RAK
    11 Sztuka życia po swojemu Złotniczka i lalkarz przenieśli stary spichlerz. Potem złożyli go jak puzzle

    11 Sztuka życia po swojemu Złotniczka i lalkarz przenieśli stary spichlerz. Potem złożyli go jak puzzle

    1624 odsłon
    11 Sztuka życia po swojemu Złotniczka i lalkarz przenieśli stary spichlerz. Potem złożyli go jak puzzle

    Ola i Adam zawsze wierzyli, że stare drewno skrywa duszę. Po tym, jak tchnęli nowe życie w spichlerz, który teraz jest ich domem, natrafili na kolejny zrujnowany budynek z Podlasia. Postanowili ponownie podjąć wyzwanie, odnawiając go krok po kroku. Poznaj ich niezwykłą inwestycję w cyklu „Metamorfozy na Plus”.

    Zakup posiadłości pod Warszawą

    To miało być ich miejsce na ziemi — z jednej strony z potrzeby ciszy, z drugiej z fascynacji dawną drewnianą architekturą. Ola i Adam (ig: sielsko.pa ) trafili tu przypadkiem, ale zostali na dobre. On — aktor i lalkarz, ona — złotniczka i projektantka. Dziś prowadzą „Sielsko”, kameralne siedlisko położone wśród mazowieckich lasów, które stało się ich domem, warsztatem i przestrzenią twórczą jednocześnie.

    Historia zaczęła się gdy znaleźli swoje miejsce na ziemi.

    W momencie zakupu posiadłości był już tutaj stary, drewniany kurpiowski dom oraz przeniesiony z Podlasia spichlerz adaptowany na domek letniskowy przez poprzedniego właściciela, który planował zrobić tutaj coś w rodzaju skansenu. Sam był zakochany w tym miejscu, więc kiedy go zapytałem, dlaczego zdecydował się na sprzedaż, 85-latek odpowiedział: „Bo ja już powoli wybieram się do innej rezydencji" — opowiada Adam. Dzikość Puszczy Białej tuż za płotem, sąsiedztwo rzeki Bug i klimat wiejskich drewnianych zabudowań sprawiły, że Ola i Adam zdecydowali się na kupno właśnie tej posesji i przeprowadzkę.

    Po finalizacji transakcji przyszedł czas na pierwsze decyzje dotyczące zabudowy. Jednak jak to bywa ze starym budownictwem, rzeczywistość szybko zweryfikowała ich plany. Zastany kurpiowski dom , choć pozornie w dobrej formie, nie nadawał się ani do zamieszkania, ani do remontu.

    • Zostaliśmy więc ze „śpichlerzem" i wpadliśmy, na pomysł (przez niektórych uważany za szalony), zamieszkania właśnie w tym budynku - wspomina Ola.

    Wprawdzie wymagał on wielu przeróbek - łazienki, kuchni, schodów - ale decyzja okazała się przełomowa. Udało się stworzyć wyjątkowy całoroczny dom, a z nim narodziła się prawdziwa pasja do konstrukcji z bali , która zaowocowała udaną metamorfozą.

    – W cyklu „Metamorfozy na Plus” prezentujemy przedsięwzięcia, dzięki którym zapomniane historyczne obiekty i wnętrza otrzymują drugie życie za sprawą pasjonatów, racjonalnych biznesmenów, rzetelnych samorządowców, czy wreszcie – niespokojnych dusz... Wszyscy oni ożywiają dzięki swoim wizjom dorobek umysłów i rąk pokoleń architektów, inwestorów i budowniczych, którzy na placu budowy zostawili przed laty nadzieję, że ich dzieło ucieszy w odległej przyszłości jeszcze niejedno oko… W poszukiwaniu drewna z duszą

    Pomysł na kolejny domek, tym razem gościnny zrodził się naturalnie — po udanej adaptacji pierwszego spichlerza, Ola i Adam wiedzieli już, że chcą pójść tą samą drogą. Zaczęli więc rozglądać się za kolejnym drewnianym budynkiem, który będzie można przewieźć i wyremontować, aby mógł stać się częścią ich siedliska.

    • Kiedy już wpadliśmy na pomysł zbudowania domku gościnnego ze spichlerza z bala, rozpoczęliśmy poszukiwania - wspominają.

    Ich posiadłość znajduje się w sercu Kurpi Białych, w widłach Bugu i Narwi. To blisko Podlasia, gdzie do dziś przetrwały relikty dawnej drewnianej architektury.

    • Zaczęliśmy przeglądać ogłoszenia w internecie i organizować wycieczki po malowniczych wioskach. Od tamtego czasu, już zawsze zwracamy uwagę, czy na wiejskich podwórkach stoi coś ciekawego w tym temacie - przyznaje z uśmiechem Adam.

    Warto jednak zauważyć, że problemem w tego rodzaju przedsięwzięciach nie jest brak budynków - wiele z nich wciąż jeszcze istnieje - ale ich stan techniczny. Te, które przetrwały, nierzadko są już bliskie zgnicia, więc nowe pokolenia właścicieli często po prostu się ich pozbywa.

    W trakcie wytrwałych poszukiwań budynku, który będzie można zaadaptować na własne potrzeby, traf chciał, że to tata Oli wypatrzył spichlerz, który jest głównym bohaterem tego artykułu. Z pozoru wyglądał na ruinę, ale doświadczenie podpowiadało właścicielom, by nie oceniać książki po okładce.

    Na miejscu okazało się, że konstrukcja zbudowana z ponad stuletnich bali świerkowych, oparta na dębowych podwalinach, jest w dobrej kondycji. Budynek powstał jeszcze przed wojną, a drewno pochodziło z lasu należącego do gospodarza.

    • Pamiętam, jak zapytałem mojego tatę, kiedy jeszcze wydawało mi się to arcytrudne: „Damy radę go sami przenieść?” Na co on odpowiedział krótko: „Pewnie, że damy” - wspomina Adam.

    Remont na własną rękę

    Rozebranie, transport, rekonstrukcja i aranżacja spichlerza z Podlasia na domek gościnny — wszystko to Ola i Adam wykonali samodzielnie, z pomocą rodziców i przyjaciół.

    Choć zasięgali rad u znajomych specjalistów od drewnianej architektury, większości rzeczy uczyli się w trakcie prac, metodą prób i błędów. To był prawdziwy sprawdzian wytrwałości, ale też ogromna lekcja zaufania — do siebie nawzajem i do materiału, z którym pracowali.

    Jak już zostało to wspomniane, budynek w chwili zakupu na pierwszy rzut oka wydawał się ruiną - dach miejscami zapadnięty, w szczycie stary gołębnik. Jego poprzedni właściciel planował wykorzystać go więc na opał. Ale w przypadku spichlerzy to nie wygląd gra główną rolę — kluczowe są bale, które tworzą całą konstrukcję.

    W tym przypadku — świerkowe, ponad stuletnie, wsparte na solidnych dębowych podwalinach. I co równie istotne, drewno pochodziło z lasu należącego do rodziny gospodarza, co miało niebagatelne znaczenie. Ludzie budujący na prywatny użytek, z własnych zasobów, często wybierali najlepsze drzewa.

    Stare drewno to zupełnie inna jakość — nieporównywalna z tym, które dostępne jest obecnie.

    Warto wiedzieć, że nie można porównać drewna produkowanego dzisiaj do tego, które pozyskiwano kiedyś. Obecnie drzewa rosną „na wyścigi”, ścina się młode okazy o rzadkich słojach, po czym ekspresowo suszy w suszarni i gotowe. Starych drzew jest już dziś niewiele, a ponadto zbrodnią byłoby wycinać te zdrowe. Kiedyś było inaczej, lasów było więcej, drzewa były starsze. Do budowy wybierało się najlepsze okazy, które wycinało się zimą (kiedy znajdują się w stanie spoczynku) i suszyło latami na powietrzu. Nie mówiąc już o takich szczegółach jak cięcie maszynowe, które podobno (z powodu temperatury), również negatywnie wpływa na surowiec. Stare drewno to zupełnie inna jakość. Widać to „z daleka”, porównując usłojenie dawnego i dzisiejszego materiału do budowy - wyjaśnia Adam. Przeniesienie starego spichlerza

    Pierwszym krokiem była „demolka” — dosłownie. Dach bez większego sentymentu został ściągnięty. Potem przyszedł czas na rozbiórkę właściwej konstrukcji. Technika? Jak to ujęli właściciele - prosta jak budowa cepa. Drewniane kliny wbijane pomiędzy bale, pozwalały je delikatnie wypchnąć z narożnych złączy — tak zwanych jaskółczych ogonów. Element po elemencie spichlerz znikał z pierwotnego miejsca.

    • Każdy bal jest inny, musi być przed rozbiórką ponumerowany i złożony dokładnie w takiej samej konfiguracji — tłumaczą właściciele.

    Precyzyjna numeracja pozwoliła później odtworzyć całość z zachowaniem pierwotnego układu. Proces składania przypominał układanie ogromnych puzzli, gdzie każdy kawałek ma swoje ściśle określone miejsce.

    Całość rozebranych bali Ola i Adam przewieźli pożyczonymi dostawczakami, a na miejscu, już w Sielsku, rozpoczęło się mozolne zestawianie konstrukcji. Młoty, drewniane podkładki i dużo precyzji — tak wyglądał ich codzienny krajobraz przez kolejne tygodnie.

    Ściany udało się odtworzyć wiernie. Gorzej było z dachem i podłogą — te elementy trzeba było wykonać od nowa. W tym momencie przeszli już od rekonstrukcji spichlerza do tworzenia pełnoprawnego domku gościnnego, który rządzi się innymi wymaganiami niż budynek gospodarczy.

    • Wstawiliśmy drewniane okna i ociepliliśmy budynek od środka. Zwieńczeniem całego procesu są śparogi lub inaczej mówiąc koźlarze (zależnie od regionu), czyli ozdobne zakończenia szczytów dachu, bardzo charakterystyczne dla regionu kurpiowskiego - relacjonuje Ola.

    Wnętrze z duszą i zapachem świeżego drewna

    Po zamknięciu prac konstrukcyjnych przyszedł czas na wnętrze — równie ważne jak sama bryła. Po ociepleniu ścian budynek został wykończony deskami na pióro-wpust, które nie tylko zapewniły szczelność i estetykę, ale też nadały przestrzeni świeży zapach drewna, który wita każdego, kto przekroczy próg.

    Parter spichlerza urządzono z wyczuciem — bez zbędnych ozdobników, ale z dbałością o detale. Mały aneks kuchenny z drewnianym kredensem sąsiaduje z prostym stołem, krzesłami i ludową ławeczką, na której spoczywa sześciokilowa łopata łosia — niecodzienny akcent, który przyciąga wzrok. Obok niej leśny gobelin po babci, drewniany kufer i chłopskie, rozsuwane łoże (wciąż w renowacji) — każdy przedmiot ma tu swoją historię i funkcję.

    Schody prowadzą na niewielką antresolę w szczycie budynku, wysuniętą ponad podcień. To właśnie tam urządzono sypialnię — miejsce, z którego przez okno można obserwować działkę i przylegający las.

    W tylnej ścianie szczytowej zachowało się oryginalne wycięcie.

    W nim zamieściliśmy mały witraż fusingowy w kolorach lasu, który rzuca zielone wędrujące światło. Równie dużą wagę przywiązano do detali technicznych.

    • Chcieliśmy, żeby instalacja elektryczna nie wyglądała zbyt nowocześnie — tłumaczy Ola.

    Zdecydowali się więc na natynkowe prowadzenie kabli, z porcelanowymi kontaktami i włącznikami w czarnej oprawie. Jednocześnie nie zrezygnowali z niezbędnych wygód — w domku działa pompa ciepła z funkcją klimatyzacji, dzięki której można tu nocować przez cały rok.

    Dla kogo powstało „Sielsko”? Miejsce z duszą, nie definicją

    „Sielsko” nie jest klasyczną agroturystyką – właściciele wolą mówić o nim „arteturystyka”, bo to miejsce zrodziło się z potrzeby tworzenia, nie tylko odpoczynku.

    Siedlisko Oli i Adama powstało na przecięciu ich pasji – aktorskiej, lalkarskiej i rzemieślniczej – oraz wspólnego poczucia estetyki, zakorzenionego w miłości do drewna , natury i sztuki.

    To przestrzeń, która działa na wielu poziomach – jako dom, pracownia i ośrodek twórczy. Funkcjonuje tu warsztat złotniczy, w którym odbywają się kameralne kursy oraz wyjątkowe warsztaty dla par, podczas których można własnoręcznie wykonać ślubne obrączki. Ola i Adam budują tu lalki teatralne, scenografie, a nawet realizują własne spektakle – m.in. na zlecenie Skansenu im. Marii Żywirskiej w Brańszczyku.

    W planach – i częściowo już w realizacji – właściciele mają również zajęcia grupowe: arteterapia, terapia leśna, warsztaty teatralne czy witrażowe.

    – To miejsce zarówno dla kogoś, kto ma potrzebę pobudzenia swojej kreatywności, jak i dla kogoś, kto potrzebuje tylko trochę oddechu, między lasem a malowniczymi wioskami – podkreślają właściciele.

    Dziś Ola i Adam z dumą spoglądają na efekt swojej metamorfozy i z nadzieją patrzą w przyszłość. Na zakończenie z wdzięcznością wspominają tych, bez których nie udałoby się zrealizować projektu: Basię, Romka, Andrzeja, Waldka, Łukasza, Filipa i Sławka.

    Inne „Metamorfozy na Plus”. Zobacz najbardziej spektakularne przemiany!

    W naszym cyklu „Metamorfozy na Plus” odwiedzamy miejsca, w których współcześni wizjonerzy i inwestorzy przywracają do świetności dorobek swoich poprzedników. Do tej pory zwróciliśmy uwagę m.in. na takie obiekty jak odrestaurowane dworce kolejowe, pałace, dworki, budynki fabryczne, świątynie, kamienice i domy jednorodzinne.

    Chcesz zobaczyć więcej niezwykłych przemian budowli z całej Polski? Poznaj inne artykuły z cyklu „Metamorfozy na Plus”.

    Sielsko Pracownia Artystyczna - zdjęcia

    Czytaj cały artykuł u źródła — Dom wnetrza Murator (gnews)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era