RAK
    PiS musi określić się na nowo. To nie Czarnek jest problemem [OPINIA]

    PiS musi określić się na nowo. To nie Czarnek jest problemem [OPINIA]

    902 odsłon
    PiS musi określić się na nowo. To nie Czarnek jest problemem [OPINIA]

    Prawo i Sprawiedliwość - podobnie zresztą jak Koalicja Obywatelska - musi wymyślić się na nowo. I to właśnie to, a nie kandydat na premiera, jest obecnie głównym problemem tej formacji. Polska polityka głęboko się zmieniła i metody sprzed kilku lat już się w niej sprawdzają - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.

    Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

    Czy Przemysław Czarnek zostanie odwołany z funkcji kandydata na premiera z PiS? Szczerze - przynajmniej na tym etapie - wątpię, bo to byłoby przyznanie się do błędu, a tego politycy żadnej formacji szczególnie nie lubią.

    Twardy elektorat byłby zawiedziony, decyzja ta zostałaby uznana za zwycięstwo frakcji Mateusza Morawieckiego (a na to nie zgodzą się obecnie inne pisowskie frakcje), a i korzyści nie byłoby wielkich. Dlaczego? Bo głównym problemem partii wcale nie jest kandydatura Czarnka, a strategia, jaką przyjęto, a której on jest jedynie symbolem.

    Strategia, o której mowa, choć przez lata się sprawdzała, dzisiaj jest już kompletnie nieskuteczna, a najlepszym na to dowodem jest fakt, że nie tylko nie było "efektu Czarnka" (no, chyba że za taki uznać znaczny sondażowy spadek PiS), ale nie pojawił się także korzystny trend wyborczy związany z Karolem Nawrockim. Prezydent władzę wziął, a jego wystawienie okazało się sukcesem, ale nie przyniosło to żadnych korzyści samej partii.

    Czarnek broni swoich słów. Tłumaczy reakcję Kaczyńskiego

    Dlaczego tak jest? Bo zmieniła się konfiguracja polityczna w Polsce. Jeszcze kilka lat temu po prawej stronie realnie liczył się tylko PiS, a wszystkie - mniej lub bardziej efemeryczne twory polityczne udawało się zniwelować - dzięki zręcznym przesunięciom akcentów w przekazie. Jarosław Kaczyński niezmiennie manewrował i dzięki przejmowaniu części postulatów, retoryki i przekazu innych prawicowych partii likwidował je, a ich wyborcom oferował nowy, dostosowany do ich potrzeb PiS.

    Teraz jednak sytuacja jest inna, bo po prawej stronie istnieje już przynajmniej jedna, trwała (nawet jeśli wewnętrznie podzielona) formacja, która prezentuje odmienny model prawicowości (mowa oczywiście o Konfederacji), a druga (wciąż nie jest jasne, na ile trwała, a na ile efemeryczna) cierpliwie wyrąbuje sobie własną przestrzeń w elektoracie (mowa o Koronie Polskiej Grzegorza Brauna).

    Partie te - czy się to komuś podoba, czy nie - zbudowały nową formę przekazu, mają zasadniczo odmienny program i rozumienie prawicowości niż PiS, a część z ich narracji pozostaje wyraźnie antypisowska. Ten model prawicowości jest zaś na tyle trwały i określony, że nie da się go po prostu skopiować i przedstawić jako własny.

    PiS jest do tego zresztą tym bardziej niezdolny, że akurat kluczowe dla rosnącego poparcia dla obu Konfederacji są te elementy programowe (a może lepiej powiedzieć emocjonalne), które są absolutnie sprzeczne z DNA politycznym dawnego PiS. Antyukraińskość, wezwanie do realistycznej (moim zdaniem serwilistycznej, ale pozostańmy przy pozytywnym dla obu Konfederacji języku) polityki wobec Rosji, niechęć do opieki socjalnej - to wszystko kształtuje tę część elektoratu, która teraz chce głosować na nową polską prawicę. I to wszystko stanowiło istotny element prowadzonej przez partię Jarosława Kaczyńskiego polityki.

    I właśnie stąd bierze się rażąca nieskuteczność polityki, której symbolem miał być Przemysław Czarnek. U podstaw tego pomysłu legło przekonanie, że metodą na odzyskanie wyborców utraconych na rzecz obu Konfederacji ma być to samo, co zawsze, czyli przejęcie części ich postulatów, retoryki i narracji, pozbawienie ich tlenu, dociśnięcie do ściany i odzyskanie części utraconego prawicowego elektoratu. Tyle że w zmienionej sytuacji politycznej to już nie działa.

    Obie Konfederacje, a konkretniej proponowany przez nie model prawicowości, są już trwałym elementem sceny politycznej, a PiS nie jest w stanie wiarygodnie stać się ich kopią. Nie da się wygumkować ani niezmiennych spotkań z Wołodymyrem Zełenskim, ani wielomiliardowych (słusznych) donacji militarnych dla Ukrainy, ani rozwiązań prouchodźczych, które mają oblicze PiS. I żadna, nawet najostrzejsza retoryka Przemysława Czarnka tego nie zmieni.

    Jakby tego było mało, na co zwraca uwagę w swoich wpisach w sieciach społecznościowych Wojciech Mucha (jeden z mocno krytycznych wobec kierunku zmian w PiS publicystów o poglądach prawicowych), skręt w radykalne, niepisowskie regiony odpycha od tej partii bardziej umiarkowanych wyborców, tych, którzy cenili ją za geopolityczną przenikliwość Lecha Kaczyńskiego czy zdolność do przeciwstawiania się najbardziej radykalnym siłom na prawicy. Strategia PiS nie przynosi więc zysku wśród wyborców Konfederacji i dodatkowo generuje odpływ bardziej umiarkowanego elektoratu. Z której strony nie spojrzeć, jest więc słabo.

    A jest słabo nie dlatego, że Przemysław Czarnek jest złym politykiem (bo nim nie jest, to jeden ze zdolniejszych polskich przedstawicieli prawicy), a dlatego, że przyjęto złą strategię. PiS wydaje się nie dostrzegać, że czas, gdy był jedyną prawicą i obsługiwał wszystkie wrażliwości, po tej stronie minął. Teraz, zamiast wdzięczyć się do wszystkich, trzeba zacząć cierpliwie budować nową niekonfederacką tożsamość lub spróbować wrócić do tej, która była wcześniej - socjalnej, geopolitycznie proukraińskiej, umiarkowanie konserwatywnej.

    Inne drogi będą oznaczać kopiowanie rozwiązań Konfederacji, a to - co widać - przynosi zyski tylko jej, a nie PiS. Jak długo trendseterem na prawicy pozostanie Braun, tak długo PiS nie odbuduje swojego znaczenia.

    W KO podobnie

    Uczciwie rzecz ujmując, choć to materiał na zupełnie inny tekst, w analogicznej sytuacji znajduje się także Koalicja Obywatelska. Duopol dobiegł końca. Ani Kaczyński, ani Tusk nie mogą zbudować samodzielnie rządu, obaj nauczyli się funkcjonować wyłącznie w opozycji-relacji do siebie, i obaj nie potrafią sprawnie funkcjonować w przestrzeni, w której realnymi graczami są także mniejsze podmioty.

    Efektem tej sytuacji może być zaś to, że za półtora roku - jeśli deklaracje PiS okażą się prawdziwe - nie będziemy w stanie (bo PiS nie weźmie do koalicji Brauna) zbudować większościowej koalicji. Czy rzeczywiście tak będzie, zależy w znacznym stopniu od tego, czy dwaj doświadczeni gracze - PiS i KO - nauczą się grać w nowej rozgrywce, czy też wciąż będą odgrywać stary spektakl…

    Jeśli zacznie się nowa gra, to zapewniam, że Przemysław Czarnek także będzie w niej skutecznie uczestniczył, bo jest to polityk, który umie grać na różnych strunach. Na tym etapie realizuje zadania, jakie przed nim postawiono, a że rozeznano błędnie, to i spodziewanych skutków nie ma.

    Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.

    Filozof religii, pisarz i jeden z najbardziej wpływowych publicystów w Polsce. Gospodarz programów w RMF FM i RMF 24. Autor kilkudziesięciu książek, w tym głośnych tytułów: „Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła”, „Czy konserwatyzm ma przyszłość?” oraz „Jasna Góra. Biografia”. Znany z bezkompromisowej analizy kryzysu instytucjonalnego Kościoła oraz walki o transparentność i prawa ofiar nadużyć. W pracy łączy warsztat naukowy z ciętym komentarzem społecznym i politycznym.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era