W nocy z 5 na 6 lipca 2026 roku Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak powietrzny na Kijów i obwód kijowski. Rakiety i drony spadły między innymi na miasto Wysznewe graniczące z ukraińską stolicą od zachodu. Uszkodzono ponad 200 budynków, z których ponad połowa to budynki mieszkalne. Osiem osób zginęło.
Kolejny zmasowany atak na Kijów. Nie żyje kilkanaście osób
Za tym atakiem poszła kolejna kampania dezinformacyjna w sieci. Wielu anonimowych użytkowników w różnych językach alarmowało, że Rosjanie trafili w fabrykę w Wysznewem, w której rzekomo znajdywały się pociski z radioaktywnym, zubożonym uranem. W domyśle miało to uwolnić napromieniowaną chmurę, która zagroziła nie tylko mieszkańcom Kijowa, ale też innym mieszkańcom Ukrainy, a nawet sąsiednich krajów. "Zniszczono skład zubożonego uranu w Kijowie, rosną obawy o skażenie radioaktywne. Aktualnie trwa ewakuacja" - pisał jeden z użytkowników X 6 lipca.
Jeden z użytkowników X przekonywał o trafieniu i zniszczeniu składu zubożonego uranu w Kijowie oraz ewakuacji ludnościŹródło zdjęcia: x.com We wpisach starano się wytworzyć atmosferę grozy. "Mieszkańców poinformowano, że nie wolno im wychodzić na ulicę ani otwierać okien. Trwa ewakuacja, w ramach której zostanie ewakuowanych ponad 1500 osób. Tereny zostały otoczone przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), Gwardię Narodową i policję. Komunikacja i sygnały satelitarne zostały zakłócone" - można było przeczytać we wpisie po polsku zamieszczonym 6 lipca w serwisie X.
Po ataku na Ukrainę zaczęto straszyć zagrożeniem radioaktywnymŹródło zdjęcia: x.com Identyczne wpisy publikowano tego dnia w serwisie X między innymi po angielsku , niemiecku , hiszpańsku czy portugalsku . Najprawdopodobniej tłumaczono je automatycznie, a źródłem dla większości był wpis po polsku. To w nim nazwę Wysznewe zapisano błędnie jako "Wiśniowe" i w tej wersji kopiowano potem do wpisów w innych językach: także tych, w których nie ma polskiego znaku "ś". Polski wpis był też najpopularniejszy: wyświetlono go ponad 200 tysięcy razy.
Takie same wpisy z fałszywymi informacjami publikowano w różnych językach, często z polską, błędną nazwą miastaŹródło zdjęcia: x.com To mocne poszlaki, że mogła to być skoordynowana próba wywołania niepokoju i strachu, do której po raz kolejny wykorzystano rzekome zagrożenie radioaktywne.
"Stuprocentowe bzdury" z błędami
Bo takiego zagrożenia po ataku na Wysznewe nie było. Po bombardowaniu rzeczywiście ewakuowano około 600 osób, ale powodem były zniszczone lub grożące zawaleniem domy, a nie promieniowanie radioaktywne.
Już 7 lipca eksperci z serwisu Napromieniowani.pl uspokajali, że "poziom promieniowania w Kijowie jest w normie, na co wskazują zarówno autonomiczne stacje dozymetryczne, jak i prywatne pomiary naszych znajomych, którzy się tam znajdują". Ostrzegali, że alarmujące doniesienia o radioaktywnej chmurze nad Ukrainą to "stuprocentowe bzdury, które ani nie mają źródła, ani logicznych podstaw".
Tym bardziej, że w rozsiewanych plotkach źródłem promieniowania miało być trafienie w skład rakiet ze zubożonym uranem. Eksperci zauważyli jednak, że autorzy fejka nie mieli dogłębnej wiedzy na ten temat, ponieważ "nawet gdyby była tam taka amunicja, to nie spowodowałoby to powstania radioaktywnej chmury z jednej bardzo prostej przyczyny: zastosowany w tej amunicji uran jest niskoaktywny i nie wybucha ".
Skład pocisków "należał do NATO"? Nie
Na filmach z momentu ataku na Wysznewe widać natomiast potężną eksplozję, którą pokazywano we wpisach jako dowód na trafienie w skład radioaktywnej amunicji. Niektórzy internauci, którzy pisali o rzekomym promieniowaniu, twierdzili nawet, że były to magazyny należące do NATO.
Tajemniczości całej sprawie dodał jeszcze komunikat ukraińskiej armii z 6 lipca, że trafione budynki nie podlegały Siłom Zbrojnym Ukrainy. "Jednocześnie nadal obowiązuje rozkaz Naczelnego Dowódcy SZU zakazujący umieszczania składów amunicji i innych podobnych obiektów w pobliżu budynków cywilnych" - dodano w komunikacie. Wątpliwości rozwiał dopiero prezydent Wołodymyr Zełenski, który 9 lipca przekazał, że trafiono w składy amunicji ukraińskiego przedsiębiorstwa zbrojeniowego Ukroboronprom.
Może to tłumaczyć, dlaczego atak na Wysznewe wywołał aż tak duże straty i pożary wielu budynków. Tak bardzo pogorszyły one jakość powietrza w pierwszych godzinach po bombardowaniu, że mieszkańcom zalecano zostawać w domu, zamykać okna i korzystać z maseczek. Oczywiście autorzy sieciowych fake newsów wykorzystywali te informacje do straszenia rzekomym zagrożeniem radiacyjnym. Pokazuje to, jak cyniczne są działania prorosyjskich dezinformatorów, którzy starają się wprowadzić jeszcze większy chaos w miejscu, które zniszczyła wcześniej rosyjska armia.
Podpalili klasztor "dla ładnych zdjęć". Kreml wskazał winnego, Polacy powielają
Kolejna próba straszenia promieniowaniem
To kolejny przykład z wojny w Ukrainie, kiedy obywateli atakowanego i sąsiednich krajów próbuje się straszyć rzekomym zagrożeniem radioaktywnym.
Odbywa się to na różne sposoby. Do rzekomego trafienia w skład broni ze zubożonym uranem miało już dojść w maju 2023 roku. Wtedy mechanizm stworzenia fake newsa był podobny, bo radioaktywna chmura miała pochodzić z brytyjskich pocisków rzekomo ukrywanych w mieście Chmielnicki. "Idzie prosto na Polskę" - alarmowali anonimowi internauci, ale Państwowa Agencja Atomistyki uspokajała, że żadnego zagrożenia nie ma.
Kilka dni później wzrost poziomu radioaktywnego bizmutu miały odnotować stacje badawcze w Lublinie, ale szybko okazało się to kolejnym fake newsem stworzonym na kanwie poprzednich fałszywych doniesień o trafieniu w brytyjskie rakiety w Chmielnickim.
"Idzie prosto na Polskę". Uwaga na fake newsa o promieniowaniu
"Wzrost poziomu bizmutu w Lublinie"? Uwaga na fałszywy przekaz o promieniowaniu
Jeszcze wcześniej - po ataku Rosjan na Zaporoską Elektrownię Atomową w marcu 2022 roku - na lokalnych grupach w serwisach społecznościowych masowo publikowano wpisy o rzekomym wykupywaniu z polskich aptek roztworu jodu, czyli płynu Lugola. Dla osób pamiętających wybuch w elektrowni w Czarnobylu w 1986 roku miała to być sugestia, że - podobnie jak wtedy - nad Polską wisi zagrożenie promieniowaniem. Te informacje nie tylko były jednak nieprawdziwe, ale też potencjalnie niebezpieczne, bo nieprawidłowe przyjmowanie płynu Lugola może być groźne dla zdrowia.
Dezinformacja po atakach na elektrownie atomowe. Wyjaśniamy, dlaczego nie należy pić płynu Lugola
Ostrzegamy więc przed podobnymi przekazami: Rosjanie często wykorzystują rzekome zagrożenie promieniowaniem do wzbudzania strachu. Kiedy przeczytamy albo usłyszymy podobne rewelacje. Najlepiej zweryfikować je w oficjalnych źródłach, takich jak Państwowa Agencja Atomistyki, która na bieżąco monitoruję sytuację radiacyjną w kraju .