
Uroczystości ukraińskiej społeczności w Gdańsku Zdjęcie: Domivka Gdansk Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”) pisze w czwartkowym wydaniu (16.07.2026) o zatrudnieniu ukraińskich uchodźców i dobrych wynikach, jakie osiągają w tym zakresie Polska i Czechy.
Niecałe cztery i pół roku po inwazji Rosji na Ukrainę w Niemczech mieszka ponad 1,35 mln uchodźców wojennych z Ukrainy. Stają się stopniowo coraz bardziej widoczni również w zakładach pracy. Według niektórych badań wskaźnik zatrudnienia uchodźców z Ukrainy w Niemczech przekroczył już poziom 50 proc. „W porównaniu z innymi krajami przyjmującymi uchodźców wyniki Niemiec w zakresie integracji są jednak nadal umiarkowane” – pisze Niklas Zimmermann w artykule pt. „Uczyć się od Polski”.
Autor przytacza najnowsze badania Fundacji Bertelsmanna , w których politolog Dietrich Thränhardt dochodzi do wniosku, że w Niemczech marnuje się duży potencjał. Przyczyny upatruje tylko częściowo w świadczeniach socjalnych. Większe znaczenie mają restrykcyjne warunki dostępu do zawodów oraz pracodawcy, którzy nie doceniają kwalifikacji Ukraińców.
Polska i Czechy robią to lepiej
Jak można to zrobić lepiej, pokazują wschodni sąsiedzi Niemiec – Polska i Czechy – pisze „FAZ”. Oba kraje przyjęły więcej uchodźców wojennych w przeliczeniu na mieszkańca i jednocześnie osiągnęły znacznie wyższe wskaźniki zatrudnienia. Podczas gdy w pierwszej połowie 2025 roku w Polsce było to 68 proc., w Czechach – 66 proc., to w Niemczech zaledwie 39 proc.
Oba kraje – jak czytamy – zajmują czołowe miejsca w całej Europie także pod względem innego wskaźnika jakości integracji. Chodzi o zarobki. W Czechach ukraińscy uchodźcy zarabiają średnio 85 proc. mediany wynagrodzenia czeskich pracowników, w Polsce – 79 proc. Niemcy z kolei zajmują ostatnie miejsce wśród 16 europejskich krajów przyjmujących uchodźców, z wynikiem 50 proc. „Niemiecka obietnica wolniejszej, ale za to trwalszej integracji poprzez kursy językowe i szkolenia zawodowe jak dotąd przynosi niewielkie efekty” – pisze Zimmermann. I cytuje wnioski z badań Fundacji Bertelsmanna: „Już od dawna Ukraińcy przynoszą Polsce i Czechom większe wpływy z podatków, niż kosztują świadczenia socjalne – znacznie niższe w porównaniu z Niemcami”.
I choć język polski i czeski są dla Ukraińców łatwiejsze do opanowania niż niemiecki, autor badania Dietrich Thränhardt zwraca również uwagę na fakt, że w obu krajach już w pierwszej połowie 2022 roku stworzono „podstawy strukturalne”, czyli procedury cyfrowe, które ułatwiają kontakt z urzędami i szerokie uznawanie kwalifikacji.
W Polsce fala nienawiści
„FAZ” zwraca też uwagę na zmianę nastrojów w Polsce wobec ukraińskich uchodźców. W osobnym artykule dziennik zamieszcza relację z Warszawy o nasilaniu się ataków na Ukraińców.
„Są one również konsekwencją politycznej rywalizacji o najbardziej antyukraińskie stanowisko” – pisze korespondent gazety Stefan Locke. Przypomina o incydentach w Bielsku-Białej, Sosnowcu i Łodzi.
„Jeszcze niedawno większość Polaków była dumna z tego, że należy do pierwszych i największych sojuszników Ukrainy ” – pisze „FAZ”. Przychylne nastawienie wobec Ukraińców już od pewnego czasu zaczęło się zmieniać: „W kampanii wyborczej przed rokiem obecny prezydent Karol Nawrocki domagał się zakończenia rzekomych szczególnych przywilejów i świadczeń socjalnych dla ukraińskich uchodźców. Wyraźny impuls do wzrostu antyukraińskich nastrojów pojawił się po tym, jak Nawrocki w czerwcu odebrał prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego – najwyższe polskie odznaczenie – w sporze dotyczącym oceny Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Według szacunków polskich historyków UPA zamordowała podczas II wojny światowej około 100 tys. polskich cywilów”.
Autor przytacza wyniki ostatnich sondaży, w których jedynie 29 proc. Polaków deklarowało sympatię wobec Ukraińców, a 43 proc. prezentowało raczej negatywne nastawienie. „Jeszcze trzy lata temu proporcje były odwrotne” – zaznacza.
Wyścig o antyukraińskie stanowiska
W rezultacie – jak pisze „FAZ” – między partiami politycznymi wybuchł swoisty wyścig o zajęcie najbardziej antyukraińskiego stanowiska. Na czele stoi prezydent Nawrocki. Domaga się odmowy Ukrainie członkostwa w UE i NATO, dopóki nie rozliczy ona swojej „brutalnej historii” oraz nie będzie traktować Polski „jak równorzędnego partnera”.
Jest to zgodne ze stanowiskiem Konfederacji, która ponadto postuluje całkowite wstrzymanie wszelkiej pomocy finansowej dla Kijowa. Tymczasem Przemysław Czarnek jako główny kandydat PiS w wyborach parlamentarnych w 2027 roku, który ma powstrzymać odpływ wyborców PiS do Konfederacji, „zaczął ostatnio głośno domagać się czegoś, czego dotąd żądał jedynie Kreml: natychmiastowego wstrzymania wszelkiej pomocy dla Ukrainy oraz zamknięcia Polski jako korytarza tranzytowego dla dostaw broni przekazywanej przez inne państwa”. Nawet dla prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego poszedł za daleko – ocenia Stefan Locke i dodaje, że po publicznej reprymendzie, jakiej udzielił mu prezes PiS, nie wiadomo, czy Czarnek pozostanie głównym kandydatem partii w wyborach.
„Koszty tego politycznego spektaklu ponoszą jednak Ukraińcy mieszkający w Polsce” – stwierdza i przypomina, że wiosną rząd Donalda Tuska odebrał im liczne świadczenia socjalne. „Mimo że zdecydowana większość Ukraińców w Polsce pracuje i – według wyliczeń audytorów gospodarczych – wpłaca do polskiego budżetu niemal siedmiokrotnie więcej w podatkach i składkach na ubezpieczenia społeczne, niż wynoszą świadczenia wypłacane potrzebującym Ukraińcom”.
Do tego dochodzi narastająca wrogość społeczna. Władze zaczęły jednak reagować – czytamy w „FAZ”.