
Dramat rozegrał się wieczorem 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Fordem podróżowała czteroosobowa rodzina - małżeństwo 37-latków oraz 4- i 8-letnie dziecko. Za kierownicą siedziała kobieta.
Na wysokości przystanku Torwar doszło do zderzenia auta rodziny z Volskwagenem Aertonem. Zginął 37-letni pasażer Forda. Do szpitala trafiła jego żona i dzieci. Do lecznicy przewieziono także Paulinę K., która podróżowała Volkswagenem.
226 km/h, telefon w ręku - tak Żak miał zachowywać się tuż przed wypadkiem
Za kierownicą VW siedział Łukasz Żak. Według opinii biegłych w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.
Po wypadku na miejsce zdarzenia przyjechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Po kilku dniach Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
Wyrok po ponad rocznym procesie
Proces w sprawie wypadku na Trasie Łazienkowskiej ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Oprócz Łukasza Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu.
W poniedziałek strony wygłosiły mowy końcowe.
„Postanowił wsiąść za kierownicę po wypiciu pół butelki wódki”
Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreśliła, że w sprawie Łukasza Żaka nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Zaznaczyła, że był wcześniej wielokrotnie karany – za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
„Pomimo tego wszystkiego tamtej nocy Łukasz Żak po raz kolejny w swoim życiu postanowił wsiąść w stanie nietrzeźwości za kierownicę samochodu, po wypiciu pół butelki wódki. Po raz kolejny postanowił złamać absolutnie wszystkie przepisy ruchu drogowego, postanowił rozpędzić ten samochód do prędkości ponad 200 km/h w centrum Warszawy” – powiedziała prokurator. Zaznaczyła, że po tym, jak Łukasz Żak wysiadł z samochodu po wypadku, nie zainteresował się nikim, nawet swoją partnerką, po czym uciekł z miejsca zdarzenia.
Podkreśliła, że po tym, jak trafił do aresztu w Niemczech, kontaktował się ze wszystkimi w tej sprawie. Części osób miał grozić, próbował też wpływać na świadków.
Prokurator zawnioskowała o wymierzenie Żakowi kary 20 lat więzienia z ograniczeniem możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Oprócz tego zawnioskowała o dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, 600 tys. zł zadośćuczynienia dla pokrzywdzonej rodziny i 10 tys. zł świadczenia na fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
„Ja już nie wrócę do normalności”
Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób – mówiła w poniedziałek w sądzie wdowa po 37-latku.
„Ja wiem, że już nie wrócę do normalności, ale jeśli ten proces, ta historia mojej rodziny ma możliwość wpłynięcia na uratowanie choć jednego życia, choć jednej rodziny, bo to może być każdy z nas, to ja uważam, że warto. Ja jedynie proszę o sprawiedliwość i liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której obecnie nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych” – powiedziała. „Na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony”
Pełnomocniczka Łukasza Żaka, adwokat Izabela Ławińska zaznaczyła w mowie końcowej, że wokół oskarżonego jeszcze przed wydaniem wyroku powstał medialny obraz człowieka, który przestał być człowiekiem.
Stał się symbolem, stał się twarzą społecznego oburzenia, stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami. Nie analizowano materiału procesowego. Nie czekano na zakończenie postępowania. Nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Zapadł wyrok opinii – zaznaczyła.
Podkreśliła jednak, że sąd nie jest opinią, a miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo. Jeżeli istnieje moment, w którym państwo prawa zdaje egzamin, to jest właśnie wtedy, gdy na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony – dodała.
Zaznaczyła, że nie budzi wątpliwości, iż zachowanie oskarżonego było przyczyną wypadku, jednak analiza skutków wymaga również uwzględnienia wszystkich okoliczności, mających wpływy. Przytoczyła m.in. opinię biegłych, którzy wskazali na poczytalność Żaka, jednak stwierdzili u niego zaburzenia reakcji na ciężki stres.
Wskazała również, że to Łukasz Żak sam zgłosił się na komisariacie w Niemczech. Zaznaczyła, że oskarżony stanął przed wymiarem sprawiedliwości, przyznał, że popełnił błąd.
Sprawiedliwa kara to nie kara najwyższa. Sprawiedliwa kara to taka, która pozostaje proporcjonalna – podkreśliła.
Łukasz Żak swoje stanowisko przekazał sędziemu w formie pisemnej. Ponownie przeprosił również obecną na sali wdowę po zmarłym w wypadku mężu.