
Milicje oświadczyły, że zamach ma być odwetem za śmierć szefa operacji zagranicznych irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), generała Kasema Sulejmaniego , a także Abu Mahdiego al-Muhandisa , zastępcy dowódcy paramilitarnych Oddziałów Mobilizacji Ludowej (PMU), którzy zginęli w amerykańskim ataku dronowym w 2020 r. Decyzję o przeprowadzeniu operacji podjął wówczas Donald Trump.
W ocenie milicji szyickich „przestępcze chełpienie się” Trumpa zabójstwem Sulejmaniego i Muhandisa było „najbardziej oczywistą oznaką moralnego upadku rządu USA”, a „zuchwałość” Trumpa tylko dodatkowo udowodniła „nieśmiertelność czystej krwi” zabitych i przyniosła „wieczną hańbę” ich zabójcy.
„Wolni ludzie świata będą nadal ścigać zabójcę dzieci i naukowców”, a „ciemiężcy nigdy nie zaznają pokoju” - ogłosiły ugrupowania wspierane przez Iran.
Trump od lat mówi o zagrożeniu ze strony Iranu
Islamski Opór w Iraku to nazwa używana przez wspierane przez Iran szyickie milicje od początku wojny Izraela z Hamasem w 2023 roku. Pod tym szyldem ugrupowania przyznawały się do ataków na amerykańskie wojska w Iraku i Syrii oraz do uderzeń na Izrael . Według analityków amerykańskiego konserwatywnego think tanku Washington Institute wspólna nazwa ma utrudniać przypisywanie odpowiedzialności za poszczególne działania zbrojne.
Donald Trump od lat twierdzi, że Iran planuje zamach na jego życie. Przypominał o tym również podczas niedawnego szczytu NATO.
Jak przypomniał magazyn „Time”, w 2024 r. obywatel Pakistanu Asif Merchant został skazany za spisek mający na celu zabicie amerykańskich polityków, w tym Trumpa. W ocenie władz w Waszyngtonie mężczyzna działał na zlecenie IRGC i miał wynająć płatnych zabójców na terytorium USA. W tym samym roku resort sprawiedliwości ogłosił zarzuty wobec obywatela Afganistanu Farhada Shakeriego, utrzymując, że opracowywał on plany zamachu na Trumpa na zlecenie władz Iranu.