Donald Trump ponownie zaostrzył konflikt z Hiszpanią. Przed rozpoczęciem szczytu NATO prezydent USA ostro skrytykował rząd Pedra Sáncheza, zarzucając Madrytowi zbyt niskie wydatki na obronność i brak lojalności wobec sojuszników. Zapowiedział również, że Stany Zjednoczone nie chcą już prowadzić interesów handlowych z Hiszpanią.
– Nie chcę z nimi robić żadnych interesów, dobrze? – powiedział Trump, zwracając się do sekretarza skarbu Scotta Bessenta. Chwilę później dodał: – Wprowadź to w życie natychmiast. Nawet z nimi nie rozmawiaj. Nie ma dla nich ratunku. To źli ludzie.
Prezydent USA stwierdził również, że Hiszpania "zarabia na Stanach Zjednoczonych mnóstwo pieniędzy", ale jego administracja dopilnuje, by "zarabiała znacznie mniej". Następnie w kpiącym tonie opisywał rzekome próby odbudowania relacji przez Madryt.
Odwróć słoik. Jeśli to widzisz, nie kupuj takiego miodu
– Będą dzwonić i mówić: "Proszę, chcemy z panem handlować". Nie chcę z nimi żadnych interesów – powiedział Trump.
Nie jest to pierwszy raz, gdy amerykański prezydent grozi Hiszpanii konsekwencjami gospodarczymi. Podobne deklaracje padały już wcześniej, jednak nie zostały wprowadzone w życie.
Madryt nie zamierza zwiększać wydatków na obronność
Źródłem konfliktu pozostają wydatki na obronność. Hiszpania konsekwentnie odmawia zwiększenia ich do 5 proc. PKB do 2035 r., czego od sojuszników domaga się Donald Trump. Większość państw NATO zaakceptowała nowy cel, jednak rząd Pedra Sáncheza utrzymuje, że dla Hiszpanii byłby on nie do udźwignięcia.
Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu premier Pedro Sánchez oraz minister obrony Margarita Robles podkreślili, że Madryt nie zmieni swojego stanowiska.
– Ślepe i uległe posłuszeństwo nie jest przywództwem – mówił Sánchez po ubiegłorocznym szczycie NATO. Wg niego, zwiększenie wydatków do 5 proc. PKB oznaczałoby dla Hiszpanii konieczność przeznaczenia dodatkowych około 85 mld euro rocznie na wojsko kosztem wydatków społecznych.
Hiszpania utrzymuje, że obecny poziom wydatków – około 2,1 proc. PKB – pozwala jej wywiązywać się ze wszystkich zobowiązań sojuszniczych.
Minister obrony Margarita Robles przekonuje, że Hiszpania pozostaje "wiarygodnym, odpowiedzialnym i poważnym sojusznikiem". Według danych resortu obrony poza granicami kraju służy obecnie około 3 tys. hiszpańskich żołnierzy.
Hiszpańskie siły powietrzne uczestniczą w misji Air Policing nad państwami bałtyckimi, wojska lądowe stacjonują na wschodniej flance NATO, a marynarka bierze udział w stałych operacjach Sojuszu. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Hiszpania zwiększyła także swoją obecność wojskową w Rumunii i uczestniczy w misjach na Morzu Śródziemnym.
Robles zapowiedziała również gotowość wysłania dodatkowych myśliwców i sprzętu wojskowego, jeśli w przyszłości dojdzie do zmian w rozmieszczeniu wojsk amerykańskich w Europie.
W tle także konflikt o Iran
Napięcia między Waszyngtonem a Madrytem wykraczają jednak poza kwestie NATO.
Po amerykańskich działaniach militarnych przeciwko Iranowi premier Pedro Sánchez stał się jednym z najostrzejszych krytyków polityki Białego Domu w Europie. Oskarżał Stany Zjednoczone o pogłębianie niestabilności i wciąganie świata w kolejny konflikt.
Według hiszpańskich mediów Madryt odmówił wykorzystania części wspólnych baz wojskowych do operacji ofensywnych przeciwko Iranowi oraz ograniczył możliwość korzystania z hiszpańskiej przestrzeni powietrznej przez amerykańskie samoloty zaangażowane w konflikt.
Trump wielokrotnie krytykował hiszpański rząd za te decyzje. Już w marcu po raz pierwszy zasugerował możliwość ograniczenia współpracy handlowej z Hiszpanią. Choć do żadnych konkretnych działań wówczas nie doszło, napięcia między oboma krajami utrzymywały się przez kolejne miesiące.
Hiszpańskie media zwracają uwagę, że obecny konflikt jest znacznie szerszy niż tylko spór o wydatki na obronność. Od miesięcy relacje między Waszyngtonem a Madrytem pogarszają się także z powodu polityki wobec Bliskiego Wschodu.
Rząd Pedra Sáncheza należy do najbardziej krytycznych wobec Izraela w całej Unii Europejskiej. W 2024 r. Hiszpania wspólnie z Irlandią i Norwegią uznała państwo palestyńskie. Madryt był także pierwszym krajem UE, który oskarżył rząd premiera Benjamina Netanjahu o działania noszące znamiona ludobójstwa w Strefie Gazy.
Różnice dotyczą również polityki klimatycznej. Gdy Donald Trump promował hasło "Drill, baby, drill", zachęcając do zwiększenia wydobycia ropy i gazu, Sánchez odpowiedział własnym sloganem: "Green, baby, green". Hiszpański premier konsekwentnie stawia na rozwój odnawialnych źródeł energii i chce, aby do 2030 r. aż 81 proc. energii elektrycznej w kraju pochodziło z OZE – znacznie więcej niż wynosi obecna średnia unijna.
To właśnie połączenie sporów o NATO, Iran, Izrael i politykę klimatyczną sprawia, że relacje między administracją Trumpa a rządem Sáncheza są dziś jednymi z najbardziej napiętych od wielu lat.
Czy Trump może rzeczywiście uderzyć w Hiszpanię?
Eksperci zwracają uwagę, że ostre wypowiedzi Trumpa nie oznaczają automatycznego zerwania relacji handlowych.
Polityka handlowa należy bowiem do kompetencji Unii Europejskiej. Oznacza to, że Stany Zjednoczone prowadzą negocjacje handlowe z Komisją Europejską, a nie z poszczególnymi państwami członkowskimi. W praktyce ewentualne działania wymierzone wyłącznie w Hiszpanię byłyby niezwykle trudne do wdrożenia i mogłyby oznaczać konflikt handlowy z całą Unią Europejską.
Już po wcześniejszych groźbach Trumpa wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Teresa Ribera przypominała, że administracja USA doskonale zna zasady funkcjonowania wspólnego rynku i wie, że relacje handlowe z państwami UE prowadzone są na poziomie Wspólnoty.
Również dane gospodarcze pokazują, że wzajemna wymiana handlowa nie ma dla Stanów Zjednoczonych kluczowego znaczenia. Hiszpania kieruje na rynek amerykański około 4,9 proc. swojego eksportu, o wartości około 18 mld euro rocznie. Z kolei eksport USA do Hiszpanii wynosi około 23 mld euro, co oznacza, że Stany Zjednoczone notują w tych relacjach nadwyżkę handlową.
Madryt stara się tonować emocje. Jak przekazało agencji AFP źródło w hiszpańskim rządzie, władze "spokojnie" przyjęły wypowiedzi Trumpa.
– Hiszpania utrzymuje doskonałe relacje społeczne, gospodarcze i kulturalne ze Stanami Zjednoczonymi i nie ma zamiaru tego zmieniać – przekazało źródło. Podkreślono również, że Hiszpania jako członek Unii Europejskiej nie może być traktowana w oderwaniu od pozostałych państw Wspólnoty.
Sam Pedro Sánchez zapewnił po zakończeniu szczytu, że stosunki hiszpańsko-amerykańskie pozostają "bardzo pozytywne", a jego rozmowa z Donaldem Trumpem miała uprzejmy i spokojny przebieg.
Ostre słowa Trumpa wywołały jednak falę komentarzy w Hiszpanii. Minister zdrowia Mónica García zarzuciła prezydentowi USA stosowanie polityki opartej na groźbach i szantażu.
– Trump nazywa Hiszpanię "strasznym partnerem", ponieważ nie akceptujemy szantażu ani gróźb. Jesteśmy suwerennym państwem, które broni multilateralizmu i pokoju. Straszne jest mylenie dyplomacji z bandytyzmem – napisała.
Opozycja nie mówi jednym głosem
Spór z Donaldem Trumpem stał się również elementem walki w hiszpańskiej polityce krajowej. Opozycja krytykuje Pedra Sáncheza, ale sama nie prezentuje jednolitego stanowiska wobec prezydenta USA.
Największa partia opozycyjna, Partia Ludowa (PP), początkowo zaatakowała premiera, zarzucając mu pogorszenie relacji z Waszyngtonem. Wicesekretarz ugrupowania Elías Bendodo przekonywał, że konflikt z USA jest efektem polityki rządu Sáncheza.
Jednocześnie część polityków PP skrytykowała Trumpa. Rafael Hernando stwierdził, że "niedopuszczalne jest atakowanie Hiszpanii tylko dlatego, że ktoś nie robi tego, czego chce prezydent USA". Podobne stanowisko wcześniej prezentował lider PP Alberto Núñez Feijóo, podkreślając, że Hiszpania pozostaje wiarygodnym sojusznikiem Zachodu.
Nieoczekiwanie także Santiago Abascal, lider prawicowego Vox i jeden z największych zwolenników Trumpa w Hiszpanii, skrytykował jego sposób prowadzenia polityki wobec sojuszników.
– Nie może traktować swoich sojuszników jak wasali. Popełnia błąd – powiedział Abascal, zaznaczając jednocześnie, że nadal uważa Trumpa za partnera politycznego.
W hiszpańskich mediach słowa Trumpa wywołały gwałtowne reakcje. Felietonista Matías Vallés z "Diario de Mallorca" ocenił ironicznie, że amerykański prezydent potraktował Hiszpanię jak przeciwnika, a jego ataki są czymś więcej niż zwykłym konfliktem dyplomatycznym.
Niedawny sondaż przeprowadzony przez instytut badań publicznych wykazał, że dwie trzecie Hiszpanów nie pochwala krytyki Trumpa wobec Hiszpanii, co sugeruje pewne ponadpartyjne poparcie dla stanowiska Sáncheza. Z kolei sondaż przeprowadzony przez niezależną firmę 40db wykazał, że 82 proc. Hiszpanów postrzega Trumpa jako zagrożenie dla pokoju na świecie – bardziej niż jakiegokolwiek innego światowego przywódcę.
Spór z Waszyngtonem stał się dla Madrytu pytaniem o przyszłość relacji z najważniejszym wojskowym sojusznikiem i o to, czy NATO pozostanie wspólnotą interesów, czy coraz częściej będzie areną politycznych napięć.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości