W Szpitalu Południowym w Warszawie przez ostatnie lata miało dochodzić do nielegalnego handlu ciałami i usługami pogrzebowymi, związanego z pracą koordynatora prosektorium Artura Habowskiego - ujawnił Onet. Dziennikarze dotarli do nieoficjalnego "cennika". - To jest handel zwłokami, trzeba to powiedzieć wprost - ocenia prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego Krzysztof Wolicki.
Najważniejsze informacje:
Według relacji zebranych przez Onet koordynator prosektorium miał pobierać nieformalne opłaty za usługi przy zwłokach i wpływać na wybór zakładu pogrzebowego.
Źródła Onetu mówią m.in. o pobieraniu pieniędzy bez pokwitowań oraz o utrudnianiu odbioru ciała firmom, które nie współpracowały z koordynatorem.
Prokuratura przygląda się wątkowi dotyczącemu możliwego fałszowania dokumentów medycznych, a szpital w komunikacie deklaruje, że traktuje sprawę poważnie.
Cała Polska od tygodni żyje historią Dawida Kacprzyka - młodego lekarza i byłego radnego Koalicji Obywatelskiej, który w ubiegłym roku zarobił 1,6 mln zł. 28-latek pełnił funkcję koordynatora SOR - stanowiska specjalnie stworzonego dla niego.
Rowerzysta z nielegalnym rowerem w Gdańsku
Jak podkreśla Onet, to niejedyna nadzwyczajna funkcja w placówce. W Szpitalu Południowym utworzono także stanowisko koordynatora pracy prosektorium, które objął Artur Habowski.
Prosektorium z "cennikiem"
Według ustaleń portalu w podziemiach placówki miało dochodzić do nielegalnego sprzedawania usług związanych ze zwłokami oraz do pobierania opłat do prywatnej kieszeni.
Jak wynika z szacunkowego "cennika" prosektorium brało 100 zł za zgodę na wydanie ciała, od 500 zł za ubranie i zabiegi kosmetyczne, 1000 zł za balsamację, a od 1500 zł za "polecenie" rodzinie zakładu pogrzebowego. Byli dyrektorzy szpitala twierdzą, że w prosektorium obowiązuje zakaz takich czynności.
Onet podaje, że tylko w ciągu dwóch miesięcy ubiegłego roku w prosektorium ubrano ponad 80 ciał, co przy najniższej stawce miało dawać ponad 40 tys. zł z jednej usługi.
Z relacji rozmówców Onetu wynika, że kluczowym elementem miało być kierowanie rodzin po kartę zgonu nie do sekretariatu oddziału, lecz do prosektorium. Jedna z bliskich zmarłego pacjenta opisała, że taki tryb ją zaskoczył, bo wcześniej w innym szpitalu dokument otrzymała na oddziale.
Inna rozmówczyni opisuje, jak Habowski kazał jej czekać w kolejce na odbiór zwłok. W tym czasie wchodziły do niego rodziny innych zmarłych osób, a pod prosektorium podjeżdżały kolejne karawany. - Nie wytrzymałam i zaczęłam głośno mówić, co tu się wyprawia. Zrobiła się awantura. Zaczął straszyć nas ochroną. Nie mogę pojąć, że tak traktował ludzi w żałobie - mówiła.
Jedna z osób, z którymi rozmawiał Onet, opisała, że wydanie ciała miało przyspieszyć dopiero po przekazaniu 100 zł pracownikowi zakładu pogrzebowego. - Dopiero jak pracownik mojego zakładu pogrzebowego poszedł do tego człowieka do biura i dał mu 100 zł, dostaliśmy zgodę na odbiór ciała. (...) Oczywiście nie dał żadnego pokwitowania, że przyjął pieniądze - relacjonowała.
Wojna z zakładami pogrzebowymi
Habowski miał być też mściwy. Według jednej z relacji naciskał na to, by klientka wybrała zakład pogrzebowy polecany przez szefa prosektorium.
Otwieramy worek - siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: "Wy robicie usługi, to sobie umyjcie" - opisuje człowiek z branży funeralnej.
To, co się dzieje, to jest handel zwłokami. Prywatne firmy wchodzą w układy z ratownikami pogotowia, lekarzami i szpitalami. To jest handel zwłokami, trzeba to powiedzieć wprost - ocenia prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego Krzysztof Wolicki.
Rozmówcy Onetu wspominają, że Habowski z czasem nie pracował w prosektorium, tylko wysługiwał się zatrudnionymi tam osobami. Sam często siedział z lekarzami, m.in. na SOR-ze.
Sam się zgłosił do prokuratury. W innej sprawie
Onet podaje, że od miesiąca sprawą interesuje się prokuratura, ale postępowanie ma dotyczyć wątku możliwego fałszowania dokumentów medycznych w prosektorium. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie przekazał, że zawiadomienie złożył sam koordynator, który twierdzi, że ktoś miał ukraść jego pieczątkę i wystawiać nieprawdziwe dokumenty.
Władze szpitala, pytane przez Onet o zasady udostępniania chłodni i o funkcjonowanie prosektorium, nie udzieliły odpowiedzi, a w przesłanym linku do komunikatu napisały: "Sprawy opisywane w ostatnich dniach dotyczą godności osób zmarłych oraz ich rodzin i dlatego traktujemy je z najwyższą powagą".
W Wirtualnej Polsce od 2023 roku, wcześniej 8 lat w RMF FM. Chciał być reżyserem filmowym, ale wciągnęły go media. Hobbystycznie piwowar.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości