
To nie była spontaniczna przebudowa, tylko świadomy powrót do rodzinnych korzeni. Zbliżając się do 50-tki Ewa odnowiła dom z 1932 roku, który odziedziczyła po dziadkach. Przebudowa trwała dwa lata i jak podkreśla właścicielka, w pełni odzwierciedla jej styl – postawiła na wiejski klimat, ciepło drewna i widok na las. Choć najważniejsze prace są już za nią, kilka wyzwań nadal przed nią.
Dom dziadków spadku - co z nim zrobić?
Dla Ewy dom, który należał niegdyś do dziadków miał zawsze ogromne znaczenie. Budził wspomnienia i obrazy z dzieciństwa, które nie traciły na intensywności mimo upływu lat. Pandemia przyniosła czas na refleksję – i przestrzeń, by coś z tym zrobić.
Zrodziła się myśl, by wyremontować stary dom należący kiedyś do moich dziadków, który otrzymałam w spadku. Ze względu na sentyment do tego miejsca i wiele miłych, ciepłych wspomnień chciałam spróbować swoich sił i go wyremontować. 1932 rok kontra XXI wiek - początki remontu
Dom zlokalizowany jest na Śląsku, ma 120 m² powierzchni na parterze i nieużytkowe poddasze z dużym potencjałem. Już na początku remontu stało się oczywiste, że pomimo solidnej konstrukcji, budynek wymaga gruntownej modernizacji. Potwierdzał to brak ogrzewania, stan techniczny dachu , który nie pozostawiał złudzeń, oraz instalacja elektryczna mająca już swoje lata.
– Trzeba było zrobić centralne ogrzewanie , którego w budynku nie było oraz wygospodarować miejsce na łazienkę – wspomina Ewa.
Z zewnątrz dom zyskał nowe pokrycie z dachówki oraz kominy. Wymienione zostały także okna i drzwi. Zlikwidowano dawne wejście, tworząc w jego miejscu kotłownię z piecem na pellet i bojlerem. Nowe frontowe drzwi wkomponowano w miejscu starej sypialni, a tuż obok dodano doświetlający przedpokój wąski pas okna. Salon natomiast zyskał wyjście na ogród – małe okno zastąpiono dużym, tarasowym.
Elewacja została ocieplona i otynkowana, choć jak przyznaje właścicielka, jej finalne wykończenie to jeszcze kwestia przyszłości.