W wywiadzie przeprowadzonym w przeddzień szczytu NATO , szef resortu dyplomacji Radosław Sikorski zapewnił, że Warszawa nadal ufa amerykańskim gwarancjom bezpieczeństwa i domaga się kolejnej (po Radzikowie, gdzie jest stała baza amerykańskiej tarczy antyrakietowej) stałej bazy USA na terytorium Polski, mimo że - jak dodał - dalsze redukcje amerykańskich wojsk w Europie "wyraźnie nadchodzą".
Zapytany, czy demonstracja jedności NATO jest w Ankarze możliwa w sytuacji, gdy prezydent USA publicznie atakuje przywódców sojuszniczych państw, Sikorski odpowiedział, że "można się kłócić o poziomy wydatków i wciąż być dobrymi sojusznikami".
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski Źródło zdjęcia: PAP/Andrzej Jackowski Sikorski ocenił, że Sojusz "jest silniejszy od czasu, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę". Przypomniał przy tym wejście do NATO Finlandii i Szwecji oraz na skokowy wzrost europejskich wydatków obronnych, częściowo pod presją prezydenta Donalda Trumpa.
Sikorski o zaufaniu do USA
Prowadzący rozmowę dziennikarz Jim Sciutto zapytał, czy Polska nie podziela wyrażanych w Europie wątpliwości co do wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. - Mamy zaufanie - odparł Sikorski. - Mamy amerykańskie wojska na naszej ziemi i prosimy o więcej, w tym o drugą stałą bazę. Mamy już bazę obrony przeciwrakietowej, która chroni głównie Amerykę, ale też Europę - dodał.
Do argumentu, że część sojuszników skarży się na brak konkretnych korzyści w zamian za rosnące wydatki, Sikorski odpowiedział pytaniem: - Jeśli ktoś naprawdę tak myśli, że mniej ufa USA, to powinien więcej wydawać na obronność, nie sądzi pan?
Odnosząc się do zapowiedzi szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha o kolejnych redukcjach amerykańskiej obecności w Europie, Sikorski przyznał, że "redukcje wyraźnie nadchodzą", a Stany Zjednoczone "wymagają od nas w Europie większych zdolności konwencjonalnych" - same natomiast pretendują do roli "kawalerii zza wzgórza".
Zaznaczył przy tym, że nawet przy przesunięciu wojsk USA w inne regiony, Europa nadal będzie korzystać z amerykańskiej obecności i wsparcia, między innymi logistycznego, czy wywiadowczego.
Sikorski o możliwych rosyjskich prowokacjach
Minister odniósł się do swoich wcześniejszych wypowiedzi ostrzegających o możliwych prowokacjach Rosji wobec Polski. Ocenił, że Rosja nie ma sił, by zaatakować NATO frontalnie, a gdyby miała taki zamiar, byłoby to widoczne po ruchach jej wojsk. Dodał jednak, że możliwa jest na przykład "operacja pod fałszywą flagą".
"Porażka za porażką". Sikorski o Putinie
Szef polskiej dyplomacji przypomniał ostrzeżenia amerykańskiego wywiadu z 2022 roku o tym, że Rosja szykuje prowokacje mające dać casus belli [powodu do ataku - red.] do inwazji na Ukrainę . - To powstrzymało Rosjan od faktycznego zrobienia tego - powiedział Sikorski. - Mam więc nadzieję, że te ostrzeżenia oznaczają, że Putin nie naciśnie guzika prowokacji - dodał.