Dziennikarka działu Wydarzenia Fakt
Jaś miał zaledwie nieco ponad trzy lata. Niestety, życia psiaka po ukąszeniu przez żmiję nie udało się ocalić. Nie można było bowiem znaleźć leku, który zwierzę powinno dostać. Gdy w końcu się udało, było za późno. — Tu nie chodziło o pieniądze. Ten lek nie był dostępny. Opowiadam tę historię, bo może komuś kiedyś to pomoże — mówi pani Łucja, właścicielka Jasia w rozmowie z "Faktem".
Żmija ukąsiła psa Jasia. Pani Łucja robiła wszystko, by go ocalić. Nie udało się, bo brakowało leku. Foto: Archiwum prywatne Pani Łucja mieszka w Warszawie. Feralnego dnia wybrała się ze swoimi psami na spacer nad rzekę Liwiec. Tam rozegrała się tragedia. Jaś został ukąszony w łapę przez żmiję. Jego właścicielka wiedziała, że trzeba działać błyskawicznie, by psiak miał szansę przeżyć. "W ciągu 25 minut byłam z nim w lecznicy, ale niestety nigdzie, ale to naprawdę nigdzie nie mogę znaleźć w Polsce antytoksyny, która może uratować życie mojego Jasieńka" — napisała pani Łucja w mediach społecznościowych, błagając o pomoc. "Cena nie gra roli. Jego życie jest dla mnie bezcenne" — dodawała.