Pięć lat temu, mając 19 lat, kupiłem pierwsze kryptowaluty za pieniądze z wakacyjnej pracy. Dziś, po hossie, dwóch krachach i setkach transakcji, wiem, że najwięcej straciłem nie na jednej "złej" pozycji, tylko na rzeczach nie tak oczywistych. Po raz pierwszy przedstawiam publicznie błędy, których już więcej nie powtórzę.
Pewnego razu, w czasach, kiedy spojrzenie na telefon od razu po przebudzeniu było jeszcze dla mnie zupełną normalnością, zadzwonił do mnie tzw. Marcin. Dla osób zaznajomionych z żargonem rynku jasne jest już pewnie, że nie był to widok w żaden sposób miły czy przyjemny.
Z konta zniknęło kilka tysięcy złotych , czyli prawie całe oszczędności z miesięcy dorywczej pracy.
W tym artykule opisuję cztery rzeczy, które kosztowały mnie najwięcej i pokazuję, dlaczego najnudniejsza z nich była zarazem najdroższa.