Jak wynika z księgi wieczystej, do której dotarła Wirtualna Polska, miesiąc po objęciu stanowiska ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przeniosła swój udział w domu na męża. W jej oświadczeniu majątkowym znalazła się również kwota 725 tys. zł określona jako "inne dochody", którą minister zaczęła wyjaśniać dopiero wtedy, kiedy sprawą zajęły się media. Doniesienia wywołały falę komentarzy.
Wirtualna Polska ujawniła, że - jak wynika z księgi wieczystej - miesiąc po objęciu funkcji ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przepisała swój udział w domu na męża.
W jej oświadczeniu majątkowym znalazło się również 725 tys. zł wykazanych jako "inne dochody".
O źródło tych środków dziennikarze pytali trzykrotnie. Początkowo przedstawiciele resortu zapraszali na spotkanie, jednak po prośbie o odpowiedź na piśmie minister odniosła się do sprawy za pośrednictwem serwisu X.
Nasze publikacje w tej sprawie wywołały falę komentarzy w sieci.
Jak informowaliśmy, ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda miesiąc po nominacji przepisała swój udział w domu na męża - w efekcie nieruchomość zniknęła z jej oświadczenia majątkowego. Wynika to z księgi wieczystej, do której dotarła Wirtualna Polska . Resort nie odpowiedział na pytanie, kiedy doszło do rozdzielności majątkowej.
Bosak ostro wypunktował. "Szykują się do oddania władzy"
W oświadczeniu majątkowym minister też wykazała 725 tys. zł "innych dochodów". Jak ujawniła dopiero po trzecim pytaniu WP, na kwotę składają się 530 tys. zł związane z odejściem ze Szpitali Pomorskich, 128 tys. zł z kontraktu z Podlasiem oraz reszta z działalności naukowo-dydaktycznej.
Kontrakt z Województwem Podlaskim bada prokuratura - a śledztwo ruszyło po zawiadomieniu polityków PiS, którzy twierdzą, że zlecenie nie zostało wykonane w pełnym zakresie. Tutaj są szczegóły naszych ustaleń.
Fala komentarzy
Nowe ustalenia ws. ministry chętnie komentują niemal wyłącznie politycy opozycji. "Po aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie powinny być szybkie decyzje, kontrole i realne rozliczenia. Zamiast tego mamy milczenie, nerwowe tłumaczenia i standardy transparentności tylko dla innych. Polacy mają prawo wiedzieć, kto naprawdę odpowiada za stan ochrony zdrowia i jakie interesy stoją za decyzjami ludzi zarządzających systemem" - ocenił polityk PiS Piotr Muller.
"Najlepsze w tej całej historii jest to, że minister zdrowia chce jasności zarobków lekarzy, a sama ukrywa swoje " - dodał do tego poseł Sebastian Łukaszewicz (PiS).
"Już wiemy dlaczego ukrywała dochody i majątek, to jest zwykła kradzież, Pani Minister trzeba skorygować faktury jak Kacprzyk" - napisał w tej sprawie europoseł PiS Waldemar Buda.
"Zakaz konkurencji dla prezesów w szpitalach finansowanych przez NFZ to w ogóle jakiś absurd" - skomentował z kolei Krzysztof Bosak, odnosząc się do otrzymanej przez Grendę kwoty w ramach zakazu konkurencji. Przypomnijmy, że 530 221,66 zł brutto to, jak czytamy w oświadczeniu ministry, "część stała wynagrodzenia za 2025 r., część zmienna za 2024 r. oraz odszkodowanie za zakaz konkurencji z kontraktu menedżerskiego wiążącego minister ze Szpitalami Pomorskimi".
Sprawę skomentował też Krzysztof Stanowski z Kanału Zero: " Kacprzyk to chociaż musiał czasami gdzieś przyjść, żeby wydębić swoje 1,7 miliona . Pani minister po prostu dostała kilkaset tysięcy. Jako że nikt nie rozumie za co, to nie trzeba się tłumaczyć".
Absolwentka dziennikarstwa na UW i UMCS. Pracowała w PAP i naTemat.pl, obecnie redaktorka WP Wiadomości. Interesuje się literaturą historyczną i reporterską oraz podróżami.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości