
W polskich przepisach nadal brakuje definicji agrofotowoltaiki, co tworzy niepewność dla rolników i administracji.
Największe ryzyko dotyczy kwalifikowania gruntów do dopłat bezpośrednich oraz sposobu ich opodatkowania.
Agrofotowoltaika powinna oznaczać podwójne wykorzystanie gruntów, czyli produkcję rolną i energię na potrzeby gospodarstwa.
Brakuje definicji, pojawia się próżnia prawna
Fotowoltaika jest już obecna w wielu gospodarstwach rolnych, szczególnie tam, gdzie energia zużywana jest w chłodniach, suszarniach, oborach, dojarniach czy przy obsłudze maszyn. Zupełnie innym zagadnieniem jest jednak agrofotowoltaika, czyli rozwiązanie, w którym produkcja energii nie zastępuje produkcji rolniczej, ale funkcjonuje z nią równolegle na tym samym gruncie.
Problem w tym, że polskie przepisy nie definiują dziś jasno, czym agrofotowoltaika różni się od klasycznej farmy fotowoltaicznej. To powoduje niepewność zarówno po stronie rolników, jak i urzędów.
Występuje w tym momencie pewna próżnia prawna, to znaczy brakuje definicji agrofotowoltaiki i mimo to, że instalacja fotowoltaiczna i instalacja agrofotowoltaiczna różnią się, ponieważ agrofotowoltaika jest podwójnym użyciem gruntów, organy administracyjne nie interpretują zapisów, ponieważ one nie istnieją dla agrofotowoltaiki – mówi Natalia Aleksiejuk, kierownik projektów ze Stowarzyszenia im. prof. Żmijewskiego. To właśnie brak definicji może hamować rozwój takich inwestycji. Dla rolnika niepewność prawna jest często większym problemem niż sama technologia. Jeżeli nie wiadomo, jak urząd potraktuje grunt pod panelami, czy zostanie utrzymana kwalifikowalność hektara do dopłat i jaki podatek trzeba będzie zapłacić, decyzja inwestycyjna staje się obarczona dużym ryzykiem.
Dopłaty bezpośrednie pod znakiem zapytania
Jednym z najważniejszych tematów jest kwestia dopłat bezpośrednich. Dla wielu gospodarstw są one istotnym elementem ekonomiki produkcji, a w przypadku inwestycji w agrowoltaikę rolnik musi wiedzieć, czy grunt nadal będzie traktowany jako użytkowany rolniczo.
Natalia Aleksiejuk wskazuje, że przy braku odpowiednich przepisów może pojawić się problem z kwalifikowalnością hektara.
To oznacza, że nawet jeśli pod panelami nadal prowadzona jest produkcja roślinna lub zwierzęca, brak jasnych przepisów może prowadzić do różnych interpretacji. Dla gospodarstw planujących inwestycje jest to szczególnie ważne, bo utrata dopłat może zmienić całą kalkulację ekonomiczną przedsięwzięcia.
Agrowoltaika to nie przykrywka pod farmę PV
Kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między farmą fotowoltaiczną a agrofotowoltaiką. W przypadku farmy PV podstawową funkcją gruntu jest produkcja energii. W agrofotowoltaice energia ma być elementem dodatkowym, a produkcja rolna powinna pozostać ciągła i udokumentowana.
Agrofotowoltaika to jest podwójne użycie gruntów. To znaczy, że mamy tę produkcję energii, ale kluczowym i najważniejszym wskaźnikiem jest ta ciągłość produkcji rolnej. Może być to produkcja zwierzęca, jak i uprawy roślinne, ale ważne jest, że to musi być podwójne użycie gruntów – wyjaśnia Natalia Aleksiejuk. Jak dodaje, agrowoltaika nie może być sposobem na ukrycie klasycznej inwestycji energetycznej pod rolniczą nazwą. Produkcja rolna musi być realna, ciągła i możliwa do wykazania.
– To znaczy, że nie jest to w żaden sposób żadna przykrywka pod farmę fotowoltaiczną, tylko udokumentowana i ciągła produkcja rolnicza – zaznacza Natalia Aleksiejuk.
Ten warunek jest istotny również z punktu widzenia przyszłych regulacji. Jeżeli agrowoltaika ma uzyskać odrębne miejsce w prawie, konieczne będzie wskazanie kryteriów, które pozwolą urzędom odróżnić rzeczywiste podwójne użytkowanie gruntu od inwestycji stricte energetycznej.
Energia przede wszystkim na potrzeby gospodarstwa
W wypowiedzi ekspertki mocno wybrzmiewa również kwestia autokonsumpcji. Chodzi o to, aby energia wytworzona w gospodarstwie była wykorzystywana przede wszystkim lokalnie, na potrzeby produkcji rolnej, a nie traktowana wyłącznie jako towar sprzedawany do sieci.
Produkcja energii elektrycznej powinna służyć jedynie użytkom na potrzeby własne, to znaczy na potrzeby gospodarstw rolnych. Mówimy o zwiększaniu autokonsumpcji, czyli konsumpcji tej wyprodukowanej w gospodarstwie rolnym energii – mówi Natalia Aleksiejuk. W praktyce może to oznaczać wykorzystanie energii w chłodniach, suszarniach, dojarkach, budynkach inwentarskich, systemach nawadniania czy przy innych energochłonnych elementach produkcji. Dla wielu gospodarstw, szczególnie sadowniczych, mlecznych czy specjalistycznych, własna energia może być sposobem na ograniczenie kosztów i zmniejszenie zależności od cen prądu.
Podatek rolny czy działalność gospodarcza?
Drugim dużym ryzykiem, obok dopłat bezpośrednich, jest opodatkowanie gruntów. Brak definicji agrofotowoltaiki może sprawić, że organy podatkowe różnie będą interpretować sposób użytkowania ziemi. To może mieć bardzo poważne konsekwencje finansowe.
– Opodatkowanie gruntów zależy od interpretacji poszczególnych organów. Jednak przy braku definicji prawnej istnieje ryzyko, że cały grunt, nawet nie tylko pole pod panelami zostanie zakwalifikowane jako przedsięwzięcie gospodarcze. To znaczy podatek będzie wielokrotnie wyższy, mimo tego, że produkcja rolna wciąż trwa i jest w pewnej synergii z produkcją energii – wskazuje Natalia Aleksiejuk.
Dla rolników to jeden z najważniejszych argumentów za uporządkowaniem przepisów. Jeżeli inwestycja miałaby oznaczać utratę podatku rolnego na większym obszarze lub potraktowanie całego gruntu jako działalności gospodarczej, wielu producentów może zrezygnować z agrowoltaiki, nawet jeśli technicznie i ekonomicznie byłaby ona uzasadniona.
Potrzebne badania w polskich warunkach
Rozwój agrowoltaiki wymaga nie tylko definicji prawnych, ale także badań prowadzonych w polskich warunkach klimatycznych, glebowych i produkcyjnych. Jak wskazuje Natalia Aleksiejuk, w Polsce skala takich doświadczeń jest na razie bardzo ograniczona.
– Na ten moment w Polsce powstała jedna pilotażowa instalacja agrofotowoltaiczna. Jest ona w Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym. Co oznacza, że tych badań na warunkach polskich na razie nie ma i są minimalne na niewielkim poziomie – mówi Natalia Aleksiejuk.
To ważne, bo rozwiązania sprawdzające się w innych krajach nie zawsze można wprost przenieść do polskich gospodarstw. Inne są warunki pogodowe, struktura produkcji, wielkość gospodarstw, koszty energii, dostęp do sieci oraz możliwości inwestycyjne rolników.
Zdaniem ekspertki potrzebny jest kierunek rozwoju oparty na kolejnych instalacjach pilotażowych, które pokażą, jak agrowoltaika zachowuje się w praktyce na polskich polach i w polskich gospodarstwach.
– Dlatego ważny jest kierunek rozwoju i budowy kolejnych instalacji pilotażowych i tych badań na naszych polskich warunkach, na naszych polskich ziemiach dla naszych polskich rolników – podkreśla Natalia Aleksiejuk.
Rolnicy potrzebują pewności przed inwestycją
Agrowoltaika może być dla części gospodarstw realnym narzędziem obniżenia kosztów energii i zwiększenia odporności ekonomicznej. Szczególne znaczenie może mieć tam, gdzie produkcja wymaga dużych ilości prądu, a jednocześnie grunt nadal może być wykorzystywany rolniczo.
Na razie największą barierą nie jest jednak sama technologia, lecz brak jasnych zasad. Rolnik, który inwestuje w panele nad uprawą lub w system współistniejący z produkcją zwierzęcą, musi wiedzieć, czy nie straci dopłat, jak zostanie opodatkowany grunt i czy administracja potraktuje inwestycję jako działalność rolniczą z elementem energetycznym, czy jako zwykłą farmę fotowoltaiczną.
Dopóki te kwestie nie zostaną uporządkowane, agrowoltaika będzie rozwijała się ostrożnie. Potencjał jest duży, ale bez definicji, badań i spójnych interpretacji wielu rolników może uznać, że ryzyko administracyjne jest zbyt wysokie.