
Andrzej Duda deklarował, że „nie spocznie”, dopóki Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej. Jarosław Kaczyński proponował nawet wysłanie na Ukrainę międzynarodowej misji wojskowej. Dziś politycy PiS nie chcą pamiętać o tamtych obietnicach, które – jak się okazuje – nie miały wielkiego pokrycia.
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak zmienił się kurs polityczny PiS wobec Ukrainy od 2022 roku.
Dlaczego Polska aktualnie chce blokować Ukrainę w UE.
Co mówił Andrzej Duda w Kijowie o polsko-ukraińskich relacjach.
Jakie były reakcje na odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego.
W maju 2022 roku, kilka miesięcy po rosyjskim ataku na Ukrainę, prezydent Andrzej Duda obiecywał naszym wschodnim sąsiadom wspólną przyszłość w strukturach Unii Europejskiej. Deklaracje padły nie byle gdzie – w Radzie Najwyższej Ukrainy , na oczach najważniejszych polityków z Kijowa, w tym prezydenta Wołodymyra Zełenskiego . Wystąpienie Andrzeja Dudy, co chwila przerywane gromkimi oklaskami ukraińskich parlamentarzystów, pełne wdzięczności i szacunku dla broniącego się kraju, z dzisiejszej perspektywy brzmi wręcz nieprawdopodobnie i pokazuje, jak bardzo zmienił się kurs polityczny środowiska PiS.
Teraz sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Politycy PiS, a także prezydent Karol Nawrocki , nie tylko nie obiecują już Ukrainie integracji z UE, lecz zapowiadają, że taki proces będą blokować. Dlaczego? Oficjalnie kością niezgody ma być nierozliczenie się Kijowa z ciemnymi kartami własnej historii i konsekwentne kultywowanie tradycji UPA – formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu w 1943 roku. Sęk w tym, że po wybuchu wojny na Ukrainie w 2022 roku kwestia ta nie była przez polską stronę podnoszona i nie stanowiła przeszkody w popieraniu proeuropejskiego kursu Kijowa.
Polska składała Ukrainie obietnice bez pokrycia?
Były rzecznik MSZ Łukasz Jasina, który pracował w resorcie w okresie rządów Mateusza Morawieckiego, przekonuje dziś w rozmowie z RadioZET.pl, że polska dyplomacja prowadziła w tamtym czasie wyrachowaną grę. - Uważałem, że należy bardzo mocno i głośno popierać dążenia walczącej Ukrainy do wejścia do Unii Europejskiej, wiedząc jednocześnie, że nigdy do tego nie dojdzie – podkreśla. - Wiedziałem, że nasi więksi partnerzy w Unii na to nie pozwolą, więc mogliśmy sobie śmiało pozwolić na mówienie naszym ukraińskim przyjaciołom miłych rzeczy, bez konieczności ponoszenia związanych z tym kosztów. Nie wiem, na ile prezydent Duda w 2022 roku rzeczywiście w to wierzył, ale po polskiej stronie zawsze istniała duża świadomość, że wejście Ukrainy do UE jest dla nas zbyt ryzykowne, ponieważ rodzi wiele problemów – zauważa.
W ocenie Łukasza Jasiny ówczesna radykalnie przychylna postawa rządu PiS wobec Ukrainy i jej europejskich dążeń była „bardzo użytecznym biczem na kraje zachodnie”. - Polityka proukraińska służyła nie tylko Ukrainie, ale także naszym interesom. Pamiętamy przecież, w jak trudnej sytuacji znajdowaliśmy się wówczas w relacjach z Unią Europejską – komentuje były rzecznik MSZ.
Proeuropejskie obietnice PiS i rządu Mateusza Morawieckiego wobec Ukraińców to jednak nie wszystko. 15 marca 2022 roku, podczas wizyty w Kijowie, Jarosław Kaczyński publicznie snuł wizję wysłania na Ukrainę międzynarodowych wojsk. - Sądzę, że potrzebna jest misja pokojowa NATO, ewentualnie jeszcze jakiegoś szerszego układu międzynarodowego, ale taka misja, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy. […] To będzie misja, która będzie dążyła do pokoju, do udzielenia pomocy humanitarnej, ale jednocześnie będzie też osłonięta przez odpowiednie siły, siły zbrojne – wyliczał prezes PiS.
Jeszcze śmielej wypowiadał się poseł Janusz Kowalski – dziś najgłośniej nawołujący do zakończenia „miękkiej gry z Ukraińcami” i odesłania ich do domu. W grudniu 2021 roku, kilka miesięcy przed wybuchem wojny, Kowalski pytał w Sejmie nowego ambasadora Polski w Wielkiej Brytanii Piotra Wilczka, czy jest szansa, aby śladem Londynu nasz kraj wysłał na Ukrainę swoich żołnierzy. - Być może trzeba odważnie postawić tezę, że warto wysłać polskie oddziały, tak samo jak są tam już żołnierze brytyjscy, w większej ilości, żeby zabezpieczać te pokusy i dążenia Federacji Rosyjskiej do konfliktu – mówił polityk.
„Rząd przez dwa tygodnie pozostawał nieczynny”
Po kilku latach trudno uwierzyć, że środowisko PiS było skłonne do tak daleko idących deklaracji wobec Kijowa, zakładających nawet bezpośrednią pomoc militarną. Tym bardziej, że już w kampanii prezydenckiej w 2025 roku, kandydat Karol Nawrocki zapewniał, że nie zgodzi się na wysłanie polskich żołnierzy na Ukrainę. A cała prawica grzmiała, że ewentualna wygrana Rafała Trzaskowskiego może zakończyć się włączeniem Polski do wojny.
Marcin Celiński, publicysta i redaktor naczelny Resetu Obywatelskiego, uważa, że tak naprawdę nie dokonała się żadna ewolucja podejścia PiS do Ukrainy, a jedynie ujawniona została jego prawdziwa twarz. - Po wybuchu wojny w Ukrainie polski rząd przez dwa tygodnie pozostawał nieczynny. Wygląda na to, że rzeczywiście spodziewano się, iż Kijów padnie w ciągu trzech dni – zauważa Celiński. - Cała pomoc organizowana w tym czasie była w dużej mierze spontanicznym, oddolnym ruchem, tworzonym także przez wyborców PiS. Myślę, że był to jeden z decydujących czynników, który sprawił, że rząd w pewnym momencie przerwał swoją bezczynność. Zadecydowały o tym dwa elementy: nacisk ze strony Stanów Zjednoczonych oraz uświadomienie sobie, że nie można otwarcie wystąpić przeciwko Ukrainie w tym konflikcie – podkreśla.
Duda w Kijowie: Wrogowie wielokrotnie próbowali nas skłócić
W swoim słynnym wystąpieniu w Radzie Najwyższej prezydent Andrzej Duda mówił o momencie dziejowym, który kreśli przed Polską i Ukrainą „niesamowitą polityczną szansę”. - Wołodymyrze! Sam mówiłeś, że jest nas razem ponad 80 milionów i że razem jesteśmy silniejsi. Nie wolno nam tej szansy zmarnować – apelował. Słowa te były następnie odczytywane jako wstęp do pogłębienia dwustronnych stosunków między Warszawą a Kijowem, a w kontekście regionalnym – do budowy czegoś w rodzaju unii dwóch państw, zintegrowanej gospodarczo i politycznie.
Po latach koncepcje te okazały się jedynie pustosłowiem, ale w 2022 roku atmosfera polityczna sprawiała, że najbardziej proukraińskie postawy i obietnice były przejawem moralnej wyższości. Wyciąganie do debaty trudnych i nierozwiązanych tematów historycznych odbierane było w tamtym czasie jako działanie sprzyjające putinowskiej Rosji. Dostrzegał to także prezydent Andrzej Duda.
Wrogowie wielokrotnie próbowali nas skłócić, skierować przeciwko sobie. Dziś także próbują, strasząc Polaków Ukraińcami i Ukraińców Polakami. Wykorzystując do tego bolesne tematy z naszej wzajemnej przeszłości, z naszej historii. Ale to się im nie uda! Zbyt dobrze poznaliśmy te metody. Wiemy, że napięcia w relacjach polsko–ukraińskich służą tylko obcym interesom. A nam, Polakom i Ukraińcom, szkodzą! - przekonywał w 2022 roku w Kijowie.
Oczywiście wypowiedź pana prezydenta Dudy była prawdziwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo silne natężenie rosyjskiej dezinformacji i propagandy – zauważa Łukasz Jasina. - Notabene w kwestiach historycznych, po ostatnim konflikcie, który wywołał taką falę emocji, dostrzegamy bardzo duży wpływ sowieckich i rosyjskich praktyk także na Ukrainie – podkreśla.
Nawrocki: Polacy nie będą wybierać patronów ukraińskich ulic
Chodzi o sprawę odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, przyznanego w 2023 roku przez Andrzeja Dudę. Karol Nawrocki zdecydował się na ten krok po tym, jak Zełenski nadał jednej z jednostek ukraińskich Sił Zbrojnych nazwę „Bohaterów UPA”. Ostatecznie to sam Zełenski odesłał odznaczenie, a w ślad za nim zrobili to także byli ukraińscy prezydenci oraz ważni politycy. W reakcji na ten ruch swoje ordery, przyznane przez władze ukraińskie, zaczęli odsyłać politycy PiS, w tym prezes Jarosław Kaczyński. Sytuacja dodatkowo eskalowała po ogłoszeniu przez Zełenskiego utworzenia Panteonu Narodowego, który ma upamiętniać osoby szczególnie zasłużone dla państwa i walki o jego niepodległość. – Nikt nie będzie nam mówił, jakich bohaterów szanować – mówił ukraiński prezydent.
Choć dziś nie słychać tego w wypowiedziach prezydenta Karola Nawrockiego, to kilka lat temu, w kontekście polityki historycznej, mówił on dokładnie to samo, co Wołodymyr Zełenski. - Uważam, że swoich bohaterów Ukraińcy mają prawo wybierać sobie sami, nawet jeśli dla nich bohaterem jest Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz. Polacy nie będą wybierać patronów ukraińskich ulic – stwierdził Nawrocki w 2023 roku na antenie Telewizji Republika. Był wówczas szefem IPN.
Afera wokół orderów i polityki historycznej to urzeczywistnienie scenariusza, przed którym w 2022 roku ostrzegał Andrzej Duda: „Wiemy, że napięcia w relacjach polsko–ukraińskich służą tylko obcym interesom. A nam, Polakom i Ukraińcom, szkodzą!”. Dlaczego zatem prawica skupiona wokół PiS tak szybko zapomniała o własnych deklaracjach i diagnozach? W ocenie Marcina Celińskiego nie ma tu mowy o przypadku.
„Rozpętała się antypolska nagonka w internecie”
Były rzecznik MSZ Łukasz Jasina uważa, że większą odpowiedzialność za obecny kryzys w relacjach ponosi strona ukraińska. - Powstaje jednak ważne pytanie: kiedy należy taką eskalację powstrzymać? Mam wrażenie, że po geście prezydenta Zełenskiego, który wynikał z niezrozumienia przez niego różnych kwestii, nastąpiła równoważna odpowiedź prezydenta Nawrockiego. Gdyby świat był bardziej dojrzały, na tym wszystko powinno się zakończyć. Najpierw mieliśmy jednak potężną akcję po stronie ukraińskiej. Później, niestety, dostosowali się do niej także Polacy, odsyłając odznaczenia – zauważa.
Jasina zwraca także uwagę na nieco inny, mniej obecny w debacie, aspekt. - Na samej Ukrainie, która szuka odpowiedzialnych za swoje problemy gdzie indziej niż u siebie, rozpętała się antypolska nagonka w internecie, co ma wpływ również na polityków. Polska staje się tam głównym przeciwnikiem w Unii Europejskiej, podobnie jak trzy lata temu były nim Niemcy.
Podobna sytuacja od lat ma miejsce w Polsce, a w dużej mierze odpowiedzialni są za nią politycy związani ze skrajną prawicą, którzy z podsycania niechęci do Ukraińców i powielania antyukraińskiej propagandy robią sobie polityczne paliwo. Taką samą taktykę, choć dopiero po latach, obrało PiS, widząc zmieniające się nastroje społeczne i stosunek Polaków do Ukraińców.
Jeszcze przed rosyjską inwazją, w lutym 2022 roku, dominowała sympatia – 43 proc. badanych deklarowało pozytywny stosunek do Ukraińców, podczas gdy po 21 proc. miało nastawienie neutralne i negatywne. Dwa lata później obraz był już zupełnie inny. Fala entuzjazmu i solidarności wyraźnie opadła. W lutym 2024 roku pozytywnie o Ukraińcach wypowiadał się już tylko co czwarty Polak – zaledwie 5 proc. miało opinię bardzo dobrą, a 20 proc. dobrą. Najliczniejszą grupę stanowili respondenci deklarujący stosunek neutralny (41 proc.), a ponad jedna czwarta badanych (27 proc.) wyrażała opinię negatywną, w tym 8 proc. – bardzo negatywną.
Badanie Centrum Mieroszewskiego z listopada 2025 roku pokazało kolejną zmianę. Pozytywne nastawienie ponownie zaczęło przeważać – deklarowało je 39 proc. respondentów. Jednocześnie aż 35 proc. badanych miało stosunek negatywny, a jedynie 15 proc. pozostawało neutralnych. Oznacza to, że Polacy coraz rzadziej pozostają wobec Ukrainy obojętni. Społeczeństwo staje się w tej kwestii coraz bardziej spolaryzowane – rośnie zarówno liczba osób nastawionych przychylnie, jak i tych, które deklarują niechęć.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje