
Ukrainiec, który sparaliżował kursowanie warszawskiego metra, nie usłyszy zarzutów. A przynajmniej w Polsce, bo zostanie deportowany do Ukrainy, gdzie był poszukiwany.
Z tego artykułu dowiesz się:
Jakie były przyczyny paraliżu warszawskiego metra przez obywatela Ukrainy.
Dlaczego prokuratura nie postawiła zarzutów mężczyźnie zakłócającemu pracę metra.
Co zawierał plecak wrzucony na tory metra oraz jakie były konsekwencje tego incydentu.
Warszawa. Prokuratura nie postawi zarzutów Ukraińcowi, który zakłócił pracę metra
38-letni obywatel Ukrainy, który w poniedziałek sparaliżował warszawskie metro , zostanie deportowany. Prokuratura nie postawiła zarzutów mężczyźnie. Będzie odpowiadał za inne przestępstwa już w swoim kraju, gdzie był poszukiwany.
Jak relacjonuje reporter Radia ZET Marcin Friedrich, prokuratura nie zdecydowała się na postawienie mężczyźnie zarzutów , bo w grę wchodziły jedynie artykuły z kodeksu wykroczeń, mówiące o fałszywym alarmowaniu służb ratowniczych.
Mężczyzna wrzucił na tory metra plecak i uciekł. W bagażu nie było nic niebezpiecznego, ale zanim się to wyjaśniło, trzeba było wyłączyć z ruchu cztery stacje metra i zorganizować komunikację zastępczą. Metro wyceniło straty na 800 tysięcy złotych.
Te pieniądze i tak były w praktyce nie do ściągnięcia. Uznano, że deportacja będzie bardziej dotkliwą karą. Przypomnijmy, że paraliż linii M1 trwał ponad dwie godziny i to w czasie komunikacyjnego szczytu.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje