
Niespełna miesiąc temu główny indeks giełdy w Seulu KOSPI przebił po raz pierwszy w historii 9000 pkt, ale to co nastąpiło później można określić bez większej przesady rzezią inwestorów indywidualnych. Wezwania do uzupełniania depozytów otrzymało ponad milion Koreańczyków, przymusowe likwidacje dotknęły kilkaset tysięcy osób, a regulator finansowy pracuje nad "ekonomicznym programem zapobiegania samobójstwom w rodzinach”.
W ostatnich tygodniach główny indeks giełdy w Seulu fundował inwestorom zmienność na poziomach, kojarzonych historycznie bardziej z rynkiem kryptowalut niż z obrotem akcjami. Do rzadkości nie należały wahania KOSPI rzędu 6-7% na sesję - zarówno w górę jak i w dół. Podczas ostatniej sesji w czwartek 16 lipca (17 lipca Koreańczycy z południa obchodzili Dzień Konstytucji i maklerzy mieli wolne) indeks stracił 6,37% i znajduje się już 25% poniżej szczytu na poziomie 9114 punktów, który zdobyto 22 czerwca.
Bankier.pl Uwaga, dzwoni broker!
Margin call uruchamia się wtedy, gdy wartość zabezpieczenia przestaje być wystarczająca. Broker wzywa inwestora do dopłaty. W Korei zwykle daje na to trzy dni. Jeśli inwestor nie ma pieniędzy, dochodzi do sprzedaży jego akcji po cenie rynkowej, by spłacić dług wobec brokera.
Południowokoreański "Maeil Business Newspaper" donosił, że w zaledwie dziesięć dni (od 1 do 10 lipca) wartość pozycji zabezpieczających, które zostały przymusowo zamknięte przez domy maklerskie, sięgnęła blisko 426 mld wonów (ok. 308 mln dolarów).
Prawdziwa kumulacja nastąpiła jednak w poniedziałek 13 lipca. Według nadzoru finansowego i branżowych organizacji rynku, dzienna wartość wymuszonych zamknięć osiągnęła wtedy rekordowe 344 mld wonów.
Ponad 1,2 mln rachunków lewarowanych dotknęło poziomu wezwania do uzupełnienia depozytu. Szacuje się, że od 320 tys. do 460 tys. kont zostało całkowicie wyczyszczonych z kapitału.
Wszystko na jedną kartę
Szacunku publikowane przez południowokoreańskie media pokazują, że aż 62% zlikwidowanych kont należało do osób w wieku od 20 do 30 lat.
W Korei nazywa się je "mrówkami". To młodzi inwestorzy próbujący szybko pomnożyć oszczędności na giełdzie. Odcięci od astronomicznie drogiego rynku nieruchomości w Seulu, traktują giełdę i fundusze ETF z dźwignią jako jedyny bilet do awansu społecznego.
Jak pokazują statystyki, udaje się to nielicznym, ale obok statystyk w lokalnej prasie można przeczytać o realnych konsekwencjach ponoszonych przez wyzerowanych inwestorów. Jedna z relacji opisuje historię 39-letniego pracownika korporacji, który zainwestował w lewarowane ETF-y na półprzewodniki 80 mln wonów odłożone na zakup pierwszego mieszkania. Po utracie blisko 1/4 pieniędzy w kilka dni przyznaje, że jego planowany ślub prawdopodobnie się nie odbędzie.
Inna relacja dotyczy 57-latka, który wypłacił przedterminowo 150 mln wonów ze swojego funduszu emerytalnego, licząc na to, że zyski z akcji Samsunga i SK Hynix dadzą mu pieniądze na godną starość. Po tąpnięciu na giełdzie został z ułamkiem oszczędności.
W zeszłym tygodniu południowokoreańskie media obiegła też historia youtubera ugodzonego nożem przez fana, który stracił pieniądze, kierując się jego poradami inwestycyjnymi, jakie otrzymał w ramach płatnego abonamentu . 20-letni napastnik został zatrzymany przez policję i oskarżony o usiłowanie zabójstwa.
Z analizy Maeil Business Newspaper wynika, że w pierwszej połowie roku, wśród 50 najpopularniejszych spółek kupowanych przez koreańską drobnicę, średni odsetek tracących inwestorów przekroczył 73%. Dla połowy z tych najchętniej wybieranych walorów wskaźnik ten był zaś wyższy niż 80%.
Największe wzrosty przypadły zaledwie kilku spółkom. Większość inwestorów kupowała je jednak dopiero wtedy, gdy były już bardzo drogie.
Pochodne pożerają koreański rynek spot
Dlaczego wahania na giełdzie w Seulu są tak gwałtowne? Odpowiedź kryje się w mechanice działania funduszy ETF z podwójną dźwignią opartych na pojedynczych akcjach.
Od 1 do 13 lipca 2026 roku z czterech głównych funduszy lewarowanych na akcje Samsunga oraz SK Hynix (zarządzanych przez Mirae Asset i Samsung Asset Management) wyparowało aż 8,8 bln wonów (ok. 5,9 mld dolarów) - podał "Bitgo Finance".
Zmienna natura tych instrumentów tworzy na giełdzie tzw. efekt "ogona machającego psem". Aby dostarczyć inwestorom dwukrotność dziennej stopy zwrotu spółki, fundusze muszą codziennie dokonywać olbrzymich transakcji zabezpieczających na rynku kontraktów terminowych pod koniec sesji.
To ten mechanizm doprowadził w poniedziałek przed tygodniem do paraliżu na południowokoreńskiej giełdzie. Goldman Sachs w swoim raporcie dla klientów instytucjonalnych wskazywał, że 13 lipca samo rebalansowanie spekulacyjnych funduszy odpowiadało za 62% całkowitej sprzedaży netto wygenerowanej przez lokalne instytucje finansowe.
Koreański hazard kontra amerykański pragmatyzm
Ciekawych obserwacji dostarcza porównanie podejścia inwestorów do lewarowanych ETF-ów pomiędzy Koreą a rynkiem amerykańskim. Jak wynika z analizy Park Woo-yeola z Shinhan Securities, w USA działa ponad 400 lewarowanych ETF-ów na pojedyncze spółki, ale ich kapitał jest mocno rozproszony. Największa z nich - Nvidia - stanowiła zaledwie 2-3% wagi indeksu w momencie startu funduszu lewarowanego, a dziś to około 8%.
Tymczasem w Korei Południowej cały handel detaliczny skupił się wokół zaledwie dwóch podmiotów: Samsung Electronics oraz SK Hynix. Te dwie firmy odpowiadają za około 50% wagi głównego indeksu giełdy w Seulu (KOSPI) i aż 65% indeksu KOSPI 200.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że - jak wskazywał Yeom Dong-chan z Korea Investment & Securities - dzienne obroty koreańskimi lewarowanymi ETF-ami przekraczają 20% wartości obrotu akcjami bazowymi (dla porównania w USA wskaźnik ten oscyluje wokół 5%).
Sumit Roy, starszy analityk portalu ETF.com, cytowany przez "Bitgo Finance", zauważa, że podczas gdy w USA wartość aktywów lewarowanych ETF-ów rośnie bardzo powoli (tamtejsi inwestorzy wydają się być świadomi, że długoterminowego ryzyka), w Korei miliony niedoświadczonych graczy kupowały te produkty, traktując je jak lokatę kapitału na długie lata.
Rząd i branża zaciągają hamulec ręczny
Hazard wśród inwestorów z Korei Południowej zaczyna stawać się coraz wyraźniej społecznym problemem. Liczba samobójstw motywowanych wyłącznie problemami finansowymi i długami skoczyła w kraju z 3089 przypadków w 2015 roku do 4398 w roku ubiegłym.
W konsekwencji, 14 lipca Koreańska Komisja Usług Finansowych (FSC) w trybie pilnym przedstawiła rządowi projekt o nazwie "Ekonomiczny program zapobiegania samobójstwom w rodzinach" . W ramach rządowego planu ratunkowego już w październiku zostanie uruchomiona ogólnokrajowa infolinia kryzysowa, oferująca pomoc prawną, restrukturyzację długów oraz natychmiastowe wsparcie w procedurach upadłości konsumenckiej.
Państwo tworzy również specjalny system analityczny oparty na danych bankowych, który ma proaktywnie typować gospodarstwa domowe zagrożone bankructwem i motywowanymi ekonomicznie samobójstwami.
Do zdecydowanych kroków zmuszony został także sektor finansowy. Prezydent Korei Południowej, Lee Jae Myung, wezwał w środę, 15 lipca, krajowych regulatorów do natychmiastowego wypracowania narzędzi chroniących oszczędności obywateli przed ryzykownymi instrumentami pochodnymi. W odpowiedzi na apel, Związek Finansów Inwestycyjnych Korei (KFIA) zwołał nadzwyczajne spotkanie prezesów największych domów maklerskich w kraju. Branża zgodziła się na nim podnieść pięciokrotnie minimalny depozyt zabezpieczający wymagany do handlu lewartowanymi ETF-ami z 10 mln wonów do 50 mln wonów (ok 33,5 tys. dolarów).
Oprócz tego uznano, że zabezpieczenie powinno być wnoszone wyłącznie w gotówce. Obecnie domy maklerskie w Korei akceptują zabezpieczenie w postaci portfela akcji inwestora, co przy krachu powoduje przymusową sprzedaż majątku klienta.
Środki na spekulację się kończą?
Z danych portalu Chosun Biz wynika, że w ciągu zaledwie miesiąca wolne środki na rachunkach inwestycyjnych Koreańczyków (tzw. depozyty inwestorskie) stopniały o 20 bilionów wonów, a ulica zaczęła wycofywać się z lewarowanych funduszy i przenosić resztki kapitału w bezpieczniejsze rejony, takie jak amerykańskie ETF-y oparte na indeksach S&P500 czy Nasdaq.
Dziennik podsumowuje sytuacje na lokalnym rynku słowami "dziś w Korei już nikt nie rozmawia o akcjach”. Zamiast tego na forach internetowych ludzie mają zadawać coraz częściej pytanie "czy to już koniec cyklu na półprzewodnikach i sztucznej inteligencji?”.