
0:00
Stany Zjednoczone kończą 250 lat jako najpotężniejsze państwo świata i najdziwniejsza demokracja Zachodu zbudowana na nieufności. Ameryka przekonywała świat, że jej sukces może być także obietnicą dla innych. Dziś wygląda jak kraj, który nie jest już pewien, kto właściwie ma prawo tę obietnicę składać.
Radosław Korzycki
Europa wyobraża sobie narodziny Ameryki jako historię ludzi zakochanych w wolności. To tylko część prawdy. Równie ważnym uczuciem była nieufność. Purytanie, którzy w XVII wieku opuszczali Anglię, nie uciekali wyłącznie przed prześladowaniami religijnymi .
Uciekali także przed instytucjami, którym przestali wierzyć. Nie ufali królowi, który ich zdaniem uzurpował sobie władzę nad sumieniem. Nie ufali biskupom Kościoła anglikańskiego, bo widzieli w nich bardziej urzędników Korony niż pasterzy. Nie ufali hierarchii kościelnej, która przypominała im katolicyzm, od którego reformacja miała przecież odejść.
Dlatego stworzyli coś bardzo amerykańskiego, zanim jeszcze zaistniała Ameryka. Ich zbory nie podlegały biskupom. Każda wspólnota wybierała własnego pastora , sama decydowała o swoich sprawach i zawierała między wiernymi dobrowolne przymierze.
Kongregacjonalizm opierał się na założeniu, że żadna ziemska instytucja nie powinna monopolizować prawdy ani sprawować niekontrolowanej władzy. Nawet Kościół.