
Bez internetu i urządzeń cyfrowych ciężko dziś załatwić wiele sprawZdjęcie: Andrey Popov/Depositphotos/IMAGO – Nie może być tak, że ktoś, kto nie ma smartfona, nie chce zainstalować aplikacji lub nie potrafi korzystać z usług cyfrowych, jest wykluczany z życia społecznego – mówi Rena Tangens, dyrektorka polityczna stowarzyszenia Digitalcourage, w rozmowie z Ewangelicką Agencją Prasową (EPD). Stowarzyszenie z siedzibą w Bielefeldzie złożyło niedawno w Bundestagu petycję, podpisaną przez 70 tysięcy osób, w sprawie zagwarantowania w konstytucji prawa do życia analogowego.
Według Reny Tangens inicjatywa ta jest wymierzona w coś, co nazywa „cyfrowym przymusem”. Załatwienie pewnych spraw, jak umówienie wizyty u lekarza, spotkania w urzędach czy rezerwacja biletu na wydarzenia kulturalne często nie są już możliwe bez internetu. Również niemiecki rząd w umowie koalicyjnej postawił na podejście „tylko cyfrowe” w dziedzinie usług administracyjnych. – Nie jesteśmy przeciwni cyfryzacji administracji – podkreśliła Tangens. – Ale muszą istnieć też inne sposoby dostępu. Usługi cyfrowe mogą wiele ułatwić, ale nie powinny stać się jedyną możliwością uczestnictwa.
Dlatego inicjatorzy petycji domagają się uzupełnienia artykułu 3 niemieckiej Ustawy Zasadniczej o zapis: „Nikt nie może być dyskryminowany z powodu niekorzystania z cyfrowych kanałów dostępu”. Jak wyjaśniają, ludzie powinni mieć możliwość korzystania z podstawowych usług, infrastruktury publicznej i uczestnictwa w życiu społecznym nawet bez smartfona, aplikacji czy dostępu do internetu.
Forma dyskryminacji?
Stowarzyszenie argumentuje, że artykuł 3 Ustawy Zasadniczej gwarantuje równość wobec prawa i zakazuje dyskryminacji ze względu na określone cechy. „Cyfrowy przymus” stoi – zdaniem stowarzyszenia – w sprzeczności z tą zasadą.
Według najnowszych danych Federalnego Urzędu Statystycznego około 2,1 miliona osób w Niemczech w wieku od 16 do 74 lat nigdy nie korzystało z internetu – argumentuje Tangens, która jest współzałożycielką stowarzyszenia powstałego w 1987 roku. Nie uwzględniono przy tym osób powyżej 74. roku życia, wśród których odsetek osób niekorzystających z internetu jest jeszcze wyższy, ani dzieci. Ci ludzie często nie mogliby nawet jeździć autobusem czy pójść na basen bez smartfona.
Według Tangens duża liczba podpisów pod petycja w sprawie prawa do życia analogowego pokazuje, że trend cyfrowy wyklucza wiele grup. – Cyfrowy przymus wcale nie dotyczy tylko ludzi biednych, starszych czy chorych, ale też wszystkich, którzy nie chcą zostawiać śladów danych na każdym kroku – wyjaśnia. – Dlatego wspiera nas też wielu specjalistów od technologii, którzy doskonale wiedzą, jak duże możliwości inwigilacji daje całkowita cyfryzacja . Nie chodzi o to, żeby powstrzymać cyfryzację – powtarza Tangens – ale żeby ludzie nie byli przez nią wykluczani.
(DPA/widz)