Słoń morski NeilŹródło wideo: 2026 Cable News Network All Rights ReservedŹródło zdj. gł.: CNN Neil jest przedstawicielem gatunku mirunga południowa (łac. Mirounga leonina ). Już 12 raz powrócił na tasmańskie wybrzeże w Australii, gdzie urodził się około pięć lat temu. Upodobał sobie jednak nie dzikie plaże, a obszary zabudowane. Jego aktywność, uwieczniana na platformach społecznościowych, uczyniła z niego celebrytę. Śledzi go ponad 1,4 milionów fanów.
Lokalne władze dbają o Neila
Sympatycy Neila oglądają go walczącego z drzwiami garażowymi czy wylegującego się na środku skrzyżowania, co wstrzymuje cały ruch samochodowy na czas jego odpoczynku. W internecie krąży też mnóstwo filmików, na których widać, jak wielki ssak obala barierki oraz plastikowe pachołki drogowe, które służby rozstawiają wokół niego, by przechodnie mu nie przeszkadzali. Jak zauważa "Australian Post", do przestępstw Neila należy zaliczyć także "bójki" z samochodami.
Zachowanie Neila da się wytłumaczyć biologią - tak mówią eksperci. Słonie morskie, bo tak potocznie nazywa się mirungi południowe, dwa razy w roku powracają na ląd. Nic w tym okresie nie jedzą, ale zrzucają sierść razem z wierzchnią warstwą naskórka, a to powoduje swędzenie całego ciała. Neil, by się tego pozbyć, ociera się o szorstkie powierzchnie. Sprawa bójek z samochodami również jest łatwa do wyjaśnienia. Według Sophii Volkze, ekspertki, która zajmuje się mirungami na Uniwersytecie Tasmanii w Hobart, Neil w ten właśnie sposób trenuje do walk, jakie przyjdzie mu potem stoczyć z dorosłymi samcami w celu ich zdominowania. Neil jest prawdopodobnie jedynym słoniem morskim w Tasmanii, dlatego pozostaje mu trenować jedynie na Toyotach.
Słoń morski NeilŹródło: 2026 Cable News Network All Rights Reserved Neila można zakochać na śmierć
Australijskie władze zaapelowały, by nie ujawniać na platformach społecznościowych nazw miejscowości, które odwiedza słoń morski. Nie chcą, by doszło do podjęcia ryzykownej operacji przeniesienia wielkiego ssaka gdzie indziej, nie wspominając o ryzyku jego uśmiercenia, gdyby zaczął zagrażać ludziom.
Władze zachęcają do informowania poprzez specjalną infolinię o przypadkach zauważenia tych ssaków, zachowywanie co najmniej 20 metrów odległości od nich, a 50 metrów jeśli jest się z psem, który powinien być na smyczy.
Pies uratował psa, a ona wezwała służby. "Ich oczy wołały o pomoc"