Najpierw stracił dłoń, a później życie. Tragedia młodego rencisty z powiatu sokołowskiego. Pan Grzegorz K. († 40 l.) zginął w tragicznym wypadku samochodowym dwa tygodnie po tym, jak przyznano mu rentę inwalidzką w związku z wypadkiem w pracy. Dwa lata temu amputowano mu dłoń po zderzeniu jego motocykla z tramwajem w Warszawie.
Dwa lata temu po wypadku motocykla z tramwajem amputowano mu dłoń.
Po długiej walce przyznano mu rentę z tytułu wypadku przy pracy.
Zginął w wypadku samochodowym zaledwie dwa tygodnie później.
Polecany artykuł:
Wypadek odebrał mu dłoń
Pasmo nieszczęść pana Grzegorza K. z powiatu sokołowskiego (woj. mazowieckie) rozpoczęło się dokładnie dwa lata temu. W czerwcu 2024 roku rozwiódł się z żoną i wyjechał do pracy w Warszawie. W stolicy zatrudnił się jako dostawca pizzy. Ciężko pracował po kilkanaście godzin, by zarobić na alimenty. Ciągle przemęczony zatrudniał się na dodatkowe godziny, bo nie zawsze wystarczało mu na życie. Aż wreszcie praca ponad siły nie wyszła mu na dobre.
Jadąc motocyklem z pizzą do klienta, wjechał pod tramwaj. Wyglądało to na niegroźny wypadek, ale najbardziej ucierpiała prawa dłoń Grzegorza. W głęboką ranę ręki wdało się zakażenie i sepsa. Niestety lekarze, by ratować życie mężczyzny, byli zmuszeni amputować mu dłoń.
Polecany artykuł:
Dwa lata walki o rentę
Aż wreszcie w jego pieskim życiu coś zaczęło się układać.
Nie zdążył nacieszyć się świadczeniem
Radość pana Grzegorza nie trwała długo, bo zginął w wypadku drogowym, w drodze do rodziny w Białej Podlaskiej, dwa tygodnie po przyznaniu renty. Kilkanaście minut po godz. 22, jadąc swoją skodą trasą Siedlce - Międzyrzec, podczas wyprzedzania innego samochodu zderzył się z prawidłowo jadącym autem osobowym. Jego skoda wypadła z drogi, dachowała i rąbnęła w drzewo.
Mężczyzna zginął na miejscu. - Biedak nie zdążył się nacieszyć rentą - ociera łzy pan Mariusz, przyjaciel Grześka.
Polecany artykuł: