Peruwiańczycy, którzy rozmawiali z CNN, alarmują, że ich bliscy wyjechali do Rosji zwabieni ogłoszeniami o dobrze płatnej pracy. Na miejscu jednak mieli zostać przekierowani do walk na froncie w Ukrainie. Niedługo po przyjeździe ich kontakt z rodzinami był utrudniany albo całkowicie się urywał.
CNN przedstawia m.in. historię Normy, która po raz ostatni widziała syna pod koniec stycznia, gdy odwoziła go na lotnisku w Limie, stolicy Peru. Mężczyzna zapewniał, że znalazł w internecie ofertę pracy jako kucharz dla rosyjskiej armii. Miał być daleko od wojny w Ukrainie, dobrze zarabiać, a także zyskać szansę na uzyskanie rosyjskiego obywatelstwa.
Kobieta od początku miała złe przeczucia. Jej 31-letni syn nigdy wcześniej nie opuszczał Peru i - jak relacjonowała - nigdy nie trzymał w ręku broni. Na lotnisku Norma zauważyła, że nie jest jedyną osobą odprowadzającą kogoś lecącego do Rosji. Według jej relacji inni pasażerowie czekali na ten sam wylot, ale gdy próbowała z nimi rozmawiać, odmówili.
Zrobił tak przed radiowozem. 29-latek szybko pożałował
Rosja werbuje osoby z kolejnego kraju. Wyjechało wielu Peruwiańczyków
Wkrótce po wyjeździe syn przesyłał Normie nagrania, które - jak opisuje CNN - miały pokazywać, na czym naprawdę polegała jego "praca". Dołączył on do setek Peruwiańczyków, których - za sprawą lokalnych werbowników i ogłoszeń w mediach społecznościowych - skuszono wizją intratnego zatrudnienia w Rosji, by ostatecznie rzucić ich do walki na froncie wojny w Ukrainie - podaje stacja. Podczas sporadycznych rozmów telefonicznych i w przesyłanych przez syna wiadomościach wideo w tle słychać było wybuchy - jednak sam mężczyzna zapewniał matkę, że odgłosy dochodzą z daleka.
Na początku kwietnia nagrania niemal całkowicie przestały przychodzić. Od tego momentu Norma nie ma kontaktu z synem. - Mam taką iskierkę nadziei, że gdzieś jest, że ukrywa się w okopie, ale naprawdę nie wiem - przekazała w rozmowie z CNN, która opisuje tę historię jako jedną z wielu.
Jak czytamy, stacja rozmawiała z 12 rodzinami, które od tygodni protestują przed rosyjską ambasadą w Limie i peruwiańskim ministerstwem spraw zagranicznych. Bliscy domagają się informacji o losie krewnych.
Stacja zwraca uwagę, że w miarę jak wojna, którą Rosja wywołała w Ukrainie, się przeciąga, rosyjskie siły zbrojne podejmują znaczne wysiłki, by uzupełnić swoje szeregi - m.in. werbując zagranicznych bojowników z krajów rozwijających się, którym obiecuje się wysokie wynagrodzenie i premie.
Wcześniej w lutym CNN donosiła, że wielu mężczyzn z krajów afrykańskich zostało zmuszonych do służby wojskowej w Rosji po tym, jak skuszono ich ofertami dobrze płatnej pracy cywilnej w charakterze kierowców lub pracowników ochrony.
Dziennikarską przygodę zaczynała w studenckim radiu UJOT FM, później związana z Interią. Lubi patrzeć na świat przez obiektyw aparatu.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości