesie europejskiej turystyki, chce stać się jej nowym odkryciem.

    Ma 35-metrowy dom. Tak mieszka była gwiazda "M jak miłość"

    Na zdjęciach promocyjnych wszystko wygląda jak historia sukcesu: turkusowa woda, słońce, niskie ceny i plaże, które jeszcze nie zostały całkowicie zabudowane.

    Albania - przez dekady jedno z najbardziej zamkniętych miejsc w Europie - nagle znalazła się w centrum zainteresowania podróżników, inwestorów i zagranicznych mediów. Ale za fasadą nowych hoteli i apartamentów pojawia się pytanie, które od lat wraca w raportach europejskich służb i organizacji zajmujących się korupcją: kto naprawdę finansuje ten gwałtowny rozwój?

    Nowa riwiera Europy

    Przez większą część drugiej połowy XX wieku Albania była symbolem izolacji. Rządzona przez komunistycznego dyktatora Envera Hodżę pozostawała niemal odcięta od świata. Reżim obawiał się zarówno Zachodu, jak i swoich sąsiadów. Jednym z najbardziej absurdalnych symboli tej epoki stały się betonowe bunkry: około 200 tysięcy konstrukcji rozsianych po całym kraju, które miały chronić obywateli przed wyimaginowaną inwazją.

    Dziś wiele z nich stało się atrakcją turystyczną. Niektóre zamieniono w muzea, bary i restauracje. Są pamiątką po kraju, który jeszcze niedawno żył w strachu, a dziś próbuje sprzedać światu zupełnie inną historię.

    Historia transformacji Albanii jest rzeczywiście imponująca. W 2014 roku kraj odwiedziło około 3,4 miliona zagranicznych turystów. Dekadę później oficjalne dane mówiły już o ponad 11 milionach odwiedzających rocznie. Statystyki częściowo zawyżają częste przyjazdy albańskiej diaspory, która posiada zagraniczne paszporty i wielokrotnie przekracza granicę, ale skala zmiany pozostaje wyraźna.

    Albania stała się jednym z najszybciej rozwijających się kierunków turystycznych w Europie. Przyjeżdżają tu Włosi, którzy korzystają z tańszych usług medycznych i stomatologicznych. Coraz więcej cudzoziemców kupuje mieszkania nad morzem. Albańska diaspora inwestuje w apartamenty wakacyjne, a agencje nieruchomości reklamują swoje oferty po angielsku, włosku, niemiecku, a nawet rosyjsku.

    Władze liczą, że rozwój jeszcze przyspieszy. Nowe inwestycje infrastrukturalne, w tym lotnisko obsługujące region Wlory, mają otworzyć kolejne części wybrzeża dla zagranicznych gości. Jednocześnie sukces turystyki stworzył problem, którego Albania wcześniej na taką skalę nie znała.

    Popyt na ziemię rośnie. Ceny nieruchomości szybują. Dawne pola i niewielkie działki przy morzu stają się warte fortuny. A tam, gdzie pojawiają się ogromne pieniądze, pojawiają się również pytania o ich źródło.

    Beton i pieniądze

    Boom budowlany stał się jednym z symboli nowej Albanii. W Tiranie dawne chaotyczne dzielnice ustępują miejsca nowoczesnym wieżowcom. Nad Adriatykiem powstają zamknięte osiedla, mariny i kompleksy hotelowe. Dla wielu Albańczyków to dowód, że kraj w końcu dogania Europę.

    Jednak organizacje zajmujące się walką z korupcją od lat zwracają uwagę, że rynek nieruchomości może być atrakcyjnym miejscem do ukrywania pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej.

    Nie chodzi o twierdzenie, że każda inwestycja w Albanii ma niejasne źródła finansowania. Chodzi o problem, który dotyczy wielu państw: możliwość prania pieniędzy poprzez sektor budowlany, gdzie przepływy finansowe bywają trudne do prześledzenia, a wartość projektów jest bardzo wysoka.

    Islam Jusufi, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Epoka w Tiranie, już wcześniej ostrzegał w mediach, że część środków trafiających na albański rynek nieruchomości może pochodzić z działalności przestępczej. Według niego szczególnie narażony jest sektor wielkich inwestycji budowlanych, gdzie ogromne kwoty mogą łatwo zmienić właściciela i zostać włączone do legalnego obiegu.

    To właśnie tutaj zaczyna się druga historia współczesnej Albanii, kraju, który z jednej strony chce przyciągać inwestorów i turystów, a z drugiej - wciąż zmaga się z problemem zorganizowanej przestępczości.

    Albańskie grupy przestępcze przez ostatnie trzy dekady przeszły długą drogę: od lokalnych gangów działających po upadku komunizmu do międzynarodowych struktur obecnych w wielu krajach Europy. Ich historia zaczyna się w momencie, gdy Albania otworzyła granice. Właśnie wtedy rozpoczął się proces, który dziś wpływa nie tylko na ulice Tirany, ale również na plaże nad Adriatykiem.

    Od bałkańskich szlaków do globalnego biznesu

    Początki współczesnych albańskich grup przestępczych sięgają początku lat 90., gdy po upadku komunizmu rozpoczęła się tam gwałtowna transformacja. Granice, przez dziesięciolecia zamknięte, nagle się otworzyły. Dla milionów Albańczyków oznaczało to możliwość wyjazdu, pracy i rozpoczęcia nowego życia. Dla części przestępców oznaczało jednak coś innego: pojawienie się nowych możliwości.

    W tym samym czasie tradycyjne organizacje mafijne w Europie Zachodniej zaczęły tracić część swoich wpływów. Włoska mafia znalazła się pod silną presją państwa głośnych zabójstwach sędziów walczących z Cosa Nostrą - Giovanniego Falcone i Paolo Borsellino, zamordowanych w 1992 roku.

    Na Bałkanach sytuacja wyglądała inaczej. Wojny, rozpad Jugosławii i słabość instytucji państwowych stworzyły warunki, w których nowe grupy przestępcze mogły się szybko rozwijać.

    Szczególną rolę tu odegrał konflikt w Kosowie. Tysiące ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Wielu Albańczyków i Kosowian trafiło do Europy Zachodniej jako uchodźcy. Zdecydowana większość próbowała po prostu rozpocząć normalne życie. Jednak wśród nich znaleźli się również ludzie, którzy wykorzystali nowe kontakty i migracyjne szlaki do budowy struktur przestępczych.

    Część klanów tworzyli byli członkowie służb, policjanci lub weterani oddziałów zbrojnych. Znali teren, mieli kontakty i potrafili szybko organizować logistykę. Z czasem albańskie grupy przestały być jedynie lokalnymi gangami. Zaczęły działać ponad granicami: od Bałkanów, przez Włochy i Wielką Brytanię, aż po Amerykę Łacińską.

    Ich specjalnością stała się elastyczność. Nie tworzyły jednej hierarchicznej organizacji na wzór dawnych mafii sycylijskich. Częściej działały jako sieć powiązanych rodzin i grup, które potrafiły szybko zmieniać partnerów, miejsca działania i metody.

    To właśnie ta zdolność adaptacji sprawiła, że europejskie służby zaczęły traktować albańskie grupy przestępcze jako jedne z najaktywniejszych na kontynencie.

    Kokaina z drugiego końca świata

    Największą zmianę przyniósł handel narkotykami. Początkowo albańskie grupy kojarzono przede wszystkim z produkcją i przemytem marihuany. Z czasem ich działalność rozszerzyła się na znacznie bardziej dochodowy rynek - kokainę.

    Według europejskich śledczych część albańskich organizacji nawiązała bezpośrednie kontakty z producentami narkotyków w Ameryce Południowej. Dzięki temu przestały być tylko pośrednikami i zaczęły odgrywać większą rolę w całym łańcuchu dostaw.

    Jednym z krajów, które często pojawiają się w analizach dotyczących przemytu kokainy do Europy, jest Ekwador. Położony nad Pacyfikiem kraj stał się jednym z najważniejszych punktów eksportowych dla południowoamerykańskiej kokainy. Szczególną rolę odgrywają tam porty obsługujące ogromny handel bananami - jednym z najważniejszych produktów eksportowych Ekwadoru.

    Dla przemytników legalny handel może stanowić przykrywkę. Kontenery z bananami są trudne do dokładnego sprawdzania, a każda zwłoka może oznaczać ogromne straty finansowe dla eksporterów.

    Śledztwa prowadzone w Europie i Ameryce Łacińskiej wielokrotnie wykazywały, że międzynarodowe grupy przestępcze próbowały wykorzystywać legalne łańcuchy dostaw do przemytu narkotyków.

    W Albanii temat ten powraca regularnie. Media i śledczy zwracali uwagę na zainteresowanie części firm handlem produktami, które pojawiały się również w dochodzeniach dotyczących przemytu. Sam fakt prowadzenia określonej działalności gospodarczej nie oznacza jednak udziału w przestępstwie - takie powiązania wymagają każdorazowo potwierdzenia przez organy ścigania.

    W ostatnich latach europejskie służby coraz częściej podkreślały, że albańskie grupy przestępcze działają już nie tylko w swoim regionie, ale również w Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii, Niemczech i we Włoszech. Ich działalność nie kończy się jednak na samym handlu narkotykami. Największym wyzwaniem dla śledczych jest moment, w którym nielegalne pieniądze zaczynają znikać w legalnej gospodarce.

    Wtedy pojawiają się nieruchomości, firmy, luksusowe inwestycje i projekty budowlane. A właśnie tam Albania przeżywa dziś największą rewolucję.

    Polityka, pieniądze i pytania bez odpowiedzi

    W centrum debaty o przyszłości kraju od lat znajduje się jego premier Edi Rama. Dla części zachodnich polityków jest twarzą europejskiej transformacji Albanii. Człowiekiem, który otworzył kraj na inwestycje, przyspieszył rozmowy z Unią Europejską i próbuje zmienić międzynarodowy wizerunek państwa.

    Rama jest postacią nietypową jak na polityka tej części Europy. Były koszykarz reprezentacji Albanii, artysta i człowiek znany z nieformalnego stylu - często występujący w sportowych butach - stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych albańskich polityków za granicą.

    Jego przeciwnicy przedstawiają jednak zupełnie inny obraz. Zarzucają mu nadmierną koncentrację władzy, problemy z korupcją oraz niewystarczającą skuteczność w walce ze zorganizowaną przestępczością. Rama odrzuca te oskarżenia i wskazuje na reformy przeprowadzone w kraju oraz współpracę z europejskimi instytucjami.

    Spór o jego rządy jest częścią większej debaty: czy Albania rzeczywiście przechodzi normalną modernizację, czy też szybki rozwój gospodarczy odbywa się zbyt blisko ludzi i pieniędzy pozostających poza kontrolą państwa? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Bo dzisiejsza Albania jest jednocześnie krajem ogromnych możliwości i nierozwiązanych problemów.

    Na plażach pojawiają się luksusowe resorty, ale mieszkańcy coraz częściej pytają, kto korzysta na tej zmianie i czy rozwój, który widać na zdjęciach promujących Albanię jako turystyczny raj, rzeczywiście służy wszystkim.

    Wielkie inwestycje i stare pytania

    Albański boom przyciąga dziś nie tylko turystów, ale również międzynarodowych inwestorów. Dla wielu z nich wybrzeże Adriatyku jest jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie można jeszcze realizować wielkie projekty niemal od podstaw.

    Jednym z najbardziej komentowanych przedsięwzięć jest projekt luksusowego kompleksu turystycznego na wyspie Sazan oraz w rejonie Zatoki Wlory, związany z firmą Jareda Kushnera, zięcia prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

    Pomysł przedstawiany jest jako szansa na stworzenie ekskluzywnego kierunku turystycznego, który przyciągnie zagranicznych gości i kapitał. Zwolennicy projektu argumentują, że Albania potrzebuje właśnie takich inwestycji, aby wykorzystać swój potencjał i konkurować z bardziej rozwiniętymi rynkami regionu.

    Krytycy pytają jednak o coś innego: czy tempo zmian nie jest zbyt szybkie i czy państwo ma wystarczającą kontrolę nad tym, kto stoi za poszczególnymi inwestycjami.

    Dyskusję podgrzała sprawa Artura Shehu, przedsiębiorcy posiadającego obywatelstwo albańskie i amerykańskie, który sprzedał część gruntów związanych z jednym z projektów. Albańska prokuratura prowadziła wobec niego postępowanie dotyczące podejrzeń związanych z praniem pieniędzy i handlem narkotykami. Sam fakt prowadzenia śledztwa nie oznacza winy, a sprawa stała się jednak kolejnym powodem pytań o przejrzystość rynku nieruchomości.

    Dla wielu Albańczyków problem nie dotyczy jednej konkretnej inwestycji. Chodzi o szersze zjawisko: o kraj, w którym wartość ziemi rośnie z każdym rokiem, a decyzje dotyczące przyszłości wybrzeża podejmowane są szybciej, niż społeczeństwo zdąży się do nich przygotować.

    Protest flamingów

    Największy sprzeciw wobec części nowych inwestycji pojawił się w miejscu, które z pozoru nie pasuje do historii wielkich pieniędzy: Lagunie Narta. To jeden z najcenniejszych przyrodniczo obszarów Albanii. Miejsce odpoczynku ptaków migrujących, w tym flamingów, które stały się symbolem walki o zachowanie tego krajobrazu.

    Kiedy ujawniono plany rozwoju luksusowej infrastruktury turystycznej w tym regionie, ekolodzy i mieszkańcy zaczęli protestować. Z czasem demonstracje nazwano "Protestami Flamingów".

    Po raz pierwszy od wielu lat w Albanii pojawiły się protesty o tak dużej skali. Ich uczestnicy nie odrzucali samego rozwoju gospodarczego. Wielu z nich chce, aby kraj był bogatszy i bardziej otwarty na świat. Pytanie brzmi jednak: jaką cenę trzeba za ten rozwój zapłacić?

    Między rajem a cieniem

    Albania znajduje się dziś w wyjątkowym momencie swojej historii. Jeszcze niedawno była symbolem biedy i izolacji. Dziś pojawia się w rankingach najciekawszych kierunków turystycznych Europy. Jej plaże przyciągają miliony ludzi, inwestorzy patrzą na nią jak na jeden z ostatnich niewykorzystanych fragmentów europejskiego wybrzeża, a młode pokolenie chce korzystać z możliwości, których poprzednie generacje nie miały.

    Ale szybka transformacja ma również swoją drugą stronę. Wraz z nowymi hotelami, apartamentowcami i luksusowymi inwestycjami wracają pytania o źródła pieniędzy, wpływ zorganizowanej przestępczości i skuteczność państwa w kontrolowaniu ogromnych przepływów finansowych.

    To napięcie jest dziś widoczne niemal wszędzie. Na jednej plaży turyści robią zdjęcia turkusowej wodzie i nowym promenadom. Kilkaset metrów dalej mieszkańcy zastanawiają się, czy za kilka lat nadal będzie tam miejsce dla nich.

    W Tiranie szklane wieżowce symbolizują nowoczesność, ale jednocześnie przypominają o pytaniach dotyczących tego, kto naprawdę korzysta na budowlanym boomie. Albania chce zostać nową Chorwacją. Chce przyciągać miliony turystów, zagraniczny kapitał i stać się częścią europejskiego gospodarczego centrum. Jednak historia ostatnich dekad pokazuje, że pieniądze zmieniają krajobraz szybciej niż instytucje. A nad Adriatykiem, między betonem nowych hoteli a wodą starych zatok, trwa walka o to, jak ma wyglądać przyszłość kraju.

    Czy Albania stanie się śródziemnomorskim sukcesem, czy miejscem, gdzie szybki rozwój przykryje nierozwiązane problemy?

    Odpowiedź będzie zależeć nie tylko od inwestorów i polityków, ale przede wszystkim od tego, czy państwo zdoła sprawić, by nowy dobrobyt nie należał wyłącznie do tych, którzy mają najwięcej pieniędzy.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era