![To zmęczenie, pani Zoremba – mówili. A depresja krążyła w rodzinie jak zły duch [TAKA PANI URODA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.oko.press%2Fcdn-cgi%2Fimage%2Ftrim%3D534%3B0%3B540%3B0%2Cwidth%3D1200%2Cquality%3D75%2Fhttps%3A%2F%2Fcdn.oko.press%2F2026%2F07%2F20260626-Pamula-Karina-ilu-IK.jpg&w=1920&q=75)
0:00
– Czy przeżyła pani niedawno sytuację stresową? – lekarz patrzył mi w oczy. Trafiłam do szpitala przez nagłą utratę słuchu i ból brzucha. Całe życie coś mnie tam boli. Jak mam wytłumaczyć, że nerwy to dla mnie naturalny stan?
Anna Pamuła
Z Kariną rozmawiałyśmy kilka godzin przez telefon, a potem wysyłała do mnie głosówki. Oto jedna z nich:
„ Nie będę ukrywać, że cały czas, i to nie jest żadna kokieteria z mojej strony, nie mogę uwierzyć, że historia mojego życia jest twoim zdaniem warta opowiedzenia. Od momentu naszej pierwszej rozmowy, opędzam się od takiej myśli, że się wygłupiam, że będę ludziom dupę zawracać historią, która tak naprawdę nie jest ważna ani oryginalna. Jest masa kobiet, które przechodzą gorsze sytuacje”.
Tymczasem opowieść Kariny Zoremby wzruszyła mnie do łez, a ja rzadko płaczę. Nie jest to historia jednej choroby, ale próba odpowiedzi na pytania: czym jest ból w życiu kobiety? Co by było, gdyby spotkało nas w życiu więcej łagodności?
„Taka pani uroda” to cykl osobistych opowieści kobiet o zdrowiu i ciele. O tym, co boli, co ratuje i co wciąż pozostaje przemilczane. To reporterskie felietony, w których staram się odpowiedzieć na pytanie: dlaczego kobiety żyją dłużej, lecz w gorszym zdrowiu?
Chcesz opowiedzieć swoją historię zdrowia i choroby? Chętnie wysłucham lub przeczytam, także anonimowo, i opublikuję. Napisz do mnie: [email protected] .
Opowieść Kariny
– Czy przeżyła pani niedawno sytuację stresową? – lekarz patrzył mi w oczy, a i tak czułam się niewidzialna. Czy na pewno wszystko zrozumiem?
– Ja? Stres? Nie, raczej nie… – spuściłam wzrok. Przecież trafiłam do szpitala przez nagłą utratę słuchu i ból brzucha. Całe życie coś mnie tam boli. Jak mu wytłumaczyć, że nerwy to dla mnie naturalny stan?
Śnieżnobiały kitel lekarza, jego zadbane dłonie. Na sekundę rozluźniłam ramiona, ale myśli zaraz popłynęły swoim rytmem. Ponoszę konsekwencje swoich decyzji. Jakże miałam powiedzieć temu miłemu doktorowi, i to po niemiecku, że człowiek nie powinien się skarżyć, tylko robić swoje? Ojciec powtarzał nam to za każdym razem, jak ludzi ratował, setki metrów pod ziemią. A zjechał tam pierwszy raz jako szesnastolatek. Czy jego ktoś pytał o stres?
Sama jestem sobie winna.
– Pani Zoremba, kiedy przyjechała pani do Niemiec? – zapytał lekarz.
– Trzy lata temu – przed oczami widziałam, jak pukam do drzwi w nocy, z walizkami i trójką dzieci, a mama wypluwa po śląsku: „Coś taka głupia była, nie mogłaś wcześniej od niego odejść?”.
– A jaka jest pani sytuacja domowa? – głos lekarza był kojący. W końcu opowiedziałam mu, co przeżyłam. Nie ukrywałam nawet tego, że nie mam kasy i modlę się, żeby tym razem miesiąc trwał trzy tygodnie.
Pokręcił głową i chwilę milczeliśmy.
– Pani Zoremba, jest pani pewna, że nie ma żadnego stresu? – uśmiechnął się do mnie smutno. I z tym pytaniem zostałam: może i wiele kobiet żyje z tym kamieniem na piersi, ale czy to jest normalne?
Teraz tak będzie co miesiąc
Mój początek był taki, jak wielu osób: byłam wpadką. Jednym ze słów, które najlepiej zapamiętałam z dzieciństwa to „szwanger”. Krążyło między kobietami niczym żądlący owad. Jak gadały w kuchni, mieszając śląski z niemieckim, żeby dzieci nie rozumiały, co chwilę wzdychały, bo znowu komuś przytrafiało się to nieszczęście. Szybko zrozumiałam, że szwanger oznacza ciążę.