Nikt już nie mówi o Dawidzie Kacprzyku, od którego wszystko się zaczęło. Nic lepszego nie mogło spotkać KO - jej liderzy sprytnie zarządzili kryzysem wizerunkowym, który mógł się dla nich bardzo źle skończyć - pisze dla Wirtualnej Polski Marek Migalski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Wszyscy staliśmy się w ostatnim czasie specjalistami w sprawach ochrony zdrowia. Dyskutujemy, czy stawka 240 złotych za godzinę pracy dla lekarzy jest wysoka czy niska. Debatujemy o tym, co powinno się zmienić w systemie i czy szpitale powiatowe poradzą sobie w nowej sytuacji. Spieramy się w kwestii wynagrodzeń dla poszczególnych specjalistów. Słowem - zupełnie zapomnieliśmy o pewnym zachłannym radnym KO w Warszawie, którego chytrość na pieniądze i zdolność bilokacji zszokowała opinię publiczną kilka tygodni temu. I dokładnie o to chodzi Donaldowi Tuskowi.
Pobiera dwie emerytury. Wysokość? To nie pomyłka
Strategia komunikacyjna rządu od pewnego czasu polega na rozmyciu tematu konkretnego polityka partii rządzącej, który nigdy nie powinien sprawować ważnych stanowisk w Szpitalu Południowym, i skierowaniu uwagi wyborców na lekarzy i ogólnie na problemy systemu ochrony zdrowia. Z afery uderzającej w KO, bo potwierdzającej sugestie opozycji, że jest ona partią elit, którym funduje saloniki VIP, zaniedbującą potrzeby "zwykłych ludzi", przechodzimy gładko do debaty o służbie zdrowia w ogólności.
A jak wiadomo, jej problemy nie zaczęły się w 2023 r. i każdy specjalista potwierdza, że są dziedzictwem zaniedbań ze strony poprzednich ekip rządzących - od prawa do lewa. Jeśli zatem winni są wszyscy, to znaczy, że nikt nie jest winny. Może jakaś ogólnie definiowana "klasa polityczna", ale nie konkretna partia.
I właśnie taki jest cel KO - rozmasować aferę, która mogła bardzo boleśnie ją uderzyć, w niekończącą się i niekonkluzywną dyskusję wszystkich ze wszystkim o wszystkim. Mam wrażenie, że to się rządowi udaje.
Nikt już nie mówi o Dawidzie Kacprzyku
Zwłaszcza że dochodzą nowe fakty - na przykład o tym, że jakiś radny PiS przeszedł operację w swoim powiatowym szpitalu w czasie, gdy ów szpital zawiesił na jakiś czas wykonywanie wszelkich operacji. Albo że za rządów PiS dwóch zaradnych neurochirurgów wynegocjowało w zaprzyjaźnionej placówce kontrakt, dzięki któremu zarabiali 26 tysięcy złotych… za godzinę . Za chwilę nasza uwaga będzie skoncentrowana na propozycjach minister zdrowia - na ich plusach i minusach. I tak dalej…
Nikt już nie mówi o Dawidzie Kacprzyku, od którego wszystko się zaczęło. Nic lepszego nie mogło spotkać KO - jej liderzy sprytnie zarządzili kryzysem wizerunkowym, który mógł się dla nich bardzo źle skończyć. Zamiast tego mamy ogólnopolską debatę o systemie ochrony zdrowia. Dla osiągnięcia tego celu premier nie zdymisjonował ministry zdrowia (bo to by oznaczało przyznanie się do błędu), lecz nakazał jej zaproponować jakiś pakiet reform, żeby publicyści i "lud" mieli nad czym debatować, odsuwając na dalszy plan polityczny charakter afery, od której wszystko się zaczęło.
Władza może wyjść z tego zakrętu bez szwanku - bo potrafiła narzucić narrację i skierować gniew społeczny na lekarzy oraz na "system". Gdyby jeszcze na końcu okazało się, że prezydent zawetuje ustawy wprowadzające jakieś mniej czy bardziej sensowne reformy, rząd Tuska będzie mógł odtrąbić PR-owe zwycięstwo i obarczyć Karola Nawrockiego (i szerzej - PiS) za brak poprawy w ważnej dla wyborców dziedzinie życia. To byłby naprawdę majstersztyk godny mistrzów aikido, którzy pokonują przeciwników, wykorzystując ich siłę.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Jest politologiem, prof. Uniwersytetu Śląskiego, byłym europosłem (2009-2014), wydał m.in. książki: "Koniec demokracji", "Parlament Antyeuropejski", "Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja. Polska w latach 2005-2010", "Nieludzki ustrój", "Mgła emocje paradoksy", "Naród urojony".
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości