Węgierska telewizja zawiesiła emisję wiadomości, przeprosiła za lata kłamstwŹródło wideo: TVN24, Reuters, ENEXŹródło zdj. gł.: Tibor Illyes/PAP/EPA Media publiczne nie mogą kłamać. A przez wiele lat właśnie to robiły, za co przepraszamy - taki komunikat, zamiast serwisu informacyjnego, zobaczyli we wtorek widzowie głównego kanału węgierskiej telewizji publicznej M1.
Węgierska telewizja zawiesiła emisję wiadomościŹródło zdjęcia: Tibor Illyes/PAP/EPA Przed godziną 20 kanał wznowił nadawanie, ale zamiast regularnej ramówki, emitowano tam filmy fabularne. Podobnie było w publicznym radiu, gdzie programy informacyjne zastąpiono muzyką klasyczną. Nowe węgierskie władze tłumaczą, że media państwowe przechodzą dziś gruntowe zmiany, by w przyszłości mogły być niezależne i wiarygodne. Dlatego serwisów informacyjnych na razie tam nie będzie.
Węgierski rząd, zgodnie z obietnicą wyborczą, reformuje media
"Propaganda nadawana w węgierskich mediach publicznych wreszcie dobiegła końca. Kłamali w nocy. Kłamali w dzień. Kłamali na każdym kanale. Ale to już koniec" - napisał na platformie X premier Peter Magyar.
Wcześniej rząd Petera Magyara wymienił też kierownictwo telewizji i radia publicznego, spełniając tym samym jedną ze swoich flagowych obietnic wyborczych - zreformowanie mediów na Węgrzech .
Od 2010 roku, kiedy do władzy doszedł VIktor Orban publiczne radio i telewizja były systematycznie przekształcane w propagandową tubę rządu. 80 procent węgierskiego rynku medialnego znajdowało się pod kontrolą osób lojalnych Fideszowi, partii Orbana.
W ciągu 16 lat jego rządów, Węgry w rankingu wolności prasy spadły z 23. na 74. miejsce.
Węgierska telewizja wstrzymała nadawanie. Był tylko komunikat
Nowy węgierski premier, który w kwietniowych wyborach - po miażdżącym zwycięstwie swojej partii TISZA, odsunął od władzy Viktora Orbana, nie ograniczył się jedynie do reformy mediów finansowanych przez państwo - na celownik wziął też prywatne kanały telewizyjne należące do oligarchów powiązanych z byłym premierem.
Fidesz protestuje. "Nawet w Stambule wybuchnęli śmiechem"
Viktor Orban komentuje, że to "kolejny przykład tyranii TISZY" i wzywa Węgrów, by w czwartek wyszli na ulice w proteście przeciwko decyzjom nowych władz, bo te - oprócz reformy mediów - obejmują też zmianę konstytucji.
W połowie czerwca węgierski parlament zatwierdził poprawkę do konstytucji, która pozwala premierom pełnić urząd przez maksymalnie osiem lat. Peter Magyar ograniczył tym samym czas sprawowania własnego urzędu, ale uniemożliwił też Viktorowi Orbanowi powrót do władzy.
Teraz węgierski premier złożył również 12-punktową poprawkę do konstytucji, która zakłada między innymi wprowadzenie limitu trzech kadencji dla posłów.
Poprawka ta ma jednak przede wszytkim umożliwić usunięcie ze stanowiska prezydenta Węgier, uznawanego za jedną z kluczowych postaci systemu stworzonego przez Viktora Orbana. Jego kadencja trwa do marca 2029 roku.
Propozycje Petera Magyara niemal na pewno zostaną przyjęte przez parlament, bo jego partia ma zdecydowaną większość.
Fidesz używa najmocniejszych porównań. - To niewiarygodne. Przekroczono granicę, jakiej Europa jeszcze nie widziała. Nawet Hitler, gdy przejmował pełnię władzy, czekał na śmierć prezydenta Hindenburga. Nikt wcześniej nie odebrał urzędującemu prezydentowi mandatu ustawą - grzmiał poseł Fideszu Bence Tuzson.
Przebywający w Turcji na szczycie NATO Peter Magyar komentował, że "nawet w Stambule wybuchnęli śmiechem, gdy usłyszeli, że Fidesz chce prowadzić demonstracje w obronie konstytucji i demokracji". Całą sprawę skwitował porównaniem, że "to jakby złodziej wzywał policję".