
Jest atak, ruszacie na pomoc. Widzicie ludzi, którzy potrzebują ratunku. Adwersarz tylko czeka, aż dotrzecie na miejsce. Wtedy uderza ponownie. Tak wyglądają ataki "double tap".
W praktyce ten okrutny schemat oznacza, że bardzo trudno określić, kiedy reagować. - Nasze ambulanse zazwyczaj kursują między szpitalami, ale kiedy dochodzi do poważnego incydentu, jesteśmy wzywani na pomoc. I to jest największy dylemat. Kiedy jest bezpiecznie? Czy już można ruszać z pomocą? Po prostu boisz się drugiego ataku. To decyzje, które muszą podejmować wszyscy ratownicy w Ukrainie - mówi.
Rosjanie polują na medyków. Lekarze w raporcie: To nie zbieg okoliczności
W warunkach wojennych działanie medyków jest niezmiernie trudne. A w Ukrainie - jak alarmują Lekarze bez Granic - ludzie niosący pomoc medyczną stają się celem śmiercionośnych uderzeń. Są nim także szpitale, poradnie i karetki. Lekarze bez Granic opublikowali raport " Bezpiecznego miejsca, by leczyć, już nie ma ", w którym dokumentują regularne i precyzyjne ataki sił rosyjskich na medyków i placówki medyczne.
Od lutego 2022 roku do końca 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała 2 811 ataków na placówki opieki zdrowotnej . - My też tego doświadczamy. Musieliśmy wycofać się z ośmiu szpitali , odkąd zaczęliśmy je wspierać w 2022 roku, a wiemy, że cztery z nich zostały później całkowicie zniszczone - opowiada rozmówca Interii.
Jak wskazuje, na odcinku ponad tysiąca kilometrów linii frontu szpitale i ośrodki zdrowia mają bardzo niewielu pracowników, a pozostają bardzo obciążone i z trudem dają radę. - Placówki przy linii frontu mają ogromny problem z rekrutacją personelu. W szpitalach, które odwiedzamy, średnio ubyło od 40 do 60 proc. personelu. To ludzie, którzy wyjechali do bezpieczniejszych części kraju. Trudno ich za to potępiać. Jeśli jesteś lekarzem i masz rodzinę z małymi dziećmi, to zrozumiałe, że chcesz o nich zadbać - dodaje.