Pożar wiaty śmietnikowej w Strzelinie na Dolnym Śląsku szybko rozprzestrzenił się na pobliski budynek mieszkalny. Ewakuowano 24 osoby, a jedna z rodzin straciła dach nad głową.
Najważniejsze informacje:
Ogień objął elewację budynku mieszkalnego na wysokość trzech metrów.
Ewakuowano 24 mieszkańców, nikomu nic się nie stało.
Najbardziej poszkodowana jest kobieta z dzieckiem - ich mieszkanie nie nadaje się do zamieszkania.
Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Strzelinie otrzymała zgłoszenie o pożarze około godz. 5.40. Zdarzenie miało miejsce na centralnym rynku, gdzie ogień najpierw objął wiatę śmietnikową, a następnie przeniósł się na sąsiadujący budynek mieszkalny . W akcji wzięło udział około 50 strażaków, którzy sprawnie opanowali sytuację.
Smutne pożegnanie legendy. Nie wytrzymał po meczu. Tak to komentują
Jak informuje Komenda Powiatowa PSP, na miejscu strażacy zastali już rozwinięty pożar obejmujący także elewację budynku na wysokość trzech metrów. Polsat News podkreśla, że pracę ratowników wspomagały intensywne opady deszczu , które pomogły w szybkim zapanowaniu nad ogniem. Wszystkie 24 osoby znajdujące się w budynku zostały ewakuowane bez szwanku.
Kto ucierpiał najbardziej?
Pożar szczególnie silnie dotknął mieszkanie na pierwszym piętrze. Wysoka temperatura spowodowała pękanie szyb okiennych. Burmistrz Strzelina Dorota Pawnuk zwróciła uwagę, że najbardziej poszkodowana jest kobieta mieszkająca z dzieckiem . Ich lokal nie nadaje się obecnie do zamieszkania.
[1/10] Miejsce pożaru budynku mieszkalnego. Źródło zdjęć: PAP | Maciej Kulczyński
Podkreśliła również, że ogień nie spowodował bardzo dużych zniszczeń w całym budynku. - Wyglądało to bardzo tragicznie, ale mieszkania nie są tak bardzo zniszczone i zlane. Mieszkańcy wkrótce będą mogli wrócić do swoich domów oprócz tej jednej pani - dodała Dorota Pawnuk.
Aktualnie ustalane są dokładne przyczyny pożaru.
W strukturach Wirtualnej Polski od 2018 roku. Wywodzi się ze sportu i to w tej dziedzinie zaczynał przygodę z dziennikarstwem. Opolanin na emigracji w Krakowie. Po powrotach do domu rodzinnego wita go stęskniony (i głodny) kocur brytyjski.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości