
0:00
Dopiero w maju tego roku udało się ściągnąć z kont polityka PiS resztę z 10 tysięcy złotych nawiązki zasądzonej za jego udział w zrzuceniu Katarzyny Augustynek ze schodów kościelnych. Razem ze zwrotem za zastępstwo procesowe i kosztami komorniczymi wyniosło to ponad 13 tys. zł
Krzysztof Boczek
Komornik sądowy w Pruszkowie Magdalena Orlińska, poinformowała mecenasa Jerzego Jurka – pełnomocnika aktywistki Katarzyny Augustynek, znanej szerzej jako „Babcia Kasia” – o tym, iż udało się ściągnąć z Roberta Bąkiewicza całość zaległości z tytułu wyroku w sprawie poturbowania Augustyniak. W ostatnim etapie windykacji – w maju – komornik ściągnął z Bąkiewicza 2242,77 zł. Razem z egzekucjami z ubiegłego roku z polityka PiS ściągnięto w sumie 13 042,26 zł. To obejmuje także koszty zastępstwa w egzekucji (900 zł). Komornik Magdalena Orlińska wydała więc postanowienie o zakończeniu windykacji.
„Pani się nie napina”
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że uzyskanie tych pieniędzy było możliwe tylko dlatego, że Urząd Skarbowy zwrócił Bąkiewiczowi nadpłatę podatku z tytułu rocznego PIT. Konta narodowca od lat zieją pustkami, a on w swoich organizacjach oficjalnie działa społecznie. A jeśli zarabia, to kwoty tak nieznaczne, że komornik nie może ich ściągać ze względu na ustawowe limity.
Sprawa dotyczy wyroku, jaki w I instancji zapadł jeszcze w marcu 2022 roku, a prawomocnie w listopadzie 2023 r. Bąkiewicz został skazany za „chuligańskie naruszenie nietykalności cielesnej” Katarzyny Augustynek. Kierowani przez niego narodowcy w trakcie protestów Strajku Kobiet w październiku 2020 roku zrzucili aktywistkę ze schodów kościelnych. Sąd skazał Bąkiewicza na karę 1 roku ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy społecznej. Oprócz tego Bąkiewicz miał zapłacić nawiązkę w wysokości 10 000 zł na rzecz aktywistki oraz zwrócić koszty procesu w wysokości blisko 3 tys. zł. Przez ponad 1.5 roku, Bąkiewicz nie wykonał żadnego z elementów tego wyroku.