"Zdarza się to raz na 1000 do 1200 lat" - napisał meteorolog Noah Bergren o serii trzęsień ziemi, które w odstępie zaledwie dwóch godzin nawiedziły Wenezuelę oraz Japonię. W samej Wenezueli zginęły co najmniej 32 osoby, a setki odniosły rany. Amerykańscy eksperci obawiają się dziesiątek tysięcy ofiar.
Najważniejsze informacje:
Amerykański ekspert zwrócił uwagę na niezwykle rzadki zbieg zjawisk sejsmicznych na naszej planecie.
Wenezuelę nawiedziły dwa potężne wstrząsy w dokładnie tym samym miejscu, powodując katastrofalne zniszczenia. Bilans ofiar stale rośnie.
Niecałe dwie godziny później u wybrzeży Japonii wystąpiło całkowicie niezależne trzęsienie o magnitudzie 6,9.
"Dość rzadka aktywność sejsmiczna na Ziemi tej nocy" - zauważył w serwisie X Noah Bergren, starszy meteorolog amerykańskiej stacji FOX 35 Orlando.
Wypatrzył na targu staroci. Aż wypalił
Ekspert skomentował w ten sposób tragiczne w skutkach wydarzenia, które niemal równocześnie dotknęły mieszkańców Ameryki Południowej oraz Azji. Jak podkreślił, wystąpienie tak poważnych zjawisk w odstępie dwóch godzin to anomalia o historycznej skali. Prawdopodobieństwo takiej koincydencji ocenił na "raz na 1000 do 1200 lat".
"Mamy do czynienia z podwójnym trzęsieniem w Wenezueli, czyli dwoma wstrząsami o podobnej magnitudzie w dokładnie tym samym miejscu, oraz całkowicie niezależnym trzęsieniem o magnitudzie 6,9 lub większej gdzie indziej, w Japonii" - wyjaśnił Bergren we wpisie.
Tragiczny bilans trzęsienia ziemi w Wenezueli
Sytuacja w Ameryce Południowej jest dramatyczna. Jak przekazała w nocy ze środy na czwartek pełniąca obowiązki prezydenta Wenezueli Delcy Rodriguez, zginęły tam co najmniej 32 osoby, a ponad 700 zostało rannych.
Polityczka zaznaczyła, że podany bilans ofiar będzie jeszcze rósł. Według jej relacji władze wciąż nie dysponują danymi z położonego koło Caracas stanu La Guaira, który ucierpiał najbardziej w wyniku kataklizmu.
Według danych amerykańskiej służby geologicznej USGS pierwsze trzęsienie miało magnitudę 7,2, a kolejne, które po nim nastąpiło, wyniosło 7,5. "Prawdopodobna jest wysoka liczba ofiar i duże zniszczenia" - napisano w oficjalnym komunikacie amerykańskiej agencji. Służby USA obawiają się, że ostateczny bilans zabitych może sięgnąć kilkudziesięciu lub nawet 100 tysięcy osób.
Władze ogłosiły w całym kraju stan wyjątkowy. Zamknięto szkoły oraz lotnisko międzynarodowe na przedmieściach Caracas.
Przerażenia nie kryją sami mieszkańcy. Wielu z nich przebywało w domach, ponieważ w środę przypadało święto narodowe. - Gdy się zaczęło, usłyszeliśmy krzyczących ludzi. Wszyscy zbiegali po schodach - relacjonowała cytowana przez agencję Reutera publicystka Astrid Ramirez.
Gotowość do niesienia natychmiastowej pomocy zadeklarowały Stany Zjednoczone. Decyzję o wysłaniu ratowników i wsparcia medycznego ogłosił Donald Trump. Plany zorganizowania pomocy humanitarnej zapowiedzieli również przywódcy Salwadoru, Ekwadoru, Brazylii oraz Argentyny.
Silne wstrząsy u wybrzeży Japonii
Niemal w tym samym czasie do silnego zdarzenia sejsmicznego doszło po drugiej stronie globu. W czwartek rano lokalnego czasu północną Japonię nawiedziło trzęsienie ziemi o magnitudzie 6,9. Japońska Agencja Meteorologiczna przekazała, że epicentrum znajdowało się na głębokości 50 kilometrów u wybrzeży prefektury Iwate.
Wstrząsy odczuto również w oddalonym Tokio. Część lokalnych linii kolejowych zawiesiła swoje kursowanie. Z oficjalnych danych wynika, że co najmniej sześć osób odniosło obrażenia. Rząd nie wydał ostrzeżenia przed falą tsunami, a okoliczne obiekty jądrowe nie uległy uszkodzeniom.
Japońscy eksperci ostrzegają, że w ciągu najbliższych dni wciąż istnieje zwiększone prawdopodobieństwo wystąpienia podobnych wstrząsów w okolicach Rowu Japońskiego i Rowu Kurylskiego.
Dziennikarka Wirtualnej Polski. Absolwentka dziennikarstwa na Collegium Civitas, obecnie studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Z mediami związana już od czasów liceum. Sądeczanka na emigracji w Warszawie.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości