
Pixabay/ Kostiantyn Klymovets/ Polsat News Po wybuchu wojny w Ukrainie do Polski przyjechało kilka milionów uchodźców. Chociaż nie wszyscy zostali na stałe w naszym kraju, do dzisiaj nad Wisłą żyją tysiące Ukraińców.
Marcin Giełzak: Ukraina była dla nas wygraną na loterii
Według publicysty i autor podcastu "Dwie lewe ręce" Marcina Giełzaka " Ukraina była dla nas emigracją wygraną na loterii" .
Ukraińcy z naszego punktu widzenia byli relatywnie podatni na integrację. Szybko uczyli się języka, kultura polska była dla nich rozpoznawalna, taka, że mogli się w niej odnaleźć - wyjaśnił w rozmowie z Przemysławem Szubartowiczem i Karoliną Olejak.
W pierwszym rzucie to była emigracja ludzi dobrze wykształconych, posiadających realne kompetencje, bo ci zamożniejsi wyemigrowali najpierw. Później emigrowali ci, którzy wykonują prace, których Polacy nie chcieli wykonywać - stwierdził.
Dodał, że w przypadku Ukrainy, w 2022 roku Polska nie mogła podjąć lepszej decyzji niż przyjąć uchodźców. - Wydawało się, że jest to ogromna inwestycja w przyszłość, że ci Ukraińcy, zwłaszcza młodzi, tu zostaną - podkreślił.
Marcin Giełzak o Ukraińcach: Oni mogą być młodzieżą tego narodu
Zdaniem Giełzaka obecny spór polsko-ukraiński zapoczątkowany przez decyzję Wołodymyra Zełenskiego o przyznaniu jednostce wojskowej nazwy 'Bohaterów UPA" jest dla polskich polityków narzędziem do wewnętrznych walk politycznych.
Ciężko wygrać grę, jeśli się nie wie, że gra się toczy. A według mnie Wołodymyr Zełenski prowadzi pewną grę, która jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Z jednej strony to jest gra skierowana do wewnątrz. Chce pozyskać tą część nacjonalistycznego elektoratu, dla którego ta pamięć związana z UPA jest ważna. I nie ma tu przypadku. Każdy kolejny ukraiński prezydent, nie tylko Poroszenko, nawet Juszczenko, dochodził w którymś momencie do przekonania, że tylko przez bramę nacjonalistyczną można w Ukrainie wjechać do Ukrainy" - mówił.
Według mnie najlepszym symbolem, jaki moglibyśmy zrobić, nie było odebranie orderu. Zełenski. Moim zdaniem on ucieszył się z tego, że mu ten order odebrano. Mógł go demonstracyjnie odesłać, mógł rozkręcić całą nacjonalistyczną histerię. W ten sposób znowu stał się ojcem narodu, wszyscy musieli stanąć po jego stronie, to tzw. efekt flagi. To było dla niego rewelacyjne, w takim rozumieniu niskiej, podłej, wyborczej polityki - zakończył.