
Strona rządowa cieszy się, że Prawo i Sprawiedliwość skręca ostro w prawo, bo wtedy jeszcze łatwiej będzie mogła opisywać politycznego przeciwnika jako współuczestnika "brunatnej fali". Cieszy się też, że w PiS nastała atmosfera rozłamowa, bo liczy na pokawałkowanie prawicy. To byłoby przecież świetne alibi, by do wyborów w 2027 roku przystąpić bez żadnej głębszej refleksji, ale za to z taką samą naiwną nadzieją, z jaką przystępowano do wyborów prezydenckich.
Karol Nawrocki - "człowiek znikąd" - miał wszak przegrać z rozpoznawalnym Rafałem Trzaskowskim . Wygrał. Teraz prawica - radykalna, skłócona, rozbita, składająca się już nie z trzech, ale z czterech, a może i z pięciu podmiotów (jeśli Konfederacja pęknie) - ma zagwarantować władzy (startującej być może na jednej lub maksymalnie dwóch listach) przetrwanie.