RAK
    "Dwie nieprzespane noce". Żywioł uderzył w kurort nad Bałtykiem

    "Dwie nieprzespane noce". Żywioł uderzył w kurort nad Bałtykiem

    2767 odsłon
    "Dwie nieprzespane noce". Żywioł uderzył w kurort nad Bałtykiem
    • To były dwie nieprzespane noce - mówi Wirtualnej Polsce burmistrz Krynicy Morskiej Sylwia Szczurek. Miejscowość zmagała się z potężnym sztormem, który najmocniej uderzył właśnie w rejonie Mierzei Wiślanej. Wiatr przekraczał 100 km/h. Sytuacja na miejscu powoli wraca do normy, chociaż plaża w Krynicy ciągle wygląda jak po ciężkiej bitwie.

    • Od wczoraj na terenie powiatu nowodworskiego interweniowaliśmy łącznie 42 razy w związku z silnym wiatrem. Działania polegały głównie na usuwaniu powalonych drzew i połamanych konarów, które zagrażały bezpieczeństwu mieszkańców, użytkowników dróg oraz obiektów - przekazała w czwartek po południu rzeczniczka Komendy Powiatowej PSP w Nowym Dworze Gdańskim kpt. Anna Piechowska.

    Jak sytuacja po sztormie wygląda na samym wybrzeżu? - Morze zabrało ze 40 m plaży - mówią Wirtualnej Polsce obecni na plaży w Mikoszewie ratownicy.

    Trump do Zełenskiego o Nawrockim. Nagrali, co powiedział

    Tutaj - nieopodal ujścia Wisły - plaża jest najszersza. Mimo ubytku ok. 40 m ciągle mamy bardzo szeroki pas piachu.

    [1/3] Plaża w Mikoszewie Źródło zdjęć: Materiały własne | Tomasz Waleński Mimo że najgorsze minęło, pogoda dalej nie zachęca do plażowania. To nie odstraszyło jednak amatorów poszukiwania bursztynów, którzy tłumnie wyszli na plaże zbierać to, co liczyli, że morze wyrzuciło. - Niestety nie mamy praktycznie nic - mówią zbieracze z drugiego końca Polski. - Wczoraj nie poszliśmy na plażę. Zostaliśmy w domu, a jutro już wyjeżdżamy. No cóż, pogoda mogłaby być lepsza. Może chociaż bursztyny dopiszą - mówi Wirtualnej Polsce rodzina.

    Przed południem poszukiwanie złota Bałtyku ściągnęło do Mikoszewa dziesiątki - jak nie setki osób. - To tutaj normalne. Po sztormie zawsze tak jest - mówią ratownicy. - Tym razem wiał wiatr z północy. Nie wiemy, czy to przełoży się na lepsze zbiory - dodają.

    W samej miejscowości poza utratą plaży szkód nie odnotowano. Sezon przebiega tu na razie sennie. Większość punktów gastronomicznych tego dnia było pozamykana, na ulicach także próżno szukać spacerujących turystów.

    "Dwie nieprzespane noce"

    Gorzej sytuacja wygląda natomiast w Krynicy Morskiej. - Taki sztorm w lipcu jest bardzo nietypowy - mówi Wirtualnej Polsce burmistrzyni Sylwia Szczurek. - Za nami dwie nieprzespane noce - wskazuje.

    [1/4] Zniszczenia na plaży w Krynicy Morskiej. Najbardziej ucierpiałiała Kinderlandia Źródło zdjęć: Materiały własne | Tomasz Waleński Na szczęście nie doszło do większych zniszczeń. - Najbardziej ucierpiał jeden z punktów na plaży, który miał dmuchane atrakcje dla dzieci - podkreśla. Szczurek wskazuje, że przygotowania miasta na żywioł - na plaży przed lokalami ustawiano duże worki budowlane z piaskiem, okazały się w dużej mierze skuteczne.

    • Jeden punkt ma oberwany dach. Poza tym strażacy skupiali się na usuwaniu ułamanych gałęzi. Ciągle czekam na pełen raport od służb. Woleliśmy jednak dmuchać na zimne - podkreśla w rozmowie z Wirtualną Polską. Jakie jeszcze przygotowania podjęto? - Wydaliśmy rekomendację o ewakuacji trzech obozów harcerskich, które u nas goszczą. Wszystko odbyło się spokojnie i bezpiecznie. Dzieci zjadły jeszcze kolację, po czym noc spędziły w szkole, gdzie przygotowaliśmy dla nich nocleg - wskazuje.

    • W związku z tym pojawił się jedynie problem ze śniadaniem. Brakowało naczyń dla 750 nocujących w szkole dzieciaków. Wszystko udało się jednak załatwić i po śniadaniu harcerze mogli bezpiecznie wrócić do swoich obozów - zaznacza.

    Sytuacja na plaży w dalszym ciągu pozostaje jednak daleka od normy. Na miejscu trwa wielkie sprzątanie. Usypane wcześniej wały i zabezpieczenia są teraz rozbierane, a podmyte i rozrzucone drewniane podesty, które wcześniej powstały wokół wielu punktów gastronomicznych, powoli wracają na swoje miejsce. Brakuje jednak jednego: plaży. W dalszym ciągu wieje silny wiatr, fala jest wysoka i zabiera to, co zostało.

    "Niewiarygodne"

    • Może zabrało ze 30 metrów - mówią Wirtualnej Polsce właściciele Kinderlandii - najbardziej poszkodowanego na krynickiej plaży punktu.

    Obraz, jaki widzimy na miejscu, przypomina pobojowisko. Dmuchane atrakcje leżą porozrzucane po okolicy. Ze znajdującego się na miejscu kontenera zostały zgliszcza.

    • To wszystko wydarzyło się w ciągu raptem pół godziny. Woda podeszła, zerwała ścianę, budka się przechyliła i nie było czego zbierać - mówi jeden z właścicieli, uprzątając jednocześnie teren. [1/7] Plaża w Krynicy Morskiej Źródło zdjęć: Materiały własne | Tomasz Waleński
    • Niewiarygodne jest jednak to, co dzieje się teraz. Ludzie zabierają nam towar, który był w lodówkach. Inni mówią natomiast, że "to dobrze, że nas pokarało, bo zabieraliśmy plaże". Tej plaży było jeszcze ze 30 m! - dodaje.

    W czasie naszej rozmowy podchodzi do nas zainteresowany turysta. - Panowie, ale was zmasakrowało! Otworzycie? - pyta. - Zapraszamy w sobotę na lody - odpowiada mu jeden z właścicieli, pracując jednocześnie na drabinie.

    Sam zdziwiony dopytuje: Otworzycie faktycznie tak szybko? - Pewnie - słyszę.

    Inne punkty miały więcej szczęścia. Znajdujące się obok punkty gastronomiczne miały już się dzisiaj pootwierać. - Wracamy do normalności. Mieliśmy jeden dzień przerwy - wczoraj. Dzisiaj działamy normalnie - słyszę od pracowników.

    Turyści jednak zaglądają dzisiaj sporadycznie. Spacerują, oglądają zniszczenia - w barach i restauracjach jednak pusto.

    Kawałek dalej w pocie czoła pracują ratownicy. - Straciliśmy jedną wieżę i łódź. Wieżyczka upadła na nią i ją zniszczyła - mówi nam jedna z obecnych na miejscu ratowniczek. - Dzisiaj sprzątamy - podkreśla. Nad naszymi głowami cały czas powiewa czerwona flaga. To oznacza jedno - kąpiel jest zabroniona.

    Jak zatem ratownicy oceniają uderzenie żywiołu? - Sytuacja była poważna. Jeden z naszych ratowników został wczoraj ranny. Skończyło się na kilku szwach. Musieliśmy zamknąć wejścia na plaże, bo woda podchodziła pod wydmy. Ludzie mimo to próbowali wejść i nawet moczyć nogi. To skrajna nieodpowiedzialność - dodaje rozmówczyni Wirtualnej Polski.

    Na potwierdzenie tych słów długo nie musimy czekać. Rozmowę przerywa gwizdek innego ratownika. Znowu ktoś zbliża się do wody.

    Dziennikarz Wirtualnej Polski, związany z redakcją od sierpnia 2021 roku. Wcześniej pracował w agencji informacyjnej Reuters. Zainteresowany polityką polską i niemiecką. Z Trójmiastem związany od czasów studiów.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era